Blog > Komentarze do wpisu

Nicola Scafetta i denializm totalny

Niestrudzone Science and Public Policy Institute, po raporcie Wattsa i D'Aleo wydało kolejną "sceptyczną" publikację, tym razem autorstwa Nicola Scafetty, fizyka z Duke University. Ponieważ poglądy Scafetty często są wymieniane jako dowód na to, że samo środowisko naukowe nie jest w kwestii globalnego ocieplenia jednomyślne, warto przyjrzeć się jego argumentom.

Zdaniem samego autora

This booklet covers more or less all topics I believe to be important for understanding the debate on climate change. Herein, I argue why the anthropogenic theory proposed by the IPCC should be questioned.

Faktycznie, Scafetta zebrał niemal wszystko, co da się wycisnąć z "nauki sceptycznej", można więc oceniać tę publikację jako reprezentatywną próbkę świadczącą o jakości argumentów "sceptyków". Pięćdziesiąt stron to zbyt dużo, bym zajął się każdą tezą Scafetty, no ale przecież do podważenia rzetelności 3000-stronicowego raportu IPCC wystarczyło znalezienie błędu odnośnie tempa regresji lodowców w Himalajach, nieprawdaż? Zobaczmy więc, jaką alternatywę wobec mainstreamowej nauki mają do zaoferowania "sceptycy".

Swój wywód Scafetta zaczyna [s. 4] od powołania się na autorytet "ponad 30 tys. amerykańskich naukowców", którzy mieli podpisać "niedawno" petycję oregońską. O samej petycji, i kwalifikacjach jej sygnatariuszy, pisałem szczegółowo ponad rok temu -- przypomnę tylko, że największą grupę "naukowców" stanowili tam lekarze oraz inżynierowie różnych specjalności.

Po tej próbie odwołania się do argumentu z autorytetu, Scafetta zaczyna obsmarowywanie IPCC za "antropogenne odchylenie", które jego zdaniem prowadzi do tego że

the IPCC may provide a colored reading of the scientific literature by stressing those studies that would better justify its own political mission, which evidently focuses on human-induced climate change.

I jakież to dowody dostarcza Scafetta na potwierdzenie tej tezy?

Indeed, the existence of an anthropogenic bias appears evident in Figure 2 that shows the complete list of the radiative forcings, which, as the IPCC claims, have caused the global climate warming observed since 1750. This figure divides the climatic forcings into two groups: one group includes only the total solar irradiance and is labeled natural, the other group comprises the rest and is labeled anthropogenic. Thus, the IPCC claims that 100% of the increase of the CO2 and CH4 atmospheric concentrations observed since 1750 and the change of all other climate components, except for the total solar irradiance, are anthropogenic. These labels do suggest that without humans the chemical concentrations of the atmosphere and a number of other climatic parameters would remain rigorously unchanged despite a change of the solar energetic input!
Źródło: AR4 SPM.

I w podpisie do tej ilustracji

However, labeling on the left of the table, anthropogenic and natural, is misleading because it would imply that only human activity can change the chemistry of the atmosphere, which is non physical.

Z tak postawioną tezą Scafetta rozprawia się następująco:

This claim is non physical because as the solar activity increases, climate warms, and this causes a net increase of atmospheric CO2 and CH4 concentration. During warming the ability of the ocean to absorb these gases from the atmosphere decreases because of Henry’s law and other mechanisms. A warming would also increase the natural production of atmospheric CO2 and CH4 on the land due to the acceleration of the fermentation of organic material, outgassing of (permafrost) soils and other mechanisms [3,4]. The existence of CO2 and CH4 feedback mechanisms are evident in the large CO2 and CH4 cycles observed during the ice ages (which were caused by the astronomical cycles of Milankovich) when no human industrial activity existed, see Figure 3.

