Blog > Komentarze do wpisu

Antykonsensus: Lista Morano

Dzisiaj przyjrzymy się liście 650 rzekomo wybitnych rzekomo naukowców, którzy rzekomo kwestionują teorię antropogenicznego globalnego ocieplenia.

"Dziś, ulegając ekologistycznej ideologii, UE wprowadza drastyczne normy limitujące emisję dwutlenku węgla. Udział człowieka w tej emisji to w skali globalnej mniej niż 5 proc., a założenie wpływu tego gazu na ocieplenie klimatu jest wielce dyskusyjne. Dyskusyjna jest zresztą teza o szczególnym ociepleniu się klimatu naszej planety. Opublikowany niedawno raport, sporządzony dla Senatu USA przez zespół złożony z 650 wybitnych specjalistów nauk o Ziemi, zasadniczo podważa tezy ONZ na ten temat."

Taka wypowiedź Bronisława Wildsteina pojawiła się w "Rzeczpospolitej". Framenty raportu oraz listy owych "wybitnych specjalistów" zostały także pokazane w programie "Bronisław Wildstein przedstawia".

Niestety, jest to dokument znacznie mniej imponujący, niż próbuje wmówić opinii publicznej Wildstein.

Zacznijmy od kwestii autorstwa "raportu". Pierwsze rozczarowanie: nie został on sporządzony przez "zespół złożony z 650 wybitnych specjalistów nauk o Ziemi". Jego jedynym autorem jest Marc Morano, rzecznik prasowy republikańskiego senatora Jima Inhofe'a. Raport został zaś sporządzony dla... samego Inhofe'a, zasiadającego w senackiej komisji ds środowiska i robót publicznych.

Treść raportu stanowi wynik badań typu "copy & paste" w najlepszym wydaniu. Morano skompilował mianowicie wyszukane w internecie wypowiedzi rozmaitych ludzi (jak zobaczymy za chwilę, niekoniecznie "wybitnych specjalistów"), które wskazywałyby na ich sceptyczny stosunek od teorii globalnego ocieplenia, IPCC czy nawet samego Ala Gore'a. Morano nie dbał przy tym o wzajemną spójność cytowanych wypowiedzi, dlatego obok siebie znalazły się twierdzenia, że

  • żadnego ocieplenia nie ma;
  • globalne ocieplenie co prawda jest obserwowane, ale nie odpowiada za nie antropogeniczna emisja gazów cieplarnianych;
  • globalne ocieplenie jest obserwowane i jest spowodowane przez człowieka, ale nie jest problemem;
  • globalne ocieplenie istnieje, jest spowodowane przez człowieka, jest wielkim problemem, tyle że zostanie rozwiązane nie dzięki redukcji emisji gazów cieplarnianych, ale nanotechnologii (!), i to w ciągu zaledwie dwóch dekad;

To tak jakby próbując podważyć istnienie konsensusu dotyczącego teorii ewolucji wrzucić do jednego worka zarówno kreacjonistów "Nowej Ziemi" (wierzących że świat zaczął się 6 tys. lat temu), jak i kreacjonistów "Inteligentnego Projektu" (z których część wierzy nawet w to, że ludzie i małpy mają wspólnego przodka!), i jeszcze tych którym nie spodobał się "Bóg urojony" Dawkinsa.

Widać więc na czym polega różnica pomiędzy tym "przełomowym" (wg. słow Morano) raportem a np. ostatnim raportem IPCC. Skompilowane przez Morano wypowiedzi nie składają się w żadną spójną całość, która mogłaby być alternatywą wobec normalnej, "mainstreamowej" nauki.

Tymczasem celem IPCC jest przedstawienie "największego wspólnego mianownika" klimatologii: czyli ocena istniejącej literatury naukowej i opisanie obecnego stanu badań w sposób maksymalnie obiektywny i wyważony, pokazanie tych punktów gdzie nasza wiedza jest solidna, oraz tych będących obiektem kontrowersji.

Tyle, jeśli chodzi o ideę. Pozostaje jeszcze kwestia wykonania, gdzie jeszcze wyraźniej ukazują się niskie standardy Morano i jego epigonów.

