|
Blog > Komentarze do wpisu
Trzy raportyW ciągu ostatnich kilku dni prace zakończyły trzy komisje badające rzetelność badań klimatologicznych.
1. Komisja Uniwersytetu Penn State prowadziła dochodzenie w sprawie szalbierstw naukowych, jakich miał się rzekomo dopuścić prof. Michael Mann. Cząstkowy raport ukazał się jeszcze w lutym, natomiast 1 lipca opublikowano podsumowanie całości prac komisji, z konkluzją: The Investigatory Committee, after careful review of all available evidence, determined that there is no substance to the allegation against Dr. Michael E. Mann, Professor, Department of Meteorology, The Pennsylvania State University. 2. Na początku tygodnia swój raport opublikowała holenderska Agencja Środowiska PBL, która przeanalizowała proces redakcji ostatniego raportu drugiej grupy roboczej IPCC -- tego samego, w którym znaleziono błąd dotyczący lodowców w Himalajach -- a dokładniej podsumowań dla decydentów (SPM). Podsumowania te są ważne nie tylko dlatego, że większość konsumentów raportu nie czyta więcej niż kilkanaście pierwszych stron streszczenia, ale z powodu procedury ich akceptacji, wymagającej by każda linijka tekstu została przedyskutowana i poprawiana tak długo, aż nie budzi niczyich sprzeciwów. Jest to oczywiście bardzo problematyczne, i nieraz frustrujące, bo niejednokrotnie wymaga skondensowania wyników wielu badań do postaci jednego zdania napisanego nietechnicznym angielskim. Jak zauważył niedawno oceanograf Josh Willis: You know, there's nothing worse than listening to a bunch of scientisits argue over whehter [sic] or not to include the word "almost" in a sentence. I'd rather listen to an endless loop recording of my dentist giving me a root canal. Agencja Środowiska, choć znalazła w raporcie IPCC kilka błędów i nieścisłości, podkreśliła że nie podważają one w żaden sposób głównych konkluzji dokumentu. 3. Przed kilkoma godzinami własny raport opublikowała ostatnia już komisja (po komisji parlamentarnej i komisji Królewskiego Towarzystwa Naukowego), które wzięły pod lupę Climatic Research Unit z Uniwersystetu Wschodniej Anglii. Jej wnioski są następujące: 13. Climate science is a matter of such global importance, that the highest standards of honesty, rigour and openness are needed in its conduct. On the specific allegations made against the behaviour of CRU scientists, we find that their rigour and honesty as scientists are not in doubt. środa, 07 lipca 2010, perfectgreybody
Tagi:
climategate
TrackBack
Komentarze
Gość: PTR, 79-70-155-106.dynamic.dsl.as9105.com
2010/07/07 18:18:09
A Phil Jones niezwłocznie objął stanowisko Director of Research w Climatic Research Unit. Pytanie teraz jest następujące: czy działowi PR Uniwersytetu Wschodniej Anglii starczy sił przebicia i umiejętności, aby wyniki raportów ten sprzedać równie efektownie, jak denialistom udało się sprzedać newsy z wycieku e-maili? Opór materii będzie znaczny, bo media lubią krzyczeć jak coś jest nie tak, a informacje, że coś jest w porządku do żaden dla nich news.
2010/07/07 20:32:02
Wyniki tego i poprzednich dochodzeń najbardziej cieszą mnie właśnie ze względu na Phila Jonesa, który w ciągu pierwszych kilku miesięcy od kradzieży emaili CRU przeszedł piekło, podważono jego wieloletni dorobek naukowy, i regularnie otrzymywał życzliwe sugestie by wreszcie skończył ze sobą.
A co do mediów - cóż, można do skutku próbować odsyłać do raportów kolejnych komisji, z zapytaniem czy Ziemkiewicz, Wildstein albo prof. Jaworowski znaleźli już dowody na oszustwa klimatologów, co nie udało się nikomu innemu od listopada. 2010/07/07 21:48:00
Zawisło właśnie na głównej onetu, w "wiadomościach", czyli jakiś odzew jest:
wiadomosci.onet.pl/2194884,441,ostateczny_werdykt_w_aferze_klimatgate,item.html
Gość: PTR, 79-70-155-106.dynamic.dsl.as9105.com
2010/07/08 00:34:12
Mało! Po przeczytaniu tego newsa na Onecie odniosłem wrażenie, że "nic się w sumie nie stało, ale było coś na rzeczy" podczas gdy sam raport jest chyba bardziej przychylny wobec CRU i samego Jonesa.
Swoją drogą, artykuł "Krótka historia recenzji naukowej" Richarda Hortona w aneksie jest całkiem milusi.
Gość: Racjonalista, ayn180.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/07/08 13:08:25
Emaile nigdy nie przeczyły Globalnemu Ociepleniu, Kennedy'ego zastrzelił Oswald, Kwaśniewski ma wykształcenie wyższe a Bartoszewskiego wypuścili z obozu ze względu na zły stan zdrowia.
2010/07/08 13:36:24
Drogi Racjonalisto, piłeczka jest po stronie denialistów. Gdzie te dowody na oszustwa klimatologów, które miały być rzekomo obecne w wykradzionej z CRU korespondencji? Nie wystarczy powtarzać w kółko 'hide the decline', jak 9 miesięcy temu.
2010/07/08 13:43:57
Chłopie, weź zmień nicka z Racjonalisty na jakiś bardziej przystający. Mało wam, że zawłaszczyliście sceptyków? :(
2010/07/08 18:49:18
@racjonalista
"[...] Kwaśniewski ma wykształcenie wyższe [...]" racjonalista napisał racjonalny komentarz. Racjonalisto, a masz może coś do powiedzenia w temacie bloga? 2010/07/08 18:57:23
2010/07/08 22:28:41
Niestety inne bzdury się lęgną...