Oczywiście, IPCC nie twierdzi, ani nie sugeruje, że tylko ludzka działalność może zmienić skład atmosfery, tak jak nie twierdzi, że CO2 jest jedynym gazem cieplarnianym, a para wodna nie; albo że klimat był stabilny w czasach przedindustrialnych; albo że irradiancja słoneczna nie ulegała zmianom w okresie historycznym. Scafetta buduje więc klasycznego chochoła, ignorując informacje zawarte w tekście raportu, wyjaśniające że chodzi o "wymuszenie radiacyjne klimatu pomiędzy rokiem 1750 a 2005". A w tym okresie, czyli od zarania ery przemysłowej, zmiany stężeń CO2 i CH4 akurat były powodowane ludzką działalnością.

Nie mamy dostępu do wszechświata alternatywnego, w którym nie doszło do rewolucji przemysłowej, nie mamy więc możliwości przeprowadzenia eksperymentu kontrolnego i sprawdzenia, jak zmieniałyby się stężenia tych gazów, w tym samym okresie, pod nieobecność ludzkiej działalności. Dysponujemy jednak czymś niemal równie dobrym: danymi paleoklimatycznymi, pokazującymi jak zmieniał się skład atmosfery w holocenie, oraz w trakcie poprzednich ośmiu cykli glacjalnych -- tymi samymi danymi, które przywołuje Scafetta w rysunku 3 ("adapted from Wikipedia' articles", pełne cytowania to Berger i Loutre, 1992; Petit i in., 2001; Lisicki i Raymo, 2005 -- pamiętacie jaki był krzyk kiedy IPCC cytowało nierecenzowane źródła pośrednie, jak raporty WWF?). Dane te pokazują, że w ciągu ostatnich 800 tys. lat poziom CO2 pozostawał poniżej 300 ppm (obecnie średnia globalna to 386 ppm), a w ciągu ostatnich 2000 lat nie zmieniał się o więcej niż 5-10 ppm.

Źródło: AR4, rozdział 6.

Nawet gdyby wziąć za dobrą monetę tezy "sceptyków" o globalnie cieplejszym średniowieczu, albo dużych wahaniach aktywności słonecznej w holocenie, to miały one minimalny wpływ na zawartość gazów cieplarnianych w atmosferze.

Scafetta brnie jednak dalej:

For example, even assuming that the IPCC’s forcing estimates in Figure 2 are correct, if only 10% of the total increase in greenhouse gases since 1750 has been due to the observed increase of solar activity during the same period, the IPCC, with its labels, has inflated the anthropogenic contribution by 20% and underestimated the solar contribution by 300%. This can be easily extrapolated from the numbers depicted in Figure 2.

Niestety, ekstrapolacja ta nie jest tak prosta, jak chciałby Scafetta. Załóżmy, że faktycznie przeszacowaliśmy emisje antropogenne od roku 1750, w związku z czym "prawdziwa" wartość odpowiadającego im wymuszenia radiacyjnego to 1,5 W/m2 (zauważmy, że pozostaje to w granicach błędu podawanego przez IPCC), a kolejne 0,15 W/m2 to emisje "naturalne", będące reakcją cyklu węglowego na ocieplenie spowodowane wzrostem aktywności słonecznej w tym okresie.

Prowadzi to jednak do następującego problemu: jeśli cykl węglowy jest tak czuły, że ocieplenie spowodowane wymuszeniem solarnym o wartości 0,12 W/m2 powoduje, poprzez pętlę dodatniego sprzężenia zwrotnego, wzrost poziomu CO2 odpowiadający kolejnym 0,15 W/m2, to dlaczego nie zaobserwowaliśmy wielokrotnie większych emisji, spowodowanych antropogennym wymuszeniem 1,5 W/m2, wielokrotnie większym od słonecznego?

W jeszcze większe sprzeczności Scafetta wpada w przypisie do cytowanego wyżej fragmentu:

A recent study (using CO2 ice core reconstructions) found a CO2 feedback rate of 1.7-21.4 ppmv CO2 increase per oC, while other theoretical and empirical studies found a larger value (Frank D. C. et al. (2010), Ensemble reconstruction constraints on the global carbon cycle sensitivity to climate, Nature 463, 527-530). However, a comparison between global temperature from 1860 and atmospheric CO2 measurements by direct chemical analysis (not by ice core sample reconstruction) shows an atmospheric CO2 concentration curve, with a maximum in 1942, which correlates relatively well with the temperature record; both curves present a maximum in 1940-1945 (Appendix B). This result would indicate the existence of strong CO2 feedback mechanisms, which would imply that the observed CO2 concentration increase during the last decades is highly related to some carbon cycle feedback mechanism in response to the increased solar input during this same period. It appears that it is climate change that alters the atmospheric CO2 concentration, rather than vice versa. [E.-G. Beck (2007), 180 Years of atmospheric CO2 Gas Analysis by Chemical Methods, Energy & Environment 18, 259-282.]