Gdyby bowiem zebrane wypowiedzi należały faktycznie do 650 wybitnych specjalistów w zakresie nauk o Ziemi, możnaby się zacząć zastanawiać czy faktycznie konsensus naukowy w sprawie teorii antropogenicznego globalnego ocieplenia istnieje, i czy odzwierciedlany jest np. w raportach IPCC. Niestety, nawet pobieżna lektura "raportu" pokazuje, że najważniejszym kryterium Morano nie były kwalifikacje merytoryczne "naukowców".

Niektórzy z "wybitnych specjalistów" zapowiadają pogodę w amerykańskich telewizjach kablowych (np. David Aldrich, Steve Baskerville, Justin Berk, Andre i Sally Bernier). Inni to (często emerytowani) naukowcy czy inżynierowie zajmujący się dziedzinami nie mającymi nic wspólnego z klimatologią (np. Don Aitkin, socjolog; Peter Bloemers, biochemik; George Chilingar, inżynier naftowy; Roy Clark, konstruktor lotniczy; Paulo N. Correa, onkolog; J. S. Armstrong, marketingowiec; Lubos Motl, fizyk zajmujący się teorią strun; czy w końcu Zbigniew Jaworowski, lekarz-radiolog). Wielu z nich brało pieniądze od koncernów naftowych takich jak ExxonMobil, czy to w formie zapłaty za usługi "doradcze", czy też za wystąpienia na konferencjach "naukowych" zrzeszających sceptyków, w rodzaju imprez Heartland Institute.

Moim ulubionym "naukowcem" z listy Morano jest niejaki R. L. Casey, założyciel i dyrektor Space and Science Research Center, który rok temu wprowadził w stan ekstazy prawicową blogosferę ogłaszając, że "globalne ocieplenie się skończyło -- zaczęła się era globalnego oziębienia". W pompatycznych i mętnych słowach, powołując się na stworzoną przez siebie "teorię RC" aktywności słonecznej, która miała zostać właśnie potwierdzona przez NASA.

Wszystko przemawiało za tym, że to prymitywne oszustwo, ale sam fakt że Casey "obalił" teorię globalnego ocieplenia wystarczyła, by jego ściemę wciągnięto z połykiem. Również Morano nie miał żadnych zahamowań, by dołączyć Caseya do listy "wybitnych ekspertów".

Wiele pojawiających się w raporcie osób szczyci się byciem "naukowcami IPCC". Tymczasem w rzeczywistości jedyny ich związek z IPCC polegał na tym, że ściągnęli wersję roboczą raportu i odesłali swoje uwagi. Proces tworzenia raportów IPCC jest transparentny, i w jego ostatnim etapie może uczestniczyć każdy, choć oczywiście nie każda krytyka musi zostać uwzględniona. Nie oznacza to jednak, że przeczytanie draftu IPCC AR4 każdy staje się klimatologiem, tak jak nikt nie stanie się deweloperem Mozilli po ściągnięciu bety Firefoxa.

Z drugiej strony, w "raporcie" jest kilku prawdziwych ekspertów... jednak ich wypowiedzi zostały zmanipulowane albo niezrozumiane. Luc Debontridder z belgijskiego Królewskiego Towarzystwa Meteorologicznego trafił na listę Morano po tym, jak jego rzekome wypowiedzi pojawiły się na kilku sceptycznych blogach. Erich Roeckner został uznany za "sceptyka" gdyż powiedział że komputerowe modele klimatu są niedoskonałe (co jest truizmem dotyczącym wszystkich modeli), a część scenariuszy emisji gazów cieplarnianych -- fałszywa (co również jest truizmem, gdyż prawdziwy może być maksymalnie jeden z wszystkich scenariuszy: ten, który faktycznie zostanie wybrany przez naszą cywilizację). Gwyn Prins i Steve Rayner z kolei nie kwestionowali samego faktu odpowiedzialności człowieka za globalne ocieplenie, lecz skrytykowali Protokół z Kioto jako nieefektywny.