wiadomosci.onet.pl/2194444,69,arktyka_nie_pozostanie_bez_lodu,item.html 2010/07/08 22:49:08
Komentarze na Onecie sugerują, że ludzie za bardzo się nie przejęli wynikami dochodzenia. Jakieś 90% osób, które skomentowały tekst, swoje wie i jeśli dochodzenie mówi co innego, to widać łapówki poszły w ruch. Żadnego innego wniosku nie dostrzegłem. Użytkownik Art tłumaczy pewnym tonem:
"Niestety, rabinie, jedynym faktem jest, że człowiek ma tak nikły wpływ na zmiany klimatu, że dostępnymi dziś metodami nie da się tego zarejestrować, a to znaczy, że wydawanie miliardów na likwidowanie tego "wpływu" kosztem podatników i gospodarek ich krajów, to zwykły rabunek. Od lat mówi i pisze o tym wielu poważnych naukowców z całego świata, łącznie z naszymi klimatologami z UW ale komu by się chciało tego słuchać, skoro 80 % gawiedzi nie jest w stanie zrozumieć ich wywodów? Ty też trochę poczytaj, zanim coś palniesz." Wygląda na to, że jest pewna dialektyka i to dość sztywna, strony są raczej obsadone. Większość jednostek, które miały ochotę się tym zainteresować, już to zrobiły. Reszta nie ma ochoty, bo po co, oni swoje wiedzą, przecież jeden wulkan więcej CO2 wyprodukował, niż ludzkość przez tysiąc lat, wiadomy fakt, naukowcy temu przeczą, bo dostają za to grube miliardy. Przy takim sposobie argumentacji trudno będzie coś zmienić. No bo jaką metodą? "Grube miliardy za to dostają" - ten argument zabije każdy inny. Gadając z kimś, przy piwie czy na uniwersytecie, nigdy go nie przebijesz. Tylko się zmęczysz. Raport więc, hm, chyba nic nie zmienił. Co komu po informacji na Onecie, skoro ani jedna osoba nie odniosła się do jej treści? Robi się z tego jedna z tych spraw, którą się przywołuje co jakiś czas, żeby Zenek mógł powiedzieć jak zawsze, że jest za, a Benek, jak zawsze, że przeciw. Żaden rozwój nie następuje - jeśli chodzi o poziom świadomości wśród tzw. mas.
Gość: Szejk Naftowy, accn2.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/07/08 23:47:02
@ogqozo
Sadzisz, że moje miliardy mogły pójść na marne? Raz na wozie raz pod nim. Al Gore i jego zwolennicy do nie dawna byli bogami teraz są oszołomami a opinia publiczna w większości krajów, które mają wpływ na politykę globalną dobrze wie, że człowiek nie ma wpływu na globalne ocieplenie. Pod tą presją żaden rząd nie będzie drenował kieszeni podatnika na jakieś głupie wiatraki i eko-nazizm. Myślisz, że te setki sceptycznych komentarzy są pisane przez ludzi, którzy akurat otworzyli z nudów ten artykuł? 2010/07/09 00:28:30
Tak sądzę. Nie wiem, jak w innych krajach, ale u nas - tak, spokojnie. Jeśli nie wszystkie, to większość. Nie chodzi tylko o to, że kupowanie, choćby po pół gorsza, komentarzy na Onecie, nie wydaje mi się opłacalne. Sądzę tak, bo połowa moich znajomych - a to z reguły są ludzie wykształceni wyraźnie wyżej, niż polska średnia, paru w sumie pracuje w gazetach - mówi dokładnie to samo. Te same zdania powtarzają. Zacząłem w sumie tematu unikać podczas rozmów, bo ile razy coś wspomnę, że przecież to czy tamto jest zbadane i to nie tak z tymi wulkanami, to zawsze usłyszę, że ONI za to biorą MILIARDY (niektórzy mówią: "biliony", tu jest pewna różnorodność), więc co to dla nich za wysiłek sfałszować jakieś badania... No i co na to można odpowiedzieć.
100% pewności nie ma, w maju było zimno, a oni na to dostają miliardy. Cięzko się z tym kłócić, bo tych ludzi przecież to nie interesuje, oni się tym nie przejmują, nie są zaangażowani w walkę przeciwko "wierze we wpływ człowieka", po prostu mają swoje zdanie i je wyrażają, nie będą marnować życie na wnikanie w ten temat, bo mają inne zajęcia. Jak się trafi okazja do skomentowania, bo siedzą w pracy i z nudów przeglądają Onet, to skomentują. 2010/07/09 08:39:01
"Al Gore i jego zwolennicy do nie dawna byli bogami teraz są oszołomami a opinia publiczna w większości krajów, które mają wpływ na politykę globalną dobrze wie, że człowiek nie ma wpływu na globalne ocieplenie."
Jesteś może z tego gatunku neofitów, co to zawsze wierzyli Alowi Gore i Gazecie Wyborczej, a potem przejrzeli na oczy i zobaczyli Prawdę? Swoją drogą skąd ta obsesja na punkcie Gore'a? Nie wiem jak Ty, ale ja nie czerpię swojej wiedzy na tematy naukowe od polityków. 2010/07/09 14:36:35
Wielokrotnie już przerabialiśmy ten temat. Najpierw cytat z ostatniego wpisu pcirrusa:
"[P]olską specyfiką jest traktowanie klimatu jako nauki jakościowej, czyli klimatografią, a nie badaniami fizyki i chemii atmosfery jak to się dzieje na Świecie." A teraz popatrz jak wygląda to w zakładzie dra Migały: www.meteo.uni.wroc.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=5&Itemid=2 Można być w Polsce "klimatologiem" (czyli pracownikiem naukowym zakładu z "klimatologią" w nazwie, zwykle w instytucie geografii) i nie mieć wiedzy ani doświadczenia badawczego w dziedzinie klimatologii "fizycznej". Pod pewnym względami polska nauka ciągle siedzi jeszcze w XIX wieku... 2010/07/10 14:15:44
@alfa x
"Racjonalisto, a masz może coś do powiedzenia w temacie bloga? " Racjonalista dokładnie ten sam żarcik napisał na onecie jako KyleGass. Zobacz głębię jego komentarzy na najrozmaitsze tematy, może coś znajdziesz w temacie - polecam zwłaszcza spacje "Być moze ludkośc jest eksperymentem wyzszej , obcej rasy pozaziemskiej ?". ludzie.onet.pl/forum/hjxs1,u.html 2010/07/10 18:49:19
Ja natomiast czekam czy jakakolwiek z gazet, które zimą odtrąbiły koniec globalnego ocieplenia ze względu na niską temperaturę za oknem teraz zauważy, że obecne fale upałów w wielu rejonach półkuli północnej mogą z w/w zjawiskiem mieć jakiś związek.
Pogoda to nie klimat ale jednak mamy jak dotąd najcieplejszy rok w historii. 2010/07/10 19:14:33
Nie przesadzaj, na razie mamy piękne cieple lato, ale są miejsca gdzie jest chłodno. Bądźmy konsekwentni, jak mówiliśmy zimą że mrozy tu i ówdzie nie są dowodem że globalne ocieplenie ustępuje, tak i ciepły początek lipca nie jest dowodem na nasilanie się GO. Poczekajmy na podsumowania, Piotr Djakow robi je regularnie.