Nie dość, że najpierw przywołuje świeży artykuł Franka, który przeczy istnieniu silnego sprzężenia cyklu węglowego, to chwilę później powołuje się na E.-G. Becka, którego pomysły przeczą w zasadzie wszystkiemu co wiadomo o funkcjonowaniu cyklu węglowym (pisałem o tym więcej tutaj). A jeśli Scafetta zgadza się z Beckiem i uznaje, że rekonstrukcjom składu atmosfery z rdzeni lodowych nie można wierzyć, to dlaczego kilka akapitów wcześniej powołuje się na te właśnie rdzenie lodowe by wykazać "the large CO2 and CH4 cycles observed during the ice ages"?

Takich sprzeczności jest w tekście Scafetty cała masa. Przykładowo, nie przeszkadza mu powoływanie się na idiotyczny raport Wattsa i D'Aleo, któremu poświęciłem kilka ostatnich wpisów, i kwestionowanie instrumentalnych pomiarów temperatury; z drugiej strony te same pomiary służą mu do wykazywania istnienia "naturalnych cykli klimatycznych" i ich korelacji z aktywnością słoneczną.

Nie przeszkadza mu też, że niektóre cytowane publikacje zdążyły się już zdezaktualizować. Najlepiej to widać na przykładzie hipotezy Nira Shaviva o długookresowych zmianach klimatu w fanerozoiku, wywołanych modulacją promieniowania kosmicznego podczas wędrówki Układu Słonecznego wokół jądra Drogi Mlecznej. Artykuł pochodzi z roku 2003, i od tego czasu podważono każdy element hipotezy Shaviva -- od samego mechanizmu nukleacji chmur przez promieniowanie kosmiczne, poprzez rekonstrukcję temperatur, której używał, aż po samą strukturę Drogi Mlecznej. Jeszcze inny przykład to zlodowacenie późnego ordowiku, przywoływane przez Scafettę na s. 52, które według najnowszych badań nastąpiło w tym samym czasie, co spadek poziomu CO2; albo rekonstrukcja zmian irradiancji słonecznej Hoyta i Schattena (też s. 52), o której pisałem tutaj; albo własna rekonstrukcja Scafetty, opublikowana w zeszłym roku, wykorzystująca niewłaściwy model wariacji TSI zespołu Solanki (o czym Scafetta został poinformowany przed opublikowaniem omawianego tekstu).

Kilkakrotnie pokazywałem, że cechą charakterystyczną denializmu jest niemożność odróżnienia pomysłów sensownych, kontrowersyjnych albo nawet wątpliwych od pseudonaukowych bredni, i entuzjastyczna akceptacja wszystkiego, co w jakiś sposób podważałoby stanowisko "konsensusu naukowego". Publiczne przyznanie, że myli się Beck, Jaworowski, Gerlich i Tscheuschner, albo Miskolczi, zmniejszyłoby liczbę tych "sceptyków", którym udało się cokolwiek opublikować w literaturze naukowej. Z drugiej strony denializm totalny, którego pięknym przykładem jest tekst Scafetty, realizuje klasyczną strategię FUD, gdzie podważany jest każdy element odrzucanej teorii naukowej, a ilość argumentów ma zastąpić ich jakość. Oczywiście, strategia ta wymierzona jest w laików -- dlatego najnowsze dzieło Scafetty widzimy na stronach SPPI oraz (w wersji pozbawionej ozdobników) w La Chimica e L'Industria.

wtorek, 16 marca 2010, perfectgreybody
Tagi: scafetta

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/03/16 17:03:31
Przepraszam za niemerytoryczną uwagę (usuń ją, proszę, po przeczytaniu), ale kliknięcie na drugi obrazek (z 4 wykresami) nie daje ich powiększenia, bo URL jest błędny: zamiast http tam jest tylko ttp.
-
2010/03/16 18:14:40
Dzięki, poprawione.
-
2010/03/16 23:18:05
Przepraszam za offtop i zawracanie głowy, ale potrzebuję wsparcia intelektualnego.

