Blog > Komentarze do wpisu

Szwindel IAE

O kolejnym związanym z CRU "skandalu" donosi "Rzeczpospolita", potwierdzając nieodmiennie wysokie standardy dziennikarstwa polskiej prasy prawicowej.
Brytyjski „Daily Telegraph" donosi o kolejnym skandalu kompromitującym naukowców forsujących teorię o wpływie człowieka na globalne ocieplenie

Gazeta powołuje się na raport moskiewskiego Instytutu Analiz Ekonomicznych (IAE), w którym rosyjscy eksperci ujawniają, że brytyjscy klimatolodzy z pobudek ideologicznych manipulowali danymi.

Jak tymczasem ujawniają Rosjanie, Brytyjczycy sfabrykowali przesyłane im z Rosji dane dotyczące średnich temperatur na terenie tego kraju. Stało się tak, gdyż nie potwierdziły one założonej z góry teorii o tym, że klimat się ociepla. W efekcie, w swoich wyliczeniach klimatolodzy z Wysp wykorzystali dane z zaledwie 25 proc. rosyjskich stacji meteo – przede wszystkim z silnie zurbanizowanych i uprzemysłowionych regionów.

W ten sposób 40 proc. terenów Rosji, największego państwa na świecie, nie zostało ujęte w sporządzonych przez HadCRUT statystykach globalnego wzrostu temperatur, co mogło poważnie je wypaczyć. Nieuwzględniono danych m.in. z Syberii i innych regionów, na których w ostatnich latach XX wieku i pierwszych XXI nie odnotowano poważniejszych objawów ocieplenia.

Jeśli ktoś tutaj się kompromituje, to jest to red. Zychowicz, który bezkrytycznie uwierzył w przeczytane w brytyjskim brukowcu sensacje; oraz "rosyjscy eksperci" z konserwatywnego think-tanku, którzy nie mają pojęcia o metodologii badań klimatologicznych.

Oto jak wyglądają zdaniem IAE te niezbite dowody "fabrykacji" pochodzące z raportu IAE:

Linia czerwona pokazuje dane, które zdaniem "ekspertów" z IAE wykorzystuje Hadley Centre, linia niebieska dane udostępnione przez rosyjskie służby meteorologiczne. Jak widać, największe różnice dotyczą danych sprzed 100 lat, natomiast "w ostatnich latach XX wieku i pierwszych XXI" oba wykresy są niemal identyczne. IAE mimowolnie potwierdziła więc "że klimat się ociepla" -- i trudno było się spodziewać innego wyniku, skoro to samo pokazują również inne analizy, nieoparte o pomiary przeprowadzane w stacjach meteorologicznych.

Fałszywa jest również teza, że Hadley Centre/Climate Research Unit wykorzystuje dane z 25 proc. rosyjskich stacji meteorologicznych. Ułamek ten (121 z 476) określa liczbę stacji, których dane zostały przez Hadley Centre udostępnione kilkanaście dni temu -- z zastrzeżeniem, że jest to tylko podzbiór, który mogą opublikować bez pytania się o zgodę służb meteorologicznych innych państw:

We can only release data from NMSs when we have permission from them to do so. In the meantime we are releasing data from a network of stations designated by the World Meteorological Organization for climate monitoring together with any additional data for which we have permission to release. We plan to release as much of the remaining data as possible in stages following issuance of letters to other NMSs requesting permission to publish.

[...]

To compile the list of stations we have released we have taken the WMO list of GCOS Surface Network stations and Baseline Climate Reference Network stations, cross-matched it and released the unambiguous matches.

Ściągnięty przez IAE zestaw danych nie jest więc w żadnym razie kompletną listą stacji wykorzystywaną w analizie CRUTEM -- znalazły się tam tylko te, które dawno temu zostały przez WMO włączone w skład sieci GSN. Pomysł, że selekcji dokonało samo CRU, by sfabrykować dowody na temat istnienia globalnego ocieplenia, jest więc absurdalny.

Można jednak zastanawiać się, czy redukcja liczby stacji do 25% była uzasadniona, i czy analiza oparta o całą sieć 476 rosyjskich stacji jest lepsza, niż analiza ograniczona do 121 sztuk. Paradoksalnie, odpowiedź brzmi: prawie na pewno nie. Jeśli przyjrzyjmy się drugiej połowie XIX wieku, gdzie różnice pomiędzy obiema analizami są największe, zobaczymy że z 81 stacji, które posiadają jakiekolwiek odczyty w tym okresie, z sieci WMO wyłączono tylko 27 sztuk. Okazuje się też, że z jednym wyjątkiem (Soczi 37099), wszystkie wyłączone stacje prowadziły w tym okresie obserwacje przez mniej niż 20 lat, lub miały liczne miesięczne dziury uniemożliwiające prawidłowe wyliczenie średnich rocznych. Biorąc pod uwagę fakt, że w niektórych latach liczba stacji z których liczona była średnia wynosi zaledwie kilkanaście sztuk, nie należy się dziwić że dodanie czy odjęcie kilku problematycznych serii danych może skutkować zmianą wyliczonej temperatury nawet o pół stopnia Celsjusza, więc podniecanie się zmianą trendu liczonego na przestrzeni 150 lat jest po prostu śmieszne.

Dla porównania, dla całej globalnej analizy CRUTEM (a nie tylko stacji rosyjskich) szacowane niepewności wyglądają następująco:

Jak wyjaśniają sami klimatolodzy:

The HadCRUT product headline number provides an estimate solely for that portion of the globe where data are reported. This coverage changes over time and needs to be accounted for. Climate change is not identical everywhere around the globe. The HadCRUT product comes with uncertainty estimates. The main reason for this uncertainty is the sampling effect which is particularly large back in the late 19th Century when observational coverage was poorer. The warming trend is much larger than uncertainty estimates so the headline finding of a warming world is unaffected by sampling issues.

Co doskonale widać również w analizie IAE: w okresie 1950-2005 wszystkie 476 stacji posiada jakieś dane, a WMO wykorzystuje zaledwie 121 z nich. Pomimo tego, wyliczone średnie są niemal identyczne dla obu próbek!

Podsumowując: dla XIX wieku i początku XX jest mało stacji, a dane są gorszej jakości. Choć wybrana przez WMO i zamieszczona przez Hadley Centre próbka zawiera większość (mniej więcej dwie trzecie) stacji dostępnych dla tego okresu, eliminacja dziurawych serii ma duży wpływ na wyliczoną średnią.

Dla drugiej połowy XX wieku -- czyli tego okresu, kiedy mówimy o silnym, antropogenicznym ociepleniu -- stacji meteorologicznych jest dużo, a pomiary przeprowadzane są znacznie staranniej. Dlatego właśnie, choć próbka wyselekcjonowana przez WMO to zaledwie 25% całości, jest ona w zupełności wystarczająca by wiarygodnie oszacować zmiany temperatury dla tego okresu. Gdzie tu kompromitacja brytyjskich naukowców albo jakieś "fabrykacje" -- nie mam pojęcia.