Nawet sposób, w jaki Morano potraktował osoby określające się jako "sceptyczne" wiele mówi o jakości jego propagandy. Joanne Simpson (fizyk atmosfery, zatrudniona przez jakiś czas w NASA) została przez niego zacytowana tak:

"Ponieważ nie jestem już związana z żadną organizacją i nie otrzymuję żadnych pieniędzy na badania, mogę mówić otwarcie [...] Jako naukowiec pozostaję sceptyczna."

Gdy tymczasem pełny cytat miał zupełnie inną wymowę:

"Co powinniśmy zrobić jako naród? Decyzje muszą opierać się o niepełne informacje. W tym przypadku, musimy postępować zgodnie z rekomendacjami Gore'a i IPCC ponieważ jeśli nie zredukujemy emisji gazów cieplarnianych, a modele klimatu są poprawne, planeta jaką znamy przestanie nas utrzymywać jeszcze w tym stuleciu. Ale jako naukowiec pozostaję sceptyczna."

Potem Simpson tłumaczy, w jaki sposób jej badania -- dane zebrane przez Tropical Rainfall Measuring Mission -- pomogą zweryfikować wiarygodność modeli klimatu.

Na koniec zostawmy sobie prawdziwych naukowców, specjalistów w dodatku, którzy faktycznie kwestionują -- nieraz w bardzo ostry sposób -- teorię antropogenicznego globalnego ocieplenia. Pula ich nazwisk jest jednak podejrzanie mała: zawsze pojawiają się tutaj Sallie Baliunas, Willie Soon, Roy Spencer, John Christy, Richard Lindzen czy Fred Singer. Ich obecność nie powinna dziwić -- są to osoby, które od zawsze zwalczały wszystkie "lewicowe" teorie naukowe, poczynając od wpływu freonów na warstwę ozonową, na szkodliwości biernego palenia skończywszy.

Sam fakt istnienia uznanych i utytułowanych naukowców, którzy odrzucają jaką część współczesnej nauki nie powinien dziwić. Można podać inne liczne przykłady "naukowych dziwaków". Fizyk Brian Josephson, noblista, od lat zajmuje się badaniem zjawisk paranormalnych. Inni fizycy: Frank Tipler i Jacyna-Onyszkiewicz, wierzą w możliwość wyprowadzenia chrześcijańskich (i katolickich w przypadku J-O) prawd wiary z fundamentalnych zasad fizyki. Wybitny biolog molekularny Peter Duesberg od lat powtarza, że wirus HIV jest nieszkodliwy, a przyczyną AIDS jest spożywanie narkotyków. O licznych naukowcach (różnej niestety klasy) kwestionujących słuszność teorii ewolucji szkoda nawet wspominać.

Nauki nie uprawia się przez głosowanie, jeśli jednak ogromna większość specjalistów podziela pogląd na jakiś temat, to robi tak najprawdopodobniej dlatego, że ma ku temu dobre, merytoryczne powody. Oczywiście, środowisko naukowe nie jest doskonałe, i nie każdy profesor -- czy nawet noblista -- jest absolutnym autorytetem w każdej sprawie (zwłaszcza dotyczących kwestii pozostających poza dziedziną, w której się specjalizują naukowo). Tym niemniej, nauka posiada mechanizmy korygujące. Ich skuteczność można oglądać na każdym kroku: gdyby faktycznie, jak przekonują "sceptycy", nauka była jedną wielką fikcją, a naukowcy skorumpowanymi oszustami wyłudzającymi granty, nie mielibyśmy technologii półprzewodnikowych, antybiotyków i zdjęć z Marsa.

Wiara w to, że światem nauki rządzi pieniądz i Al Gore nie świadczy o tym, że jesteśmy bardziej przenikliwi niż inni, ani że nasze osądy są "obiektywne" i "niezależne". Wręcz przeciwnie: jak wskazuje przykład Wildsteina i wielu innych przekonanych "listą 650", bardzo łatwo jest uwierzyć bezrefleksyjnie w to, co i tak zgadza się z naszymi presupozycjami.

środa, 28 stycznia 2009, perfectgraybody

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Mówca Umarłych, *.tktelekom.pl
2009/11/20 20:33:23
www.rp.pl/artykul/2,230987.html nasz lokalny głos starszego profesora
Creative Commons License