Czy to było na serio i co autor chciał uzyskać z tego projektu?
www.nature.com/nature/journal/v423/n6937/full/423239a.html
-
2010/03/18 10:57:45
Może chciał pokazać, że naukowcy (i edytorzy czasopism naukowych) też mają poczucie humoru?
-
2010/03/18 19:59:45
Witam po dłuższej nieobecności. Skusił mnie do powrotu temat. Scafetta!

Czemu? Bo parę dni temu przeczytałem większą część jego dorobku naukowego (głównie we współautorstwie z w B.J. Westem) w kwestii wpływu słońca na klimat. Lektura to ciekawa. Z czasem autorzy Ci sięgają coraz głębiej w przeszłość a słońce jaki im sie jako coraz bardziej dominujące:

Scafetta & West 2004: "We estimate that the ACRIM [solar] upward trend might have minimally contributed about 1030% of the global surface temperature warming over the period 19802002"

Scafetta & West 2006: "The sun might have contributed approximately 50%
of the observed global warming since 1900
"

Scafetta & West 2007: "the Sun might have contributed up to approximately 50% (or more if ACRIM total solar irradiance satellite composite (Willson and Mordvinov, 2003) is implemented) of the observed global warming since 1900"

Scafetta & West 2008: "We estimate that the Sun could account for as much as 69% of the increase in Earths average temperature, depending on the TSI reconstruction used."

Ten balon przekłuli dopiero Benestad & Schmitd 2009, którzy wykazali, że niezwykle skomplikowana metodologia stosowana przez Scafettę i Westa daje olbrzymi wpływ słońca na klimat nawet gdy używa się nie danych historycznych a wyników modelowania, w którym stała słoneczna była... stała. Czyli klapa totalna. Sami Benestad & Schmitd oceniają natomiast (przy pomocy bardziej znanych ludzkoścui metod statystycznych) wpływ wymuszenia słonecznego bardziej zgodnie z tym co widać na wykresach (czyli zmniejszająca się aktywnością słońca w okresie największego wzrostu temperatury): "Our analysis shows that the most likely contribution from solar forcing a global warming is 7 1% for the 20th century and is negligible for warming since 1980.".

Ogólnie obserwując publikacje Scafetty w ostatniej dekadzie widać jakiś błyskawiczny trend do zerwania z jakąkolwiek empirią. Coś prawie jak galopujące zidiocenie.

Nawiasem mówiąc jeśli dodać procenty naturalnych czynników kontrolujących zmienność klimatu szczególnie ostatnich kilku dekad zdaniem naukowców z rozmaitym stopniem denializmu to mamy:
- słońce 69% (Svafetta & West 2008)
- ENSO (El Nino i La Nina) 72% (McLean, Freitas & Carter 2009)
- cyrkulacja termohalinowa i związane z nią oscylacje klimatyczne 40% (blog Spencera 2010)

Czyli wymuszenia antropogeniczne (gazy cieplarniane i aerozol) tłumaczą resztę do 100% czyli... -81% ? Słownie minus osiemdziesiąt jeden procent.

Miało by to wszystko statystyczny sens gdyby słońce, ENSO, cyrkulacja termohallinowa oraz wymuszenia antropogeniczne były ściśle z sobą skorelowane. Jednak analiza ich serii czasowych na to nie wskazuje. Zatem jest to raczej dowodem fanatycznego szukania dziury w całym...
-
2010/03/18 20:02:49
Drobne korekty (na podglądzie wyglądało wszystko OK ale po wysłaniu już gorzej).

S&W 2004 oceniali wpływ słońca na 10-30% (a nie 1030% !)