Kiedy opublikowano ukradzione maile z CRU, wielu ludzi było oburzonych zachowaniem korespondujących naukowców, którzy mieli zwyczaj wyzywać "sceptyków" od nieuków i idiotów. "Szwindel" odkryty przez IAE, Delingpole'a z "Daily Telegraph" i Zychowicza z "Rzeczpospolitej" demonstruje, że epitety te są jak najbardziej zasłużone.

Aktualizacja

Poniższa seria mapek pokazuje ewolucję rosyjskiej sieci stacji meteorologicznych. Czerwone krzyżyki to stacje wyselekcjonowane przez WMO, niebieskie to pozostałe (które wg. IAE zostały "specjalnie" wyłączone z analizy CRU). Pokazano wyłącznie te stacje, które prowadziły obserwacje (niezależnie od długości serii) w danym roku:

1850
1875
1900
1925
1950
1975
2000

Jak widać, po drugiej wojnie światowej w Związku Radzieckim nastąpiła rozbudowa sieci stacji meteo -- jednak zbiór stacji wyselekcjonowanych przez WMO nie uległ zwiększeniu. Pomimo tego, analiza zmian temperatur oparta o całą sieć (w analizie IAE) oraz jej część (mniej więcej 25% dla podzbioru WMO) są po roku 1950 niemal identyczne.

Aktualizacja 2

Na stronie MetOffice znajduje się mapka pokazująca lokalizację stacji z opublikowanego podzbioru danych oraz dodatkowych stacji używanych w analizie CRUTEM:

Jak widać, nawet dla samego terytorium Rosji CRU nie ogranicza się do zestawu WMO.

piątek, 18 grudnia 2009, perfectgreybody

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/12/18 18:53:15
Ostatni akapit jak najbardziej prawdziwy chociaż ja dotąd nie chciałem pisać tego wprost. Wolałem ironię, ale czasem nawet ironia zawodzi...
-
2009/12/18 18:54:35
Nie sposób się nie zgodzić...
-
2009/12/18 19:32:58
No ale powiedzcie sami - czy to nie jest absurdalna sytuacja? Dziennikarz-idiota (nie mam siły ani na ironię, ani na zgrabne eufemizmy) oskarża kogoś o oszustwo i fałszerstwo w oparciu o doniesienia, których nawet nie próbował weryfikować, w sprawie o której nie ma nawet bladego pojęcia. Od kiedy to dziennikarstwo polega na streszczeniu tego co się przeczytało na blogu angielskiego pismaka z The Sunday Times?

Gdyby chodziło o dowolny inny temat, redakcja Rzepy dostałaby pozew o zniesławienie i by się może czegoś nauczyli.
-
2009/12/18 19:57:47
Od lat uważałem, że Wielka Brytania (a przynajmniej Anglia i Walia bo Szkocja ma osobne prawa) ma zbyt surowe prawo o zniesławieniu libel). Można w nie wdepnąć pisząc o kimś nieprawdę nawet w dobrej wierze. I nie ma (w przeciwieństwie do USA) słabszej ochrony nawet osób publicznych.

Jednak w obecnej sytuacji mam nawet pewną nadzieję, że jacyś naukowcy brytyjscy wejdą na drogę sądową. A że sądy brytyjskie już pokazały, że nie interesuje ich gdzie mieszka zniesławiający - wystarczy aby powód był wyspiarzem - to życzę szczęścia tego typu dziennikarzom.

I to nawet z Polski.
-
2009/12/18 20:01:52
Na początek proponował bym im dokładne zapoznanie się z tym artykułem:
en.wikipedia.org/wiki/British_libel_law

(oczywiście jeśli oni potrafią przeczytać ze zrozumieniem jakikolwiek tekst)
-
Gość: Zenek, 194.181.194.*
2009/12/18 20:24:10
Niestety większość dziennikarzy delikatnie mówiąc nie odznacza się wysoką intelignencją. Przynajmniej tak wynika z moich obserwacji. Piszą nierzetelnie o polityce, konfliktach zbrojnych, finansach itp, a co dopiero o zmianach klimatycznych. Ale tu chodzi o news, nieważne, że bzdura, nie ważne że z niewiarygodnych źródeł byle by ludzie czytali. A oskarżenie o fałszerstwo klimatologów, to jest poczytne, to jest news. Kolejny przykład przed chwilą pojawił się materiał na onet.tv ,,Globalne ocieplenie czy oziębienie?". Wow dowiaduje się z niego że ponoć wśród naukowców trwa ostra dyskusja czy będzie ocieplenie czy ochłodzenie. Występuje tam oczywiście prof ,,nauk o Ziemi" Zbigniew Jaworowski i głosi swe standardowe bzdury. No cóż warto wiedzieć, że medycyna teraz zalicza się do nauk o Ziemi. Żałosne......Przyznaje że kiedyś byłem w jakimś tam stopniu scepytkiem. Ale po poszerzeniu wiedzy i też w dużej mierze dzięki temu blogowi zmieniłem zdanie. Także świetna robota perfectgreybody.



-
2009/12/18 21:37:14
Ja wiem, że ślepnę, ale czy na tej stronie od danych HadCRUT jest jakis mailik na który można zadać pytanko?
-
2009/12/18 23:41:12
Sprawa nagłaśniana przez IEA ledwo obiła mi się wcześniej o uszy, a teraz się lekko załamałem. To jest po prostu niewiarygodne jak wiele można przekłamać, jak bardzo można zniekształcić, jak bardzo można zmanipulować i jak wielką bzdurę można powołać do życia w blogosferze, mediach, plotce. I jak trudno jest potem taki nonsens uśmiercić.
-
Gość: baron13, *.as.kn.pl
2009/12/19 10:16:47
Prefectgreybody, nie bij mnie, ale Twoje tłumaczenie brzmi mniej więcej tak "trochę naciągnęli i to było uzasadnione". Ja czytałem na stronach które zlinkował Gary Novak coś innego, że wybrano stacje leżące blisko, albo w obrębie miast. Nie wiem czy to ktoś sprawdzał, ale wykres pokazuje wyraźnie, że poszło akurat w pożądaną stronę. Kryterium neutralne powinno dać rozrzut losowy. No więc widać jak wół, że neutralne nie było. Poczytałem sobie o naciąganiu danych Nowej Zelandii, nawet ściągnąłem dane i "zgnuplotowałem" i wykres i aproksymacja pokazała to samo co wyczytałem. Nie wiem, czy autor miał rację, czy ktoś inny w dobrej wierze rutynowo opracował wyniki i nie zamieścił o tym informacji. Ale wykres jest i to jest w najlepszym razie nauczka, że trzeba dochowywać wszystkich standardów. W tej chwili, gdy są programu komputerowe i algorytmy opracowania danych mogą wykazać istnienie kanałów na Marsie, po prostu dołącza się surowe dane. Pytania, czy dane były, albo czy napisano, że np. nie ma kopyrajtu i w związku z tym tu mamy problem?
-
2009/12/19 10:58:48
Jest przecież podane, że podali te dane, którym pozwolono im podać, bo nie oni są właścicielami danych. To nie ich wina, że te dane były z obszarów miast.