Ja ze swojej strony czekam na sierpniowy numer BAMS. Wzorem lat ubiegłych powinien pojawić się tam raport o stanie klimatu za 2009. 2010/07/11 10:13:10
@whiteskies
Ale tu nie chodzi o mnie ale o ludzi, którzy ogłaszają koniec globalnego ocieplenia gdy tylko im się mróz za oknem zdarzy. W ich logice obecne upały powinny być właśnie koronnym dowodem globalnego ocieplenia. Ale teraz poważnie: więcej fal upałów to jeden z przewidzianych skutków globalnego ocieplenia (np. Schur i inni 2004, Nature). Dlaczego oi tym "media" jakoś milczą? A tak w ogóle to gdzie teraz jest chłodniej niż przeciętna? W czerwcu to była chyba tylko Skandynawia i amerykański Northwest: data.giss.nasa.gov/cgi-bin/gistemp/do_nmap.py?year_last=2010&month_last=6&sat=4&sst=1&type=anoms&mean_gen=06&year1=2010&year2=2010&base1=1951&base2=1980&radius=1200&pol=reg Ten rok naprawdę idzie na rekord globalnej temperatury (zresztą rok liczony jako ostatnie 12 miesięcy już jest rekordowy). 2010/07/11 10:45:51
Jeszcze raz:
Anomalia temperatur półkuli północnej dla 1-8 lipca 2010 (poprzednie nieudane próby proponuję skasować - sorry ale przyzwyczaiłem się już do WordPressa) 2010/07/11 10:57:49
Przykład świeżo przyjętej do druku (w GRL) pracy przewidującej zwiększenie się częstości ekstremalnych upałów w USA:
www.eurekalert.org/pub_releases/2010-07/su-hwc070810.php (załączam press release z Uniwersytetu Stanford - nasze instytucje powinny też częściej takie rzeczy robić gdy nasi naukowcy coś ciekawego opublikują) 2010/07/11 16:30:59
To śmieszne ale widać, że największe anomalie dodatnie (fale upałów) są dokładnie w tym pasie (wschodnie USA, Europa i wzdłuż Azji Środkowej aż po Chiny), który miał największe anomalie ujemne (mrozy) tej zimy.
2010/07/11 21:20:33
@arctic
Toć nie twierdzę ze jest zimno, wiem ze rok jest bardzo ciepły, wiem że fale upałów sa coraz bardziej prawdopodobne. Uważam jednak, że dosyć jest nieporozumień wobec temperatur, braku zrozumienia średniej globalnej anomalii i.t.d. że nie warto na razie robić hałasu. Jeśli po aktualnej fali upałów (koniec przyszłego tygodnia zapowiada się rekordowo) nastąpi kolejna, jeśli w sierpniu będzie też ciepło, ludzie sami zaczną zadawać pytania i trzeba będzie wszystko tłumaczyć - może niektórzy zrozumieją. A jeśli nie - trzeba będzie czekać kolejnej stosownej chwili która na pewno nastąpi. Trochę cierpliwości - lepiej raz a dobrze.Nie rozumiejących problemu AGO jest dostatecznie dużo, a fluktuacje przebiegu pogody na tyle znaczne, ze jak na razie wydaje mi się że robienie hałasu wcale nie musi przynieść pożytku w sensie możliwości szerszego przekonania opinii publicznej do wagi problemu... 2010/07/12 16:06:35
Tu bardziej chodzi o idealny "teachable moment" w większym towarzystwie złożonym z laików i głośnego denialisty - jedno proste pytanie, dlaczego teraz nie wykorzystuje temperatury zza okna dla podważenia prognoz długoterminowych, może posłużyć za doskonałe wyjaśnienie laikom różnicy między pogodą a klimatem oraz nieuczciwości denialisty.
Gość: BarBar, dslb-088-074-184-219.pools.arcor-ip.net
2010/07/12 17:10:02
@ejczbibi:
Obawiam się, że to by nie zadziałało. Jak pisał tu ogqozo - w Polsce większość ludzi już ma niezachwiane przekonanie, że wiedzą, co w tym temacie jest "prawdą", a co popartym milionami/miliardami/bilionami* kłamstwem. A takie logiczne zagrywki, jakie proponujesz, to znowu tylko sztuczki "ekofaszystów". Tak naprawdę, to racjonalnie, logicznie myślący człowiek już dawno by załapał, że coś tu w tym denializmie się nie zgadza. A jeśli mowa u ludziach pokroju Ziemkiewicza, dla których nauka ma rację, kiedy pasuje do ich sposobu czarno-białego postrzegania świata - nie ma chyba co się szarpać. Tych i tak się nie przekona. *niepotrzebne skreślić 2010/07/12 22:48:41
@Arctic Haze
A'propos fali upalow, jestem akurat w Imperial College w Institute of Mathematical Sciences (taki workshop turbulencyjny) i Tim Palmer z ECMWF/Oxford dal dziś bardzo ciekawy wykład o tym jak modele klimatu są w stanie przewidzieć pewne zmiany w cyrkulacjach atmosferycznych, w szczególności chodzi o blokady wyżowe w naszych szerokościach. Jako eksperyment referencyjny gonili 40 lat odpowiadających reanalizie ERA40 na coupled model o rozdzielczości 16km! Statystyki blokad wyszły im zgodne z danymi obserwacyjnymi, czego do tej pory nie udało się osiągnąć. W symulacjach cieplejszych w symulacjach wzrasta prawdopodobieństwo takich zdarzeń, jak i wzrasta prawdopodobieństwo sinych cyrkulacji zachodnich, spada prawdopodobieństwo stanów pośrednich.... A teraz pozwole sobie pomażyć: jakby ktoś w Polsce wziął te wyniki i przeanalizował Niże Genueńskie: super temat na doktorat dla klimatologa, nawet "klimatografa" z obyciem komputerowym, praktyczny, publikowalny, ciekawy... Aha, jeszcze drobiazg: potrzeba jeszcze jakieś 200 godzin największego komputera w Polsce w całości (nie 20 czy nawet 100 procków)....
Gość: poli, cqu61.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/07/12 23:31:29
Według komisji, prezentacja części danych była myląca. Tak było m.in. w przypadku ukrywania spadku temperatury zdaniem ekspertów sposób przedstawienia zgromadzonych danych był mylący.
