|
Blog > Komentarze do wpisu
Jaworowski o CO2Przechodzimy do punktu kulminacyjnego: "rysuneczków" pokazanych przez Jaworowskiego u Wildsteina. Pierwszy z nich miał przedstawiać zmiany ilości atmosferycznego ditlenku węgla w latach 1880-1960, celem udowodnienia tezy, że obecne stężenie tego gazu nie jest niczym niezwykłym.
Skąd Jaworowski wziął ten wykres? Jego autorem jest Ernst-Georg Beck, niemiecki nauczyciel biologii, który opublikował w czasopiśmie Energy & Environment (znanym z tego, że są w stanie zamieścić każdy artykuł kwestionujący teorię globalnego ocieplenia, niezależnie od jego jakości) analizę dziewiętnastowiecznych pomiarów stężenia CO2 metodą chemiczną. Analiza i wnioski Becka zawierają tak wiele błędów, że trudno nawet wybrać największy. Przede wszystkim nie uwzględniają one podstawowego faktu, że lokalne stężenie CO2, mierzone tuż nad gruntem, może wahać się nawet o kilkadziesiąt procent w zależności od temperatury, kierunku i siły wiatru, nasłonecznienia oraz konkretnej lokalizacji. Wiele pomiarów, z których korzystał Beck, wykonanych zostało w dużych miastach, takich jak Wiedeń, Paryż czy Hamburg. Z tego powodu jakość danych zebranych metodą chemiczną była niska, a uśrednianie wszystkich wyników bez uprzedniej ich selekcji czyni oszacowania stężenia CO2 kompletnie bezwartościowymi. Precyzyjne pomiaru stężenia CO2 zaczęły się dopiero pod koniec lat pięćdziesiątych, w stacjach na Antakrtydzie i Hawajach (Mauna Loa). Ich rezultatem była tak zwana "krzywa Keelinga", ząbkowany wykres pokazujący wzrastającą stale ilość atmosferycznego ditlenku węgla.
Obecnie, poza stacjami naziemnymi, dysponujemy także pomiarami samolotowymi i satelitarnymi, jak poniższa mapa globalnej dystrybucji stężenia CO2 wykonana przez amerykańskiego satelitę Aqua1.
Przeszłe poziomy stężenia CO2 znamy dzięki badaniom paleoklimatologów, korzystających z danych zrekonstruowanych na podstawie badań rdzeni lodowych. Zgodnie z nimi, przez cały XIX wiek obserwujemy powolny wzrost z 280 do 300 ppm, odpowiadający wciąż wtedy niewielkim emisjom przemysłowym CO2.
Tymczasem u Becka stężenie CO2 potrafiło zmieniać się w przeciągu zaledwie roku o kilkadziesiąt ppm, a rekordowe wahania (w latach trzydziestych i czterdziestych) sięgają 160 ppm!
Od czasu opublikowania swojego pierwszego artykułu ktoś powiedział Beckowi, jak absurdalnie to wygląda, dlatego w kolejnych wersjach jego wykres przedstawia uśrednione wyniki, bez szaleńczych skoków w górę i w dół. Zestaw danych, o które Beck się opierał, pozostał jednak bez większych zmian.
Aby zrozumieć, jak wielkim nonsensem są twierdzenia Becka, trzeba sobie uświadomić o jak ogromnej ilości CO2 w tym momencie mówimy. 100 ppm odpowiada uwolnieniu do atmosfery 780 miliardów ton ditlenku węgla -- 25 razy tyle, ile cały nasz przemysł wyemitował w roku 2007. Jednak aby zwiększyć stężenie CO2 o taką wartość, faktycznie do atmosfery musiałoby zostać wpompowane znacznie więcej -- z czego część uległaby następnie rozpuszczeniu prze oceany. Nie znamy żadnego geofizycznego ani biologicznego mechanizmu, który mógłby spowodować coś takiego. Co więcej, zakładając nawet że taki magiczny mechanizm faktycznie istniał w XIX wieku, powodując duże zmiany stężenia CO2... to w momencie rozpoczęcia precyzyjnych pomiarów w połowie wieku XX zniknął, pozostawiając nas z krzywą Keelinga. Dziwny zbieg okoliczności, prawda? Oczywiście każdy wyznawca teorii spiskowych zna dobrą odpowiedź na takie zarzuty: zawsze można przecież stwierdzić, że to współczesne pomiary są niewiarygodne, jako wykonywane przez skorumpowanych wyznawców Ala Gore'a. Teorie spiskowe to jednak temat na inny odcinek. Przypisy 1) 27 lutego NASA wystrzeli na orbitę nowego satelitę Orbiting Carbon Observatory. piątek, 30 stycznia 2009, perfectgreybody
TrackBack
Komentarze
Gość: Denialista, public95301.xdsl.centertel.pl
2011/06/04 10:34:11
cyt Analiza i wnioski Becka zawierają tak wiele błędów, że trudno nawet wybrać największy. Przede wszystkim nie uwzględniają one podstawowego faktu, że lokalne stężenie CO2, mierzone tuż nad gruntem, może wahać się nawet o kilkadziesiąt procent w zależności od temperatury, kierunku i siły wiatru, nasłonecznienia oraz konkretnej lokalizacji.
czyli rozumiem że w 1810 r bo taki był na wykresie robiono pomiary CO2 nad gruntem?. A jak zwolennicy GO mierzą tzw średnią temperaturę na ziemi? czyli oby nie podobnie? 2011/06/04 11:47:39
"czyli rozumiem że w 1810 r bo taki był na wykresie robiono pomiary CO2 nad gruntem?"
1,3 metra nad gruntem. Theodore de Saussure nie miał do dyspozycji własnego balonu. "A jak zwolennicy GO mierzą tzw średnią temperaturę na ziemi? czyli oby nie podobnie?" Poza tym że "zwolennicy GO" (zakładam że masz na myśli państwowe służby meteorologiczne) mierzą zupełnie co innego i innymi metodami, to masz rację, podobieństwo jest uderzające. |
perfectgreybody(małpa)gazeta.pl
|
Czyta sie to co Pan pisze znakomicie. Nie wiem czy jest Pan naukowcem, ale jezeli tak to chetnie bym z Panem zrobil wywiad o klimatycznych bzdurach. Gdyby Pan nie mial ochoty na wywiad to namawialbym Pana na artykul - ktory bym stral sie przepchnac. Jezeli nie chce sie Panu pisac to ja to zrobie bardzo chetnie. Jednym slowem nie chcialbym by taka ilosc strawnej i przystepnie podanej oraz co najwazniejsze rzetelnej wiedzy sie zmarnowala. Licze na kontakt adam.wajrak@gmial.com
pozdrawiam serdecznie
aw