Co do Nowej Zelandii to zgnuplotował Pan dane przed standaryzacją, które zostały zestandaryzowane zgodnie z procedurami. Pan natomiast de facto wział dane pomiarowe z różnych stacji i narysował prostą linię między temperaturami w różnych okresach. Czyli to tak, jakby Pan wziął dane ze stacji z Zielonej Góry do roku 1960, a od 1960 dane ze stacji z Poznania i połączył oba dane linią, tak jakby to nie miało znaczenia.
-
2009/12/19 11:07:55
@baron13

Źle zrozumiałeś. Gdyby jedna piata z tego co klimatologom zarzucają była prawdą artykuły klimatologiczne byłyby wycofywane (ogłaszane jako nieważne czyli po anfgielsku "retracted") jako liście jesienią.

Co to jest "retraction" można się dowiedzieć tu:
en.wikipedia.org/wiki/Retraction
W ostatnich latach było wiele "szwindli" naukowych ale zdecydowana większość w naukach medycznych. Powodów tego dlaczego to się zdarza tam a nie w naukach o ziemi jest wiele. Jednym z nich na pewno jest to że wbrew opiniom z blogów dane klimatyczne są powszechnie dostępne i łatwo sprawdzić konkluzje danego autora. Dane medyczne są natomiast trzymane znacznie bardziej pod kluczem,z powodów komercyjnych, etycznych itp. itd.

O ile wiem na razie po tych sensacjach nie wycofano żadnego artykułu klimatologicznego i nic nie wskazuje aby tak miało być w najbliższej przyszłości. I nie dlatego że tym rządzi światowa mafia klimatologów ale dlatego że nie było dotąd żadnych prawdziwych, dających się obronić, zarzutów wobec kogokolwiek o oszustwo naukowe. To czym podniecają się blogi i z czego prasa robi sensację to jedynie skutki prób analizy prywatnych emaili naukowców i kodu komputerowego przez nieuków. Nawet na tym blogu mieliśmy przykłady: "Nie rozumiem czemu tak tu napisali, więc musi to być oszustwo!". Te same osoby nawet nie próbują przeczytać co naukowcy maja im do powiedzenia chociażby na tym samym blogu.
-
Gość: baron13, *.as.kn.pl
2009/12/19 13:47:25
Niestety, jaki jest koń, każdy widzi. To wygląda wręcz na filmową bo nie modelową próbę naciągania danych. Starzy wyjadcze robią to inaczej i nie da się takich operacji pokazać prostym narysowaniem wykresu. Dopiero jak stary wyleniały laborant, jak ja, zabiera się za robotę, klnie na czym świat stoi. Dlatego powstrzymuję się od nazywania tego oszustwem. Raczej komuś się to wydało oczywiste, jak Izzakowi Newtonowi, że dane pomiarowe muszą przecież wyglądać inaczej. Tyge Ottesen Brahe, vel Tycho de Brahe, musiał się rąbnąć. Otóż są tu dwa wątki: jeden etyczny, czy naciągnęli i drugi praktyczny. Jeśli nawet Rosjanie z nagła wyciągnęli te dane z kosza, i jeśli są prawdziwe, to trzeba je uwzględnić. Koniec kropka. Wycofywanie artykułów, zdarza się bardzo rzadko. Naciąganie, ekhem... Nawet recenzenci zmuszają do tego. Pół bidy gdy się skontaktuje z ałtorem i ten wyjaśni, że "tu panie była jeszcze taka sprężynka" i że na widmie nie ma żadnych oscylacji, tylko cień piiii... sprężynki. Jeśli chodzi o tych niedouczonych amatorów. No cóż, fizyka tu jest bardzo prosta. Jeśli taki lejek jak ja z jeszcze szczątkową znajomością angielskiego coś z tego rozumie w tym sensie, że potrafi od pracy do pracy poszukiwać danych, szukać informacji o pomiarze, to nie jest to dziedzina nadzwyczaj trudna, tylko ciężka do zinwentaryzowania. Jeśli więc ktoś "standaryzuje" pomiary temperatury, to powinien się z tego wytłumaczyć. Fizyka jest tu elementarna, zrozumie nawet nauczyciel fizyki
-
2009/12/19 14:00:43
Napisz zatem do szefów tych naukowców żeby ich wyrzucili i do redakcji czasopism w których publikowali. Ośmieszysz się mniej więcej tak jak autor listu który pokazuje Alley w początkach swego wykładu (dzisiejszy wpis na blogu). Ale to Twój problem nie mój.

Argumenty już w tej kwestii wymieniono i skoro się nie dałeś przekonać faktom to... jak to mówią Amerykanie "Good luck".
-
2009/12/19 14:14:39
Jeśli więc ktoś "standaryzuje" pomiary temperatury, to powinien się z tego wytłumaczyć.[/quote]

Proszę:
www.niwa.co.nz/news-and-publications/news/all/niwa-confirms-temperature-rise/combining-temperature-data-from-multiple-sites-in-wellington
-
2009/12/19 14:18:03
Teraz bardziej ogólnie. Whiteskies obruszył się gdy napisałem niedawno, że jesteśmy świadkami zorganizowanego ataku na świat naukowy ze strony korporacji zainteresowanych utrzymaniem status quo. Z zadowoleniem stwierdzam, że nie tylko ja to widzę. Ben Santer, modelarz klimatyczny i ofiara ataków "denialistycznych" od paru lat
patrz - np. tu climateknowledge.org/figures/Rood_Climate_Change_AOSS480_Documents/Thacker_Travails_Santer_Interview_EnvSciTech_2006.pdf -
oświadczył tak wprost na ostatnim kongresie AGU kilka dni temu. Tekst jest do przeczytania tu:
rabett.blogspot.com/2009/12/open-letter-to-climate-science.html

Szczerze mówiąc to przestaje być zabawne i my naukowcy nie możemy milczeć w tej sprawie.
-
Gość: baron13, *.as.kn.pl
2009/12/19 16:38:37
1maruti1 akurat podałeś przykład operacji, która w podręcznikach opracowania wyników jaj pamiętam bywa określana "o podłożu statystycznym". Sęk w tym, że fizycznie może być bardzo krucho. Tego typu sztuczki były stosowane chętnie w XIX wieku np przy wyznaczaniu modulu sztywności na skręcenie. Brano element mocowano w uchwycie i skręcano znaną siłą wieszają na jakiejś dźwigni odważniki. Kąt skręcenia był bardzo mały i mierzono go za pomocą lusterka umocowanego na elemencie lunety oraz nieruchomej podziałki. Potem robiło się wykres i okazywało się często że składa się z rownoległych odcinków poprzesuwanych względem siebie. Tak jakby ktoś narysował prostą nachyloną pod katem do osi x i następnie za pomocą linijki i ekierki poprzesuwał kolejne kawałki w górę, za każdym razem coraz więcej. W tym wypadku możemy założyć prawie w ciemno, że uchwyt "puszcza" i "zestandaryzować" wyniki do jednej prostej. Jeśli chodzi o temperaturę, to pochyło. To może być potrzebne w celach obliczeniowych. Ale fizycznie może być tak, że gdzieś jest niżej i mamy +0,1 C o gdzieś ciut wyżej ) No i tu woda zamarza i oddaje potężne ciepło zamarzania, a tam nie. Procesy fizyczne i bilans energetyczny jest zupełnie inny.
-
2009/12/19 17:36:20
@baron13