Przypadkowo oczywiście... 2010/07/13 00:06:49
Dokladnie komisja napisala tak:
"In relation to hide the decline- we find that, given its subsequent iconic significance (not least the use of a similar figure in the IPCC TAR), the figure supplied for the WMO Report was misleading in two regards. It did not make clear that in one case the data post 1960 was excluded, and it was not explicit on the fact that proxy and instrumental data were spliced together. We do not find that it is misleading to curtail reconstructions at some point per se, but that the reason for doing so should have been described. I jakie wnioski z tego wynikają? Wiesz o jaki spadek chodzi i czego? Dla wyjaśnienia: nie pokazano części rekonstrukcji (nie pomiarów) temperatury o której WIADOMO (wiele publikacji wielu różnych autorów) nie jest dobra (divergence problem), która nie wpływa na prezentowane wyniki i wnioski, ale wymaga dodatkowych wyjaśnień. Pewnie lepiej byłoby, żeby i rozszerzony wykres i wyjaśnienia się pokazały, ale jakie ma to znaczenie merytoryczne? Wykres zrobił karierę medialną ( są setki podobnych wykresów które takiej kariery nie robią - ogladales sobie wykresy w raporcie IPCC?) i to jest prawdziwa przyczyna "problemu". Spawa była wałkowana na tym blogu (i nie tylko), jak zadasz sobie trud w 15 minut możesz znaleźć o co chodzi. 2010/07/13 00:12:22
@whiteskies
Oj tam superkomputery, najpierw może zostańmy członkiem ECMWF, bo to w ogóle wstyd... @poli Nie "m. in.", bo w przypadku tylko tego jednego wykresu określono prezentację jako "misleading", nie imputując zresztą autorom złych intencji, tylko niedbałość przy przygotowywaniu okładki do broszurki WMO i brak dokładniejszej legendy wyjaśniającej obróbkę danych. Nawiasem mówiąc nie przypominam sobie, by ktoś dał się "zmylić" akurat przez ten jeden obrazek -- wręcz przeciwnie, kiedy w listopadzie opublikowano emaile z CRU, minęło kilka dni zanim ktoś w końcu odnalazł tę okładkę (i z tego co pamiętam, byłem to nawet ja).
Gość: krzy, 77-255-126-39.adsl.inetia.pl
2010/07/13 20:58:13
Alternatywna teoria spiskowa.
Klimatologii trafiło się jedno nieszczęście -- nazywa się ono Al Gore. Człowiek ten po przegranych wyborach doszedł do wniosku, że należy dokopać republikanom, wykorzystując do tego powszechnie znane koligacje tychże z koncernami naftowymi. Wziął więc trochę tendencyjnie wybranych wyników badań (pominąwszy przy tym fundamentalne zależności fizyczne) i zrobił z nich film wg. myśli przewodniej klimat- CO2- ropa- republikanie (w domyśle). Za swoje arcydzieło propagandy dostał - słusznie - Oscara. Nieszczęście polegało na tym, że w osobie Gore'a środowisko amerykańskich klimatologów zobaczyło pierwszego w dziejach polityka który rozumie AGW i zaczęło wystawiać mu laurki, ostrożnie przemilczając błędy oraz manipulacyjny sposób prezentacji (jak ktoś nie wierzy, to niech sobie przeczyta recenzję tego filmu na Real Climate). Ba, załatwili mu nawet nagrodę Nobla. (Żeby było jasne, ja nie twierdzę że antropogenicznego ocieplenia klimatu nie ma. Jest. Ja twierdzę tylko, że Gore parę rzeczy wyolbrzymił). Od tego momentu zrobił się samograj. Na badania poszły duże pieniądze -- a im zagrożenie było większe, to pieniądze też, Co bardziej operatywni funkcjonariusze byli w stanie upchnąć do raportu IPCC nie poparte niczym tezy (2035), a następnie załatwić sobie granty na ich weryfikację. Interes się kręcił. Aż zaczęto debatować nad sposobami zmniejszenia emisji. Wtedy nagle okazało się, że istnieje tylko jeden sposób, czyli handel kwotami emisyjnymi. (Dowiedziałem się tego z prasy ekonomicznej jeszcze w 2006, czyli sporo przed wybuchem histerii okołokopenhaskiej). Jest to w prawdzie sposób najmniej skuteczny, przy tym najdroższy, ale za to stwarzający świetne okazje do machinacji finansowych -- toteż wielu osobom był on na rękę. Wliczając w to Gore'a który jak się okazuje ma udziały w giełdzie CO2 zwanej CCX. Razem z jednym znanym i lubianym u nas bankiem inwestycyjnym. To akurat poważnie uderzało w interesy ludzi związanych z branżą energetyczną, który mieliby kupować kwoty. (Gdyby mieli dostać dofinansowanie państwowe na wymianę elektrowni na atomowe, to ochoczo stanęliby w pierwszym szeregu walki z AGW. No ale skoro mieli płacić...) Pozostawało zatem uderzyć u źródła, czyli wmówić opinii publicznej że AGW to lipa. Do boju rzucono zatem agencje PR, blogerów, polityków oraz niezależnych dziennikarzy. Rozebrano na części pierwsze film Gore'a. Prześwietlono metody statystyczne z MBH98, wywleczono korespondencję Jonesa oraz ogólne niechlujstwo panujące w CRU. Słowem, wyciągnięto wszystko do czego się można było przyczepić, podlano sosem ideologicznym, skompilowano do lekkostrawnej papki i zaserwowano opinii publicznej. Zadziałało idealnie. Lud doszedł do wniosku, że stał się ofiarą oszustwa autorstwa Gore'a, Manna, Jonesa et consortes. W ten sposób niebezpieczeństwo handlu kwotami emisyjnymi odsunięto w bliżej nieokreśloną przyszłość. Co będzie dalej? Najpierw się poczeka, aż kurz opadnie. Potem się załatwi dofinansowanie państwowe podziemnego składowania CO2. W ten sposób, zamiast pompować na własny koszt wodę do złóż ropy w celu jej wydobycia, będzie się ją wypychać przy pomocy CO2 -- i jeszcze się na tym zarobi. Emisje wprawdzie nie spadną, ale za to opłacalność wydobycia ropy wzrośnie. Klimat? E tam, klimat. Ważne jest żeby interes się kręcił. 2010/07/13 21:29:20
Ta teoria spiskowa też ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.
Gore interesował się globalnym ociepleniem i uczynił z tego pole bitwy z Republikanami jeszcze w latach 80tych. Nie wiem o jakich błędach w AIC piszesz - na RC jest tylko krótka recenzja Steiga, gdzie omawia najbardziej kontrowersyjny punkt filmu (a który też nie jest jednoznacznym "błędem"). Nie wiem też, w jaki sposób klimatolodzy mieli "załatwić" Gore'owi Nobla... Że "od tego momentu zrobił się samograj" to jest oczywiście nonsens -- film Gore'a to 2006 rok, i od tamtego czasu finansowanie badań nad klimatem nie zwiększyło się w znaczący sposób. Błąd w raporcie IPCC pojawił się jeszcze w First Order Draft, a więc na rok przed premierą filmu Gore'a. Bzdurą jest, że "nagle okazało się, że istnieje tylko jeden sposób, czyli handel kwotami emisyjnymi" - cap & trade jako mechanizm walki z emisją zanieczyszczeń (nie tylko CO2) został wymyślony ponad 40 lat temu, ale nie jest i nigdy nie był jedynym rekomendowanym rozwiązaniem (popularna alternatywa to podatek węglowy). 2010/07/13 22:28:44
Obawiam się, że masz rację. Film Gore'a był moim zdaniem całkiem niezły ale osoba byłego demokratycznego wiceprezydenta "samym swoim jestestwem" niestety upolityczniła debatę w USA (bo skoro demokraci są za to republikanie muszą być przeciw), a pośrednio także u nas. Nasi prawicowi "intelektualiści" z lubością czytają i przepisują wszystkie wypociny fundamentalistycznego skrzydła republikanów, które nawet The Economist uważa za szurnięte ("dotty"): www.economist.com/node/16321546?story_id=16321546 (polecam zwłaszcza ilustrację) 2010/07/13 22:34:44
W poprzednim komentarzu przyznałem racje krzy, ale blog zjadł cytat z jego wypowiedzi...