B&S 2009 oceniają go natomiast na 7% +/- 1% (znaczek plus/minus się zgubił).
-
2010/03/18 20:04:13
@perfectgreybody
Może chciał pokazać, że naukowcy (i edytorzy czasopism naukowych) też mają poczucie humoru?

Dziękuję. Może - ja też tak podejrzewałem. Ale niektórzy wzięli to śmiertelnie serio. Np. ten tu:
en.wikipedia.org/wiki/Paul_Virilio
-
2010/03/19 08:03:21
Scafetta & West 2013: "We estimate that the Sun could account for as much as 109% of the increase in Earths average temperature, depending on the TSI reconstruction used."

;)
-
2010/03/19 12:58:54
@pdjakow

Dobre. O ten postępujący trend denaializmu mi właśnie chodziło.

A tak zupełnie poważnie: Jeśli w ostatnich 3 cyklach słonecznych jasność słońca nieznacznie malała to wymuszenia antropogeniczne [1] mogą tłumaczyć ponad 100% ocieplenia. W tym sensie, że słońce tłumaczy minus kilka procent (przeszkadza).

Natomiast jeśli tłumaczymy co jest przyczyną ilu procent zmienności [2] (na przykład międzyrocznej) to wtedy musi się to nam dodać do 100%, chyba że poszczególne wymuszenia są ze sobą wzajemnie skorelowane (wtedy łącznie ich wpływ będzie większy od 100% bo "liczymy podwójnie"). Ale wszystkie przyczynki będą tak czy siak dodatnie.



[1] Czyli łącznie wzrost koncentracji gazów cieplarnianych i zmniejszenie zadymienia (aerozolu).

[2] Co jest ulubionym zajęciem denialistów bo wytłumaczenie zmienności to nie to samo co wytłumaczenie skąd się wziął trend. Dla przykładu olbrzymia większość zmienności międzymiesięcznej da się wytłumaczyć porą roku (kontem padania promieniowania słonecznego) ale to nic nie mówi o ewentualnej obecności czy przyczynie trendów wieloletnich. Podobnie większość zmienności międzyrocznej da się wytłumaczyć globalnie przez ENSO a zimą w Europie przez NAO. Ale to też nic nie mówi o przyczynie ocieplenia trwającej przez wiele cykli w/w zjawisk, które to cykle same w sobie istotnie różnego od zera trendu nie mają.
-
Gość: Marek, *.chello.pl
2010/03/25 16:51:11
Witam,

świetny blog. 2 pytania:

1) czy mógłbyś (mogłabyś) napisać notkę na temat tego, jakie dowody są na to, że to poziom CO2 wpływa na temperaturę, a nie jest tylko skorelowany z nią (tj. że korelacja poziomu temperatury i poziomu CO2 ma wspólną przyczynę).

2) Dobrze by było, aby prof. Jaworowski mógł się odnieść do Twoich zastrzeżeń. Czy gdzieś to miało miejsce?
-
2010/03/25 17:26:45
"1) czy mógłbyś (mogłabyś) napisać notkę na temat tego, jakie dowody są na to, że to poziom CO2 wpływa na temperaturę, a nie jest tylko skorelowany z nią (tj. że korelacja poziomu temperatury i poziomu CO2 ma wspólną przyczynę)."

Mało techniczną notkę na ten temat, z dużą ilością hand-wavingu, napisałem tutaj. No ale vox populi, vox dei, choć nie obiecuję że napiszę coś na dniach.

"2) Dobrze by było, aby prof. Jaworowski mógł się odnieść do Twoich zastrzeżeń. Czy gdzieś to miało miejsce?"

Nie, i nie spodziewam się. Jak jesteś ciekaw odpowiedzi Jaworowskiego na krytykę, możesz obejrzeć przykłady tutaj:

Prof nr 1, Prof nr 2, Prof nr 3. Ostatnio ten sam tekst Jaworowskiego "Polityka" przedrukowała w "Niezbędniku inteligenta" (i wobec tego zastanawiam się, czy w ogóle jest sens się do niego merytorycznie odnosić).
Creative Commons License