Podam kilka podrecznikow, bo wydaje mi sie, ze po prostu nie rozumiesz ze to co w Polsce uwaza sie za jakies "szwindle" to solidnie uzasadniona na poziomie "graduate" wiedza i praktyka...

www.amazon.com/Atmospheric-Analysis-Cambridge-Space-Science/dp/0521458250/ref=sr_1_1?ie=UTF8&s=books&qid=1261238941&sr=8-1

www.amazon.com/Statistical-Atmospheric-Sciences-International-Geophysics/dp/0127519661/ref=pd_sim_b_4

www.amazon.com/Statistical-Analysis-Climate-Research-Storch/dp/0521012309/ref=pd_sim_b_3

www.amazon.com/Data-Analysis-Methods-Physical-Oceanography/dp/0444507574/ref=pd_sim_b_5

www.amazon.com/MATLAB%C2%AE-Recipes-Sciences-Martin-Trauth/dp/3540727485/ref=pd_sim_b_3

www.amazon.com/Atmospheric-Oceanic-Fluid-Dynamics-Fundamentals/dp/0521849691/ref=pd_sim_b_2

www.amazon.com/Fundamentals-Geophysical-Fluid-Dynamics-McWilliams/dp/052185637X/ref=pd_bxgy_b_img_c

www.amazon.com/Atmosphere-Ocean-Climate-Dynamics-International/dp/0125586914/ref=pd_sim_b_3

www.amazon.com/Atmospheric-Science-Second-Introductory-International/dp/012732951X/ref=pd_sim_b_2

www.amazon.com/Global-Circulation-Atmosphere-Tapio-Schneider/dp/0691121818/ref=pd_sim_b_6

www.amazon.com/Atmosphere-Ocean-Dynamics-30-International-Geophysics/dp/0122835220/ref=pd_sim_b_12

www.amazon.com/Numerical-Modeling-Circulation-Robert-Miller/dp/0521781825/ref=pd_sim_b_11


Moglbym tak dlugo.... Niestety, w naszym kochanym kraju zamiast zaczac od podstaw naukowcy z innych dziedzin puszczaja wodze fantazji i zabieraja sie do tworzenia wyssanych z palca teoryjek z powodu zupelnej niewiedzy na temat fizyki atmosfery. Przyjmij, ze jako dziedzina nauki klimatologia fizyczna i fizyka atmosfery w Polsce nie wystepuje (poza zaniedbywalnie malymi w porownaniu np. do tzw, meteorologii i klimatologii na wydzialach geografii), co nie znaczy ze nie zajmuja sie nia tysiace ludzi na swiecie i studiuja dziesiatki tysiecy studentow, aktualnie znacznz czesc takich laboratoriow jak JPL, LANL czy innych pracuje w tej dziedzinie pelna para...
Skad te pomysly ze "stuczkami" z XIX wieku?
Naprawde, nie jest tak ze wiedza o cieple przemiany fazowej jest fizykom atmosfery obca.
Chetnie bede odpowiadal na konkretne pytania, ale wybacz, na tym poziomie trudno prowadzic merytoryczna dyskuske.
-
2009/12/19 17:39:49
Teraz wracamy do tematu który mamy w tytule. W tym samym Daily Telegraph ukazał się przedwczoraj artykuł (komentarz?) pt. "Climategate: Why those Russian 'experts' might not have our best interests at heart"
blogs.telegraph.co.uk/news/willheaven/100020210/climategate-why-the-russians-experts-might-not-have-our-best-interests-at-heart/

Fragment:
"So, Putins old colleague reckons global warming isnt manmade but hes always thought this, most likely for fairly predictable reasons i.e. it was his job to safeguard Russias oil and gas-dependent economy. His think tank issues a statement saying as much, based on a misunderstanding of how the Hadley Centre selects its data. The release is translated from Russian into English and is leapt upon by a few bloggers and two newspapers, all of whom have given a classically biased account of the story.

No, Russian economists loyal to Vladimir Putin dont have our best interests at heart. And no, this doesnt disprove the fact that manmade greenhouse gases are causing global warming. Next?"

Ale warto przeczytać całość. Jakoś pasuje do tego o czym mówił Santer w cytowanym przeze mnie wyżej oświadczeniu.
-
2009/12/19 17:50:18
@arctic_haze
Troche zle mnie zrozumiales :). Ja tylko uwazam ze z tego typu atakami nie mozna walczyc robiac jeszcze wieksza zadyme, bo bedzie jak z tym rowerem na Placu Czerwonym. Spece od demagogii to tez fachowcy, a nie jest to nasza dziedzina - tu moim zdaniem nie mozemy stawiac czola. Jedyna nadzieja w rozsadnym argumentowaniu, nieststy kupia to tyklo Ci co niem maja klapek na oczach. Inna sprawa, ze jak poprzeglada sie naprawde najwazniejsze pisma (w samolocie przeczytalem np. International Herald Trubune i Financial Times) to ton komentarzy w nich jest taki jak "The Economist" - spokojny, rzeczowy. Na pewno kraje naftowe Rosja i biznes naftowy beda chwytac sie roznych brudnych chwytow, ale tak dzialaja wszelkiego rodzaju opligopole.
To co smutne i trudne w kwestii klimatu to:
1) prawdziwy problem z fundemantalistami (to na swiecie),
2) niewiarygodny stopien zasciankowosci nauki polskiej
Na przykladzie sporow i wypowiedzi publiczny na temat klimatu widac jasno, ze poza kilkoma silnymi osrodkami w poszczegolnych dziedzinach, nauka jako srodowisko ludzi uprawiajacych science w Polsce nie istnieje.
-
2009/12/19 17:53:21
@whiteskies

Ja już barona13 nie zamierzam niczego uczyć. Moja wiedza jest ewidentnie ortogonalna do jego wiedzy.