Gość: BarBar, dslb-088-074-184-219.pools.arcor-ip.net
2010/07/14 10:08:55
Nie bardzo rozumiem, dlaczego handel emisjami miałby być "najmniej skutecznym sposobem" walki z globalnym ociepleniem. Abstrahując od faktu, na który uwagę zwrócił perfectgreybody, że są inne rozwiązania - jako student ekonomii, który już trochę czytał o ekonomii globalnego ocieplenia skłaniałbym się raczej do twierdzenia, że handel certyfikatami emisyjnymi jest być może najlepszym możliwym rozwiązaniem - o ile struktura rynku na nie byłaby dobrze przemyślana ( nie tak jak to w chwili obecnej funkncjonuje w UE). Dla ciekawych polecam lekturę np. Stiglitza, Sachsa czy Sterna.
Gość: krzy, 81.219.227.22*
2010/07/14 13:20:10
@BarBar:
Abstrahując od faktu, na który uwagę zwrócił perfectgreybody, że są inne rozwiązania W 2006 r. czytając przypadkiem Financial Times trafiłem na artykuł zawierający egzegezę handlu emisjami CO2. Główna myśl tego artykułu była taka, że cap-and-trade jest jedynym rynkowym sposobem internalizacji kosztów emisji CO2. Ergo, jako metoda rynkowa, jest sposobem z definicji optymalnym. Wyciągam z tego wniosek taki, że najpóźniej w 2006 r. kręgi finansowe zadecyfowały o przepchnięciu handlu emisjami i Kopenhaga miała być tylko konkluzją tego procesu. dlaczego handel emisjami miałby być "najmniej skutecznym sposobem" walki z globalnym ociepleniem [...] jako student ekonomii Bez obrazy, ale właśnie jako ekonomista nie dostrzegasz fundamentalnego problemu z cap-and-trade. Cap-and-trade był stosowany w przeszłości do redukcji emisji tlenków siarki -- nawet z powodzeniem. Ekonomiści uważają więc, że skoro metoda ta umożliwiła redukcję SOx, to powinna umożliwić również redukcję CO2. Nie biorą jednak pod uwagę tego, że w przypadku elektrowni opalanej węglem, SOx jest produktem ubocznym spalania węgla -- i może być stosunkowo łatwo technicznie (a co za tym idzie tanio) ze spalin usunięty. (Na dobrą sprawę wystarczy przepuścić spaliny przez płuczkę wodną, konwertując tlenek siarki na kwas siarkowy w postaci ciekłej). Zatem budowa instalacji odsiarczania spalin leżała w kręgu mozliwości finansowych elektrowni i mechanizm cap-and-trade po prostu powodował, że stała się opłacalna. Inaczej ma się sprawa z CO2. Elektrownia węglowa to nic innego jak maszynka do przerabiania węgla na CO2. Gdyby w węglu nie było zanieczyszczeń, a proces spalania przebiegał idealnie, to z komina leciałoby jedynie czyste CO2. Ergo, eliminacja CO2 ze spalin elektrowni węglowej jest po prostu fizycznie niemożliwa. Zostają technologie typu carbon capture, oparte na pompowaniu wychodzącego z kotła CO2 od razu pod ziemię. No fajnie, tylko że do tego potrzebna jest ekstra energia. Czyli w tym momencie pewna część energii produkowanej przez elektrownię musi iść na pompowanie CO2 pod ziemię -- więc nie dość, że koszty rosną, to i ilość produkowanej energii spada! Ponieważ w odniesieniu do elektrowni termicznych eliminacja emisji CO2 jest technicznie niemożliwa, toteż jedynym rozsądnym rozwiązaniem jest sukcesywne wyłączanie elektrowni termicznych i zastępowanie ich atomowymi bądź odnawialnymi. Ekonomiści twierdzą, że cap-n-trade spowoduje że energie odnawialne staną się konkurencyjnie. Pozornie oczywiście tak, tylko pomijają fakt, że z uwagi na niebotyczne koszty budowy bloków energetycznych okres amortyzacji infrastruktury wynosi kilkadziesiąt lat, i jest zbliżony do czasu jej życia. W przypadku Polski, gdzie 97% energii pochodzi z węgla, cap-n-trade oznacza, że: 1. Prąd podrożeje, bo trzeba będzie kupić uprawnienia do emisji. Aby zapobiec wybuchowi rewolucji, rząd będzie musiał nałożyć ograniczenia na ceny enegii. 2. Zyski firm energetycznych spadną, więc nie będzie z czego finansować budowy "czystych" elektrowni. Ba, nie będzie z czego finansować rozbudowy istniejących. 3. Jednocześnie, pieniądze wydane na kwoty emisyjne wyjadą z kraju. W efekcie emisje nie spadną, prąd podrożeje, a pieniędzy na budowę elektrowni odnawialnych nie będzie. Oczywiście proponenci cap-n-trade mówią, że firma budująca elektrownię odnawialną będzie mogła sobie zrobić odpis kosztów emisji. Wszystko fajnie, tylko skoro odpis ma być od ilości produkowanego CO2 na kWh, to odpowiednio manipulując liczbami [a href="eureferendum.blogspot.com/2009/12/controlling-money.html]można równie dobrze sfinansować elektrownię weglową[/a]. Więc mechanizm nie dość że będzie drogi, to jeszcze nieskuteczny, bo spowoduje globalnych redukcji emisji!