Ja więc baronowi13 polecam źródła bardziej kompatybilne z jego wiedzą, pochodzące z najlepszych rosyjskich gazet (ale po angielsku)

Rosyjski ekspert mówi, że globalne ocieplenie jest naturalne:
en.rian.ru/Environment/20091209/157175768.html

Pravda naucza jak przeżyć najbliższa epokę lodową (nie nie zmyśliłem tego!):
english.pravda.ru/science/earth/17-11-2009/110534-chipmunks-0

Tamże odkrywają że Karol Marks przewidział upadek dolara już w 1857 roku:
english.pravda.ru/world/americas/17-10-2009/109936-marx_dollar-0

Miłej lektury!
-
Gość: baron13, *.as.kn.pl
2009/12/19 18:26:33
whiteskies, dlaczego odebrałeś mój wpis jako atak na cokolwiek?
-
2009/12/19 18:54:16
Spójrzmy na to tak, nawet jeżeli założymy, że Hadley Centre nie uwzględniło wszystkich stacji meteorologicznych, to nie zmienia to tego, że wieczna zmarzlina na Syberii topnieje, co właśnie na konferencji AGU przedstawiał Larry Hinzman. Może nie opowiadał z taką ekspresją, jak Richard Alley, ale jego prezentacja na temat sprzężeń zwrotnych w Arktyce i znikających jezior była dla mnie równie ciekawa:
www.agu.org/meetings/fm09/lectures/lecture_videos/C24A.shtml

Jak rozumiem, rosyjski instytut zmierza do tego, że skoro dane, na podstawie których powstają opracowania Hadle Centre są wątpliwe, to znaczy to, że globalne ocieplenie jest również wątpliwe. No dobrze, ale jak to pogodzić z topnieniem wiecznej zmarzliny? Mamy przyjąć, że wieczna zmarzlina topnieje, bo na Syberii robi się chłodniej?

@ 1maruti1
Obejrzałem debatę Monbiot vs. Plimer, rzeczywiście George Monbiot dobrze sobie poradził :) U nas jutro "Zielona debata" w TVN24 o 14. Ciekawe jak to pójdzie ;)
-
2009/12/19 19:25:06
Jeszcze nikt nie wspominał tu o tekście Hansena na temat tego i innych "afer" z historycznymi danymi klimatycznymi. Sam brał udział w dwóch związanych z GISS.
www.columbia.edu/%7Ejeh1/mailings/2009/20091216_TemperatureOfScience.pdf

Schemat jest zawsze taki sam (to uwaga moja nie Hansena):

1) do bazy danych trafiają błędne dane (najczęściej w wyniku błędu jakiejś narodowej służby meteorologicznej albo niezaważeniu przez GISS że zmieniła ona format danych)

2) GISS zauważa błąd w już opublikowanych analizach i poprawia go

3) wiadome blogi podnoszą krzyk o oszustwo. Oszustwo rzekomo polega na:
a) fałszowaniu danych a potem przyznaniu się do tego (jeśli korekta była w dół w niedawnych danych lub w górę w starszych)
b) bezczelnym zafałszowaniu pierwotnie słusznych danych jeśli wynik poprawienia oczywistego błędu podwyższy temperaturę ostatnio lub obniży dawniej.

Ogólnie błędne dane muszą być lepsze od poprawnych jeśli tylko dowodzą mniejszego trendu ocieplenia. A jeśli nawet trend się zmniejszy to znaczy naukowcy usiłowali zafałszować ale ich złapano i poprawili.
-
2009/12/19 19:34:59
Widziałem ten tekst Hansena na Real Climate, ale jak zwykle zwróciłem uwagę na aspekt społeczny, że doszło do tego, że klimatolog zajmujący się badaniem temperatury na Ziemi musi wracać do hotelu po wykładzie w asyście policji :)
-
2009/12/19 20:53:12
@baron13
Moze jestem przewrazliwiony, ale ciagle slysze uwagi na poziomie:

"Tego typu sztuczki były stosowane chętnie w XIX w"...
"Jeśli chodzi o temperaturę, to pochyło. To może być potrzebne w celach obliczeniowych. Ale fizycznie może być tak, że gdzieś jest niżej i mamy +0,1 C o gdzieś ciut wyżej ) No i tu woda zamarza i oddaje potężne ciepło zamarzania, a tam nie. Procesy fizyczne i bilans energetyczny jest zupełnie inny."
to mam wrazenie ze ktos probuje uzywac argumentow typu "przeciez starzy gorale...". Mam ich troche dosc, szczegolnie gdy podejrzewam ze rozmowca jest osoba z wyksztalceniem przyrodniczym i niejaka praktyka...
-
Gość: baron13, *.as.kn.pl
2009/12/19 20:57:27
arctic_haze, wybacz, ale Twój list modelowym przykładem tego, jak ekolodzy prokurują sobie kłopoty. Na początek taka anegdota. W stanie wojennym dwaj moi znajomi siedząc w poczekalni pkp z jakiś powodów udawali przed patrolem, że są raczej elementem, a już na pewno nie z jakiegoś uniwerku. Diabli wzięli przedstawienie w momencie wchodzenia w drzwi: "ależ pan pierwszy, panie profesorze, nie pan panie doktorze..." Jakoś tak to było. Zomo jakoś ie wykazało się refleksem, ale ostrzeżenie poszło w lud. Sam się przekonałem, że nie potrafię tego opanować, nawet, gdy idę z kuplem z którym znamy się od trzydziestu kilku lat, który mnie przezwał baronem i z którym potłukliśmy klosze na korytarzu grając w piłę nożną. Podobno działa nawet po ostrym pijaku, nie widziałem. Dlaczego czapkuję profowi Miodkowi? Co może Miodek facetowi z fizyki i na odwrót? A dlaczego czasem pan prof pierwszy mówi mi dzień dobry? Cyniczny powód może być taki, że podejrzewa, że się zna i ja wiem, że Miodek się zna. Fachowiec może się przydać. Albo ma kumpla, który będzie pisał recenzję. Otóż doświadczenie uczy, że na uczelniach nie ma za wielu idiotów, czy nieuków, a jeśli są to tylko w porównaniu do reszty "uczonych". Zazwyczaj są to ludzie ponad przeciętni. Najgorszym pomysłem, jest robienie sobie z nich wrogów za bezdurne. Sprawa jest jeszcze taka, że klimatologia wlazła innym działkom w paradę. No na przykład ktoś z całkiem innej bajki jak historyk pokazuje rycinę na której widać jak wół, że granica lasu jest wyżej niż dziś (jeśli nie skleroza rok 2007) to nie należy mu mówić, że jego wnioski co gospodarki w średniowieczu są do bani, że Mann pokazał, że było zimniej i w związku tym rysunek jest fatazją, a jego cała dysertacja o kant stołu, a on żeby sobie Prawdu Poczitał. Nie należy tym bardziej zaczynać z fizykami, biologami, chemikami, bo można podejrzewać, że gdy ów przedstawiciel czystej gałęzi weźmie się za swój kawałek dziedziny interdyscyplinarnej, to się okaże, że go umie. O mnie Wikipedia na wyrost mówi, żem publicysta i pisarz (to już fantazja) ale pisać muszę bo się na mnie obrażą. Czy ten blog wygląda na publiczny? Wygląda. Jeśli mam napisać w najbliższej przeszłości "cokolwiek" byli było 13 tys znaków, czy nie będzie najłatwiej o tym jak mnie zdzikano na klimatycznym blogu? Sami się podkładacie. Piszecie o innych nieuki. A ja Wam powiadam, te inne naukawce też nie som durne. Lepiej mieć w nich przyjaciół niż rozsierdzonych złośliwców którzy jak Heinz Hug (dr) wrzucają patyczek w szprychy i mają jeszcze z tego zabawę. Ja kiedyś pokazałem jednej pani z AR wówczas jeszcze, jak za pomocą mokrego ręcznika, kuchenki elektrycznej, parasola i oraz wagi obalić pomiary przepływu energii cieplnej na łące wykonane bardzo firmową kamerą termowizyjną jak najbardziej skalibrowaną ciałem doskonale czarnym. Taka moja dobra rada, jeśli chcecie, żeby Was słuchano, to nie opowiadajcie innym, że są nieukami, bo wtedy oni Wam, że modele przepływu energii oparte głównie o pomiary radiometryczne łamią zerową zasadę termodynamiki i że to ma konsekwencje konsekwencje doświadczalne, choć wydaje się tylko zręcznym wygodnym i dobrym chwytem obliczeniowym. Na przykład. Jak mnie podczas pobytu w armii wówczas jeszcze prawie czerwonej uczono, w d... nie wolno mieć jeża i enpla. Przy czym z jeżem sanitariusz sobie poradzi.
-
2009/12/19 21:23:09
whiteskies napisał:

"szczegolnie gdy podejrzewam ze rozmowca jest osoba z wyksztalceniem przyrodniczym i niejaka praktyka..."

Mam nadzieję, że się mylisz. Bo inaczej to już chyba czas emigrować...
-
Gość: baron13, *.as.kn.pl
2009/12/19 21:49:15
whiteskies, dzięki, chyba się zrozumieliśmy. To mam jeszcze głupie pytanie, bo ferworze dyskusji nie umiem tego rozwikłać: jakie są aktualne poglądy na te "historyczne pomiary co2 metodami chemicznymi". Dokopałem się do dość świeżego artykułu który podaje metodę aproksymacji do wartości uśrednionej i pokazuje że problem był tak naprawdę w warstwie przypowierzchniowej. Czy coś Ci wiadomo?
arctic_haze: Mnie można olać, ja jestem laborantem. Nie przejmuj się. Polska astronomia z fizyką są w świecie gdzieś na 13 miejscu we współczynniku H. Też można olać, żaden poziom. Chcesz wiedzieć co myślą o globalnym ociepleniu wrocławscy heliofizycy? Jak mi się zdawa, że szkoda gadać. Ale to cieniasy. Tyle, że wróżenie z plam Rudawemu wyszło, psia jego mać -17 jak w mordę za wrockiem. Za to teoretyk dyrektor instytutu fizyki w Zielonej Górze chyba popiera globalne ocieplenie. Bardzo cenię faceta, bo powiedział mi o Linuksie.
-
Gość: , *.as.kn.pl
2009/12/20 09:51:57
Tak na marginesie sporów prosty pomysł (rozwiązanie) na redukcję potrzebnej energii na ogrzewanie budynków. Mianowicie tam gdzie jest wentylacja centralna i rekuperator można grzać powietrze na wlocie. To kiedyś było chyba projektowane, ale na zasadzie zabawki inżynierów, natomiast w małych instalacjach nie widziałem takich rozwiązań. Więc na wlocie wsadzamy wymiennik ciepła z przeciwbieżną cyrkulacją no i dziś na wylocie takiego wymiennika medium (płyn chłodniczy) miałby z -12 stopni. Jak normalnie temperatura spalin wynosi ok 40 stopni, to w takiej instalacji mogła by zjechać gdzieś do -5 stopni C. Można by nawet odzyskać ciepło zamarzania, odladzając wymiennik ciepła tak jak to się robi w lodziarkach do produkcji kostek lodu. Obliczenia na palcach wskazują, że można by zmniejszyć masę całej instalacji, bo kaloryfery w domu wyrównują straty na przewodnictwo, a wymienniku ze względu na wymuszony przepływ współczynniki wymiany są wysokie. Coś podobnego robi się w dużych instalacjach, ale o ile wiem nikt nie pomyślał, by zjechać z temperaturą prawie do temperatury otoczenia.
-
2009/12/20 17:07:24
@baron13
Na temat metod pomiarami chemicznymi i prac Becka byla juz dluga dyskusja. W skrocie: problem nie w metodzie, ale w miejscu pomiaru. jak zrobi sie je po zawietrznej slinego zrodla to i stezenie wyjdzie wysokie, przynajmniej w momencie jak wieje od niego. Na marginesie - mnie w bibliotece na polce stoja stare podreczniki (dawalem gdzies na blogu namiar na jeden z nich) chocby stamtad widaz ze juz w II polowie XIX wieku wiedziano jakie jest srednia atmosferyczne stezenie CO2. Ten szum wokol pracy Becka to tylko i wylacznie robota denialistow, naukowo w sensoe problemu AGO to kompletne nic, gorzej niz Heliofizycy we Wroclawiu ;). Teraz w tysiacach (nie przesadzam ) laboratoriow robi sie pomiary CO2, jest mnostwo danych... By the way, jakbys przeczytal (link do html i pdf na pierwszej stronie bloga) ksiazke Spencera Wearta (Cambridge University Press i American Institute of Physics), mialbys lepszy poglad na sprawe. Ksiazka jest naprawde niezla, a nazwiska ludzi ktorzy tam wystepuja w glownych rolach sa kompletnie nieznane w Polsce, choc np. medale ich imienia przyznaje Amerykanska Unia Geofizyczna i "to wielcy naukowcy byli".....
Wracajac do heliofizykow z Wrocka -ixh stanowisko mnie nie dziwi. Pisalem gdzies na tym blogu jakie pojecie o sprawie maja fizycy w Polsce, sam obracam sie w tym srodowisku. Co im wcale nie przeszkadza wypowiadac sie na temat nie przypuszczajac ze maja zerowa znajomosc zagadnienia. ..
Co innego American Physical Society (pisalismy gdzies o ich stanowisku w sprawie). Za oceanem zwiazki "czystej" fizyki z fizyka stosowana (w tym geofizyka) sa bardzo bliskie.
By the way, niektorzy z Zielonej Gory mieli kiedys kontakty z NCAR (National Center for Atmospheric Research), wiec przynajmniej niektorzy z nich mieli szanse spotkac fachowcow w dziedzinie...
-
Gość: , *.as.kn.pl
2009/12/20 20:18:15
Ok dzięki. Tak na marginesie wrocławskich , ale geologów. Jest tam osobliwość w postaci Jana Koziara. Magister, jak ja, ale mówią do niego "panie profesorze". Jeden z jego koników to teoria ekspandującej Ziemi. Zamiennik płyt Wegenera. Zakłada nie mniej niż to, że Ziemia się powiększyła kilka razy w trakcie swej historii, o ile mnie pamięć nie myli zakłada się ostry wzrost od 260 mln lat. Pierwszy odruch rozszarpać teorię w strzępy. Jak usłyszałem to popukałem się w czoło. To przeczy elementarnej mechanice. Ale poza tym drobiazgiem, reszta się zgadza. Na przykład historia płyt oceanicznych, one rozrastają się wszędzie i wszędzie powtarzają kształt kontynentów. Jeśli Ziemi była mała i miała małe g, to widłaki i skrzypy mogły mieć po 30 metrów jak na odciskach i nie waliły się pod własnym ciężarem. Mogły istniej lądowe dinozaury o masie 100 ton. Przy takich szkieletach jak widać na wyciągniętych z wykopalisk, powinny się zawalić pod własnym ciężarem. Nie wiem jak oni sobie poradzili z atmosferą, bo nie mogła by być dość gęsta. Tu jestem głupi, ale nie mówli o tym problemie. Koziar dostał jakieś wyniki pomiarów geodezyjnych z których wyszło, że rośnie, policzyli ruchy płyt, a nasi teoretycy z pomocą ciemnej materii szykują jakiś mechanizm. Skoro na Księżycu z wiatru słonecznego robi się woda, to... A opowiadam to dlatego, żeby pokazać, że jestem przyzwyczajony, że nic się nie zgadza, że są dzikie teorie, nie ma pomysłu na wyniki pomiarów, a jak są to właśnie typu ekspandującej Ziemi. Szykuje się kwantowanie w skali galaktycznej , no to już trudno się czemukolwiek dziwić. To że pomiary co2 nie pasują do siebie, to już wobec połamania praw mechaniki, drobiazg. Po prostu trzeba przyjąć do wiadomości.
-
2009/12/20 21:06:48
Jest taka zasada filozoficzna, ktora niezle w nauce sie sprawdza, nazywa sie brzytwa Ockhama:
"Non sunt multiplicanda entia sine necessitate".
Dotyczy oczywiscie tylko i pewnych praktycznych zadad tworzenia nowych teorii. Co smieszne, w praktyce przydaje sie przy odroznianiu nauki od pseudonauki i powinna byc podstawowym argumentem sceptykow :)
-
2009/12/20 21:33:23
Jeśli Ziemi była mała i miała małe g, to widłaki i skrzypy mogły mieć po 30 metrów jak na odciskach i nie waliły się pod własnym ciężarem. Mogły istniej lądowe dinozaury o masie 100 ton.

Albo czegoś zupełnie nie rozumiem, albo to jakiś nonsens. Co ma rozmiar do masy? Według tej teorii ta Ziemia puchła/malała, przy okazji zyskując/tracąc masę? W jaki sposób? A jeśli nie zmieniała masy, to jakim cudem te skrzypy i dinozaury ważyły mniej niż odpowiednie struktury obecnie?
-
2009/12/20 22:02:41
Tu musi być mowa o zmiennej stałej grawitacji. I to nie tylko tej przez małe g (przyśpieszenie ziemskie) ale także duże G (fundamentalna stała grawitacji).

Były takie teorie, głównie radzieckie, ale nic na to nie wskazuje. A już na pewno nie w ostatnich 100 mln lat (bo dinozaury żyły jak wiadomo do 65 mln lat temu). Tak poważna zmiana G widoczna byłaby w parametrach galaktyk z tego okresu (a nawet znacznie starszych), które przecież obserwujemy obecnie a także w jasności supernowych. Także Słońce przy radykalnie mniejszym G pewnie w ogóle by nie świeciło (mniejsze ciśnienie!) albo bardzo słabo co wymagałoby jeszcze więcej (rzekomo nieistniejącego) efektu cieplarnianego aby wytłumaczyć istnienie płynnej wody na Ziemi (patrz wykład Richarda Alleya). Bo gdyby świeciło tak jak dziś to przy mniejszej grawitacji musiałoby eksplodować ze względu na nierównowagę ciśnienia promieniowania i siły przyciągania.
-
2009/12/20 22:16:19
Tu macie artykuł pokazujący na podstawie wyników misji WMAP (przypominam: promieniowanie tła), że już w epoce rekombinacji (300 tys. lat po Wielkim Wybuchu czyli ponad 13 miliardów lat temu) stała grawitacji G musiała mieć dzisiejsza wartość z dokładnością do 5%.
arxiv.org/PS_cache/astro-ph/pdf/0311/0311274v2.pdf

Ale jeśli ktoś potrafi zaprzeczyć temu że CO2 jest gazem cieplarnianym to i promieniowanie tła mu nie podskoczy.
-
2009/12/20 22:22:17
"Taka moja dobra rada, jeśli chcecie, żeby Was słuchano, to nie opowiadajcie innym, że są nieukami, bo wtedy oni Wam, że modele przepływu energii oparte głównie o pomiary radiometryczne łamią zerową zasadę termodynamiki i że to ma konsekwencje konsekwencje doświadczalne, choć wydaje się tylko zręcznym wygodnym i dobrym chwytem obliczeniowym. Na przykład."

To moja dobra rada dla Pana: jeśli chce Pan, by nie uważano Pana za nieuka, to proszę skorzystać z podanej wyżej listy lektur i uzupełnić braki w wiedzy. Naprawdę trudno brać na poważnie wypowiedzi kogoś, kto osobiste anegdotki o d... Maryni traktuje jako uniwersalny argument w dyskusji.

Piszę serio, żadnych więcej anegdot o dziwnych inżynierach i ekscentrycznych profesorach na tym blogu nie zniosę.
-
2009/12/20 23:22:36
Ryzykując gniew naszego gospodarza (za to że odpowiadam na jawne bzdury) dodam, że gdyby mgr Koziar miał racje to na Ziemi nie byłoby gór - bo to jednak nie prawda, że wszędzie płyty się tylko rozjeżdżają.
-
2009/12/21 01:10:37
Do notki powyżej dodałem jeszcze mapki pokazujące mniej więcej jak zmieniało się pokrycie terytorialne sieci stacji meteo w Rosji.
-
Gość: baron13, *.ifd.uni.wroc.pl
2009/12/21 10:41:47
No cóż zabanujecie mnie, ale w kwestii fizycznej, chodzi o absolutny banał.

Siła przyciągania dla dwu mas (uwaga, wektorki pominąłem)

(1) F=G*M*m/r^2

gdzie F-siła

G - stała grawitacyjna

M, m masy

Połóżmy M - masa Ziemi, a m masa np dinozaura.

Z drugie strony

(2) F=m*a

a - przyspieszenie. Dla Ziemi to przyspieszenie wynosi 9,81m/s^2. Wszystkie ciała w próżni spadają jednakowo przyspieszając. Dla Ziemi, średnio, bo na równiku ciut mniej o 9,81 m/s w każdej sekundzie lotu, czyli po 10 sekundach mamy prędkość ok 100 m/s.

Jeśli powiesimy dinozara na dynamometrze wyskalowanym najlepiej w niutonach mamy siłę F.

Dzieląc 2 obustronnie przez m mamy

(3) a=F/m

Podzielimy (1) obustronnie przez m

(4) F/m=G*M/r^2

czyli

(5) a=G*M/r^2

Dla Ziemi

(6) g=G*M/r^2

Możemy wyliczyć siłe przyciągania mają wartość g:

(7) F=g*m

To jest na marginesie równoważność przyspieszenia geometrycznego (mechanicznego, różnie piszą) i grawitacyjnego. Nic mądrego, ale na paluszkach da się wyliczyć Ogólną Teorię Względności. Oglądamy w windzie tor promienia światła gdy jest ona przyspieszana np rakietą z przyspieszeniem g i potem zakładamy, że tak samo będzie, gdy winda wisi nieruchomo w polu grawitacyjnym ziemi działającym z przyspieszeniem g. I wyjdzie zakrzywienie przestrzeni.