Gość: krzy, 81.219.227.22*
2010/07/14 13:32:45
[c.d., bo na limit długości komentarza trafiłem]
Znacznie prostszym sposobem załatwienia sprawy jest wprowadzenie administracyjnego zakazu budowy nowych bloków elektrowni termicznych. Ponieważ czas życia elektrowni wynosi ok. 50 lat, to łatwo widac, że po ok. 50 latach czła infrastruktura węglowa zostałaby wycofana w ramach naturalnego cyklu modernizacji. (W PL prawdopodobnie jeszcze szybciej, bo infrastrukturę mamy generalnie starą). Jednocześnie, pieniądze zamiast na zakup kwot emisyjnych poszłyby bezpośrednio na budowę nowych bloków. Odpowiednio manipulując pozwoleniami na budowę i pozwoleniami emisyjnymi (które w naszym kraju istnieją), ewentualnie VAT-em i w skrajnych przypadkach dotacjami, dałoby się ten proces przyspieszyć jeszcze bardziej i osiągnąć zerowe emisje CO2 z energetyki w ciągu powiedzmy 20 lat. Bez całej inżynierii finansowej, pola do machinacji i nabijania kabzy międzynarodowym instytucjom finansowym.
Gość: krzy, 81.219.227.22*
2010/07/14 14:09:38
@perfectgretbody:
Gore interesował się globalnym ociepleniem i uczynił z tego pole bitwy z Republikanami jeszcze w latach 80tych. To jest właściwie argument pro mojej teorii, a nie contra. Nie wiem o jakich błędach w AIC piszesz Towarzysze denialiści skompilowali listę 35 kwiatków z tego arcydzieła: scottthong.wordpress.com/2007/10/30/35-scientific-errors-or-intentional-lies-in-an-inconvenient-truth/ Po odfiltrowaniu typowej ich propagandy, zostało mi z tego 15 punktów (1,5,8,11,12,13,14,15,16,23,27,29,33,34). Kilka z nich jest wystarczająco mocnych aby udowodnić że tezę że "Al Gore kłamie", a potem jest z górki, bo wystarczy przekonać odbiorcę, że reszta jest równie bzdura -- i na końcu jeszcze przywalić klimatologom, bo w końcu film podobno oparty na badaniach wiodących naukowców! - na RC jest tylko krótka recenzja Steiga To nie jest recenzja, tylko laurka. Zero krytycyzmu. gdzie omawia najbardziej kontrowersyjny punkt filmu (a który też nie jest jednoznacznym "błędem"). Prawda jest taka, że Gore celowo nie podał informacji o tym że związek między CO2 a temperaturą jest logarytmiczny, bo ludzie automatycznie zakładają, że związek między dwoma wielkościami jest liniowy. Widząc gwałtownie rosnące CO2 (jeszcze przezornie oś Y nie od zera), automatyczna reakcja jest "OMG za chwile wszyscy się ugotujemy!!11!!one1!" I dokładnie o to chodziło, żeby ludzi nastraszyć i na fali tego nastraszenia przepchnąć handel kwotami emisyjnymi. NB. Właśnie sobie jeszcze raz odtworzyłem ten najbardziej kontrowersyjny fragment filmu i spodobało mi się jak Gore mówi: "The relationship is actually very complicated". Dziękuję, ale za moich czasów dT=C*log(p/p0) to był poziom drugiej czy trzeciej klasy liceum. Ponieważ naukowcy w porę nie odcięli się od bredni Gore'a, to republikańscy propagandyści mieli ułatwione zadanie. Zamiast atakować Gore'a (wtedy każdy by widział, że to sprawa polityczna) to zaatakowano Bogu ducha winnych naukowców, oskarżając ich o fałszowanie wyników. Według koncepcji: błędy w AIC - AIC oparte na nauce - naukowcy kłamią. A skoro naukowcy kłamią, to żadnego AGW nie ma, czyli możemy dalej emitować CO2, czyli drill, baby, drill! Nie wiem też, w jaki sposób klimatolodzy mieli "załatwić" Gore'owi Nobla... Przenośnia. Przecież wiadomo jak upolityczniony jest komitet noblowski.
Gość: krzy, 81.219.227.22*
2010/07/14 14:24:18
@arctic_haze:
www.economist.com/node/16321546?story_id=16321546 (polecam zwłaszcza ilustrację) Najlepsze w tej ilustracji jest to, że ten facet po prawej trzyma filiżankę z napisem "Made in USA", a Sarah Palin rosyjski AK-47. Logika republikanów :D
Gość: BarBar, dslb-088-074-184-219.pools.arcor-ip.net
2010/07/14 14:56:45
@krzy:
Dobrze, więc teraz do tego, że jestem ekonomistą, dorzucę fakt, że jestem aktywny w Greenpeace? Nadal uważasz, że jestem z tej przyczyny automatycznie "zaślepiony"? Sorry, ale wolałbym być oceniany na podstawie siły argumentów, a nie szufladek. Celem cap'n'trade nie jest zmuszenie koncernów energetycznych do wbudowywania jakichś filtrów, jak to miało miejsce w przypadku siarki (każdy rozsądnie myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że CCS to idiotyzm), tylko do "wyjścia" z energetyki termicznej. Co notabene wcale nie wyklucza zakazu budowy nowych elektrowni termicznych. Ale, IMO, to samo w sobie nie wystarczy. Koncerny energetyczne zdają się zbyt krótkowzroczne, żeby po takim zarządzeniu od razu zacząć się przestawiać na odnawialne źródła energii (by the way: z tego, co - jako laik, zaznaczam - czytałem, Polska ma ogromny potencjał dla energii z wiatru - a tu czas amortyzacji, o którym wspominałeś, wynosi kilka miesięcy). Oczywiście, w Polsce odejście od węgla nie będzie tanie. Ale zawsze było jasne. Gdyby na walce z globalnym ociepleniem można było sensownie zarobić, nie byłoby problemu. 2010/07/14 15:26:34
"To jest właściwie argument pro mojej teorii, a nie contra."
Nie do końca, skoro Gore został ulubionym chłopcem do bicia denialistów dopiero po roku 2006. Wcześniej jego (mniejsza już czy rzeczywista) rola w "upolitycznieniu" debaty o globalnym ociepleniu była niezauważana, z jednym wyjątkiem Singera, który w 2003 wykorzystał trumnę Revella do ataku na Gore'a. Z drugiej strony, instytut Marshalla walczy z globalnym ociepleniem od roku 1989. SEPP Singera to początek lat 90tych. Seitz i Petycja Oregońska to rok 1997. Nawet "wojna o kij hokejowy" zaczęła się dwa lata przed premierą AIC. Więc wybacz, ale chronologia Twojej teorii, w której działalność sceptyków jest reakcją na film Gore'a i jego działalność publiczną, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. "Towarzysze denialiści skompilowali listę 35 kwiatków z tego arcydzieła: scottthong.wordpress.com/2007/10/30/35-scientific-errors-or-intentional-lies-in-an-inconvenient-truth/ Po odfiltrowaniu typowej ich propagandy, zostało mi z tego 15 punktów (1,5,8,11,12,13,14,15,16,23,27,29,33,34)." Proponuję żebyś zajrzał np. do transkrypcji listy dialogowej filmu. Prawie wszystkie punkty z tej listy dotyczą albo tego, czego Gore nie wypowiedział (np. że lodowce Kilimandżaro "topnieją", albo że WAIS jest "niestabilna", że grozi nam podniesienie się poziomu oceanów o 6m do roku 2100, że Katrina była spowodowana przez człowieka), albo przytaczają jedną tezę, a polemizują z inną (Gore mówi o komarach, oni o malarii; Gore mówi o jeziorze Czad, oni o Saharze; Gore mówi o Japonii, oni o statystykach wszystkich cyklonach tropikalnych). " Kilka z nich jest wystarczająco mocnych aby udowodnić że tezę że "Al Gore kłamie" Nie, nie jest. Jasne, są miejsca, gdzie Gore nie wyjaśnia czegoś dokładnie, gdzie ogranicza się do anegdoty, albo gdzie pomija niepewności i kontrowersje... ale pokaż mi film popularno-naukowy, w którym czegoś takiego nie ma. "To nie jest recenzja, tylko laurka. Zero krytycyzmu." Tak na oko, jedna trzecia recenzji jest poświęcona właśnie krytyce, błędom i niedopowiedzeniom. "Prawda jest taka, że Gore celowo nie podał informacji o tym że związek między CO2 a temperaturą jest logarytmiczny, bo ludzie automatycznie zakładają, że związek między dwoma wielkościami jest liniowy. Widząc gwałtownie rosnące CO2 (jeszcze przezornie oś Y nie od zera), automatyczna reakcja jest "OMG za chwile wszyscy się ugotujemy!!11!!one1!" I dokładnie o to chodziło, żeby ludzi nastraszyć i na fali tego nastraszenia przepchnąć handel kwotami emisyjnymi." Nie wiem czy nie podał tego celowo, i nie mam pojęcia skąd masz pewność, że tak właśnie uczynił. Wydaje mi się natomiast, że wykres przedstawiający zmianę stężenia CO2 kilkakrotnie przekraczającą amplitudę wahań z ostatnich kilkuset tysięcy lat powinien robić wrażenie na publiczności, wiem też przedyskutowanie roli wszystkich forcingów, sprzężeń szybkich i wolnych przy zlodowaceniach/deglacjacjach zajęłoby kolejną godzinę. "NB. Właśnie sobie jeszcze raz odtworzyłem ten najbardziej kontrowersyjny fragment filmu i spodobało mi się jak Gore mówi: "The relationship is actually very complicated". Dziękuję, ale za moich czasów dT=C*log(p/p0) to był poziom drugiej czy trzeciej klasy liceum." Ale to nie jest dT=C*log(p/p0), bo wykres nie przedstawiał średniej globalnej, tylko temperaturę z wschodniej Antarktydy, a dT wyliczona z tego wzoru nie brałaby pod uwagę zmian stężeń metanu, zmian albeda, itd. Więc Gore miał rację mówiąc, że związek jest "very complicated". "Przenośnia. Przecież wiadomo jak upolityczniony jest komitet noblowski. " Ja nie wiem się "załatwia" Noble.
Gość: krzy, 81.219.227.22*
2010/07/14 17:46:30
@BarBar:
Celem cap'n'trade nie jest zmuszenie koncernów energetycznych do wbudowywania jakichś filtrów, jak to miało miejsce w przypadku siarki (każdy rozsądnie myślący człowiek zdaje sobie sprawę z tego, że CCS to idiotyzm), tylko do "wyjścia" z energetyki termicznej. Powtarzam jeszcze raz: Zakaz administracyjny jest w stanie wymusić zmianę technologii. Proszę zapoznać się ze skrótem RoHS. W poprzedniej dekadzie przestawiono cały przemysł elektroniczny na świecie z lutowania stopami ołowiowymi na bezołowiowe, tylko dlatego, że UE kazała. Obyło się bez kwot zawartości Pb w produktach, giełd handlu prawami do emisji Pb i instrumentów pochodnych. Wymieniono linie technologiczne, popłakano nad kosztami i już. Więc to nie jest tak, że się nie da. I jeszcze raz powtarzam pytanie: w jaki sposób mechanizm finansowy którego głównym skutkiem będzie po pierwsze wytransferowanie pieniędzy z gospodarki krajowej, a po drugie nakręcenie inflacji przez wzrost cen energii ma niby przyspieszyć odejście od energetyki węglowej? To już podatek węglowy płacony do skarbu RP byłby lepszy, bo państwo mogłoby za te pieniądze np. budować elektrownie atomowe. Poza tym przypominam, że zgodnie z niedoszłymi postanowieniami z Kopenhagi, Polska miałaby: 1. Kupować kwoty emisyjne 2. Dokładać się do funduszu na rzecz krajów biednych 3. Redukować emisje (poprzez przejście na atom bo inaczej się nie da). Teraz pytam po raz drugi, i może jako ekonomista udzielisz mi odpowiedzi: dlaczego, skoro nadrzędnym celem jest redukcja emisji, forsowane było rozwiązanie oznaczające, że musimy płacić za to POTRÓJNIE, skoro do osiągnięcia celu wystarczyłoby tylko raz? Polska ma ogromny potencjał dla energii z wiatru - a tu czas amortyzacji, o którym wspominałeś, wynosi kilka miesięcy 1. Tylko dlatego, że urzędowe ceny na prąd z wiatru są wyższe niż z węgla. 2. Elektrownie wiatrowe w polskich warunkach nie zmniejszają emisji, tylko je zwiększają. Wiatr wieje kiedy chce, a prąd potrzebny jest ciągle. W efekcie system energetyczny musi mieć rezerwę mocy z innych źródeł o takiej samej wartości jak moc elektrowni wiatrowych. Ponieważ co gorsza elektrowni nie można szybko przyhamować ani rozkręcić, to kiedy wiatraki pracują ta rezerwa wytracana jest jako ciepło na chłodniach kominowych. Ale węgiel na wytworzenie tej rezerwy trzeba spalić i tak. Czyli np. 20% mocy z elektrowni wiatrowych w skali kraju oznacza konieczność wytworzenia 20% mocy elektrowniach konwencjonalnych więcej, czyli 20% więcej emisji. Ekologiczne, co? Wiatraki mają sens w miejscach, gdzie wieją stałe wiatry (np. passaty). W PL wiatr zależy od aktualnej sytuacji barycznej nad Europą.
Gość: BarBar, dslb-088-074-184-219.pools.arcor-ip.net
2010/07/14 18:18:40
Rzecz w tym, że jeśli ograniczymy się do zakazu administracyjnego, przez najbliższe parę lat koncerny energetyczne (prawdopodobnie) będą najpierw próbowały na siłę wyciągnąć ile się da z elektrowni termicznych, tym samym zwiększając emisje (nie chodzi mi tu konkretnie o Polskę, ale o szersze spojrzenie: ostatecznie chodzi o globalne ocieplenie; drugi, bardziej prozaiczny powód to to, że od 7 lat nie mieszkając w Polsce, łatwiej mi np. pisać o Niemczech, gdzie mieszkam).
dlaczego, skoro nadrzędnym celem jest redukcja emisji, forsowane było rozwiązanie oznaczające, że musimy płacić za to POTRÓJNIE, skoro do osiągnięcia celu wystarczyłoby tylko raz? Ponieważ ten raz by jednak nie wystarczył? A co do punktu drugiego Twojej listy: a myślisz, że jak się ograniczymy do siebie samych, to to coś da? Twierdząc, że Polskę nie stać, żeby krajom rozwijającym się pomógł proszę kto inny, uprawialibyśmy free riding. A nie o to chodzi. Tylko dlatego, że urzędowe ceny na prąd z wiatru są wyższe niż z węgla. Nie na tyle wyższe, żeby okres amortyzacji znacznie przedłużyć. Wiatr wieje kiedy chce, a prąd potrzebny jest ciągle. W efekcie system energetyczny musi mieć rezerwę mocy z innych źródeł o takiej samej wartości jak moc elektrowni wiatrowych. Smart grids? Skoro wg Ciebie powinniśmy wydawać kasę na elektrownie atomowe (co ja osobiście odrzucam, ponieważ byłoby to przejście od jednego problemu do drugiego - CO2 za odpady radioaktywne, z którymi dotychczas nie ma co zrobić), to dlaczego nie zainwestować ich gdzie indziej? To tak czy owak ogromne pieniądze. 2010/07/14 19:06:54
@krzy
"I jeszcze raz powtarzam pytanie: w jaki sposób mechanizm finansowy którego głównym skutkiem będzie po pierwsze wytransferowanie pieniędzy z gospodarki krajowej, a po drugie nakręcenie inflacji przez wzrost cen energii ma niby przyspieszyć odejście od energetyki węglowej?" Gdyby energetyka bezwęglowa była tania, nie rozmawialibyśmy dzisiaj o globalnym ociepleniu. A ponieważ energetyka oparta o paliwa kopalna jest tania (bez internalizacji przyszłych kosztów związanych ze skutkami globalnego ocieplenia), trudno jest masowo wdrażać jakieś alternatywy. Cap & trade, w stosunku do pomysłu moratorium na węglówki (który ma swoich zwolenników, np. Hansena), ma kilka zalet: bezpośrednio kontrolujemy trajektorię emisji ustalając limity do przydziału; pozwalamy mechanizmom wolnorynkowym zadecydować, czy bardziej opłaca się walczyć na aukcjach o offsety, czy pakować kasę w CCS, czy promować rozwiązania energooszczędne (np. CHP), czy też inwestować w energetykę odnawialną albo atomową. "Poza tym przypominam, że zgodnie z niedoszłymi postanowieniami z Kopenhagi, Polska miałaby: 1. Kupować kwoty emisyjne 2. Dokładać się do funduszu na rzecz krajów biednych 3. Redukować emisje (poprzez przejście na atom bo inaczej się nie da). Teraz pytam po raz drugi, i może jako ekonomista udzielisz mi odpowiedzi: dlaczego, skoro nadrzędnym celem jest redukcja emisji, forsowane było rozwiązanie oznaczające, że musimy płacić za to POTRÓJNIE, skoro do osiągnięcia celu wystarczyłoby tylko raz?" 1 i 3, ponieważ nie potrafimy zredukować emisji (np. zamykając elektrownie węglowe i zastępować je masowo atomówkami) tak, by zmieścić się w wyznaczonych limitach. Nie byłoby przecież przymusu emitowania CO2, funkcjonowałaby natomiast zasada, że jeśli chcesz wyemitować więcej niż ci pozwolono, ktoś musi wyemitować mniej, a ty mu za ten wysiłek musisz zapłacić. 2, ponieważ jako kraj uprzemysłowiony spalamy węgiel i ropę już od dłuższego czasu, i był to free-riding. @BarBar uważaj na nawiasy ostre, ampersandy czy w ogóle niestandardowe znaczki, blox się lubi na nich wywalać. Jak już musisz, wklejaj encje htmlowe czy coś.
Gość: krzy, 81.219.227.22*
2010/07/14 19:44:02
Rzecz w tym, że jeśli ograniczymy się do zakazu administracyjnego, przez najbliższe parę lat koncerny energetyczne (prawdopodobnie) będą najpierw próbowały na siłę wyciągnąć ile się da z elektrowni termicznych, tym samym zwiększając emisje
A to niech wciągają. Rzecz w tym, że temperatura rośnie logarytmicznie ze wzrostem stężenia CO2. Liniowy wzrost temperatury prognozowany przez IPCC bierze się z założenia wykładniczego wzrostu emisji, skorelowanego z wykładniczym wzrostem PKB. Wciągnięcie paru elektrowni na listę na zapas, co najwyżej podwyższy maksymalny poziom emisji i odsunie go o parę lat -- ale i tak spowoduje skuteczne zablokowanie ich wzrostu. Trend dalej może być już tylko spadkowy -- szybciej albo wolniej, ale w dół. Z uwagi na logarytmiczny charakter zależności nia ma dużego znaczenia czy CO2 ustabilizujemy na poziomie np. 500ppm czy 520ppm (bo parę elektrowni więcej trafiło na listę), tylko aby przypadkiem nie zrobiło nam się z tego 1000ppm. (Generalnie 500ppm to jest moim zdaniem najniższy realny poziom i mówienie o niższym to można włożyć między bajki). Ponieważ ten raz by jednak nie wystarczył? A co do punktu drugiego Twojej listy: a myślisz, że jak się ograniczymy do siebie samych, to to coś da? A mechanizm który zedrze z nas tyle pieniędzy, że nie stać nas będzie na zredukowanie emisji, coś da? Smart grids? Skoro wg Ciebie powinniśmy wydawać kasę na elektrownie atomowe 1. Elektrownie atomowe są dostępne teraz i działają, a smart grids to jest jakieś 20 lat w przyszłość i nie wiadomo jak się sprawdzą w praktyce. A tak naprawdę to potrzebne są i elektrownie atomowe i smart grids i parę innych rzeczy też. 2. Problem odpadów tak naprawdę wywołany jest sztucznie. Odpady to wbrew pozorom wartościowe paliwo. Po przerobie można tym załadować reaktor powielający i uzyskiwać energię dalej. Tyle tylko, że produkuje się pluton, więc z uwagi na oczywiste zastosowania militarne patrzy się na to krzywo -