Jak widać z (6) jak M było małe to siła przyciągania dinozaura była mała (7) a do tego mógł jeszcze wyczyniać hopki jak astronauci na Księżycu. Spadał wolniej i się nie połamał. Wybaczcie (jeszcze raz), że piszę o takich banałach ale jak kto siedzi w tym, to może mu się pomerdać.

Z tego co wiem Koziar traktuje tę teorię jak Kopernik traktował swoją. Fajny model, wszystko upraszcza. Bo np Teoria Wegenera ma się łamać na paleo megnetycznym rysunku płyt oceanicznych. Są na nich zapisane jak na taśmie magnetycznej zmiany ziemskiego pola magnetycznego (zostaje zachowany kierunek pola dla momentu przejścia poniżej temperatury Curie). Więc linie jednakowego namagnesowania tworzą wokół kontynetów szlaczki jakby ktoś kontur kontynentu obkładał kolejno długimi paskami makaronu. Coraz dalsze powtarzają kontur. Nie wiem, czy tak jest, widziałem takie rysunki. Ponoć tam gdzie materia ma włazić pod kontynet, np w Rowie Mariańskim, wyłazi. Może? W każdym razie, stosując teorię puchnięcia Ziemi da się wyliczyć pozycje warstw, a Wegenerem nie. Ponoć (?), gdyby nie to małe g to atmosfera powinna zawierać więcej helu. A dzięki temu mógł w zgodzie z rozkładem Mazwella zwiać w kosmos. Także kształt pasm górskich ma się zgadzać i to lepiej niż w klasycznej teorii wypiętrzania. Jak nie wiem, nie nauczyłem się tego, ale widziałem modelowania dla Karpat. No i skoro jest tak dobrze, to się ludzie zaczęli zastanawiać, że może tak jest? Dlatego brzytwa naszego zakonnika tego nie ruszyła.

To jest wyjaśnienie, że się nie dziwię i nie obruszam, że jakieś pomiary czy teorie sobie przeczą. Od kiedy pomiary w gwiazdozbiorze bodaj Łabędzia (nieszczęście spowodowane ulepszaniem teleskopów) wykazały, że mechanika Newtona działa nie bardzo, to przyrost masy Ziemi z niczego już nie jest tak dziwny, a co dopieru co2... Mam na dysku pracę pani z Opola z której wynika, że prędkości ucieczki obiektów liczone w odniesieniu do centrum Galaktyki (naszej) są skwantowane. Jeszcze tego do końca nie zrozumiałem, ale nie jest (to) dziwne bo orbity planet i Księżyców w Układzie Słonecznym spełniają prawo Titusa-Bodego z groźną dokładnością i od kilkuset lat patrzy się na to tak, że może jednak przypadek to nauka nie miała by kłopotu. No więc nie dziwię się, że dziwny jest ten świat. I obiecuję, że więcej się tu nie pojawię.
-
2009/12/21 11:13:01
@baron13
Wiesz, takich co obalaja na co dzien cale dotychczasowe osoagniecia nauki spotykam nie rzadziej niz raz na 2 tygodnie. I jakos tak sie dzieje, ze zupelnie nie wplywa to na tok rozwoju nauki.... Jest jeszcze taki drobiazg jak zasada zachowania energii, ktora, jako zywo, swietnie sie sprawdza w zyciu i w fizyce. Skad ta masa mailaby sie brac? Kosztem jakiej energii?
Polecam jednak czytac wiecej "Physics Today" i innych tego typu pism niz zajmowac sie pomyslami takimi jak prezentujesz. Moze to mniej ekscytujace, ale na pewno bardziej pouczajace.
-
2009/12/22 15:36:34
A propos szwindli naukowych. Właśnie brytyjski MetOffice przestawił wyniki analizy pokazującej, że rzeczywiście trendy rekonstrukcji temperatur HadCRUT są nieprawidłowe. To właśnie produkt tego właśnie CRU z którego wykradziono słynne emaile mające być dowodem na spiski i knowania.

Trendy są nieprawidłowe bo CRU nie używało danych z pewnych ważnych rejonów kuli ziemskiej gdzie tendencje zmian klimatu wyraźnie odstają od reszty świata. Czy może być większy dowód spisku klimatologów z CRU?

W dodatku MetOffice - a dokładnie ECMWF (European Centre for Medium-Range Weather Forecasts) pracujące na zlecenie MetOffice - użyło także danych z satelitów i balonów które były pomijane przez CRU rzekomo dla większej rzetelności wyników (już my znamy prawdziwe powody!.

Krótka analiza jest tu:
www.metoffice.gov.uk/corporate/pressoffice/2009/pr20091218b.html

Czyli wielki triumf sceptyków klimatycznych? No niby tak ale z jednym duzym problemem. Te rejony pomijane przez CRU to głównie Arktyka gdzie wzrost temperatury jest większy niż przeciętny. Satelity i balony też podziałały w tę sama stronę. Rezultat? Znacznie większy trend przyrostu temperatury dla większości świata niż w "oszukańczej" analizie CRU.

Cytat:
"The new analysis estimates the warming to be higher than that shown from HadCRUTs more limited direct observations. This is because HadCRUT is sampling regions that have exhibited less change, on average, than the entire globe over this particular period. This provides strong evidence that recent temperature change is at least as large as estimated by HadCRUT. This conclusion is in contrast to a recently released study by the Institute of Economic Analysis (IEA) think tank based in Moscow. The IEAs output is consistent with HadCRUT as they both confirm the global warming signal in this region since 1950, which we see in many other variables and has been consistently attributed to human activities"

To w końcu jak? Należy wyrzucić dyrektora CRU czy nie? A jeśli tak to właściwie za co?
-
2009/12/24 15:00:31
Dodam że chodzi o artykuł Simmonsa et al z JGR-Atmospheres:

"Low-frequency variations in surface atmospheric humidity, temperature and precipitation: Inferences from reanalyses and monthly gridded observational data sets",
doi:10.1029/2009JD012442 (in press, ale w sieci można znaleźć prezentacje autorów artykułu).

CRU nie interpoluje danych po gridboxach dla których nie ma obserwacji ze stacji, więc faktycznie wychodzi im mniejsze ocieplenie niż GISS. Dlatego właśnie rok 1998 jest u nich wciąż najcieplejszym w historii pomiarów.

Dolna mapka ze strony MetOffice pokazuje dane z reanalizy ERA-INTERIM - przy założeniu maski odpowiadającej pokryciu przestrzennym analizy CRUTEM3, wyniki są niemal identyczne, po jej zdjęciu ostatnie lata są wyraźnie cieplejsze.

Tutaj można poczytać o podobnym porównaniu, ale z wykorzystaniem starszej reanalizy NCEP.
Creative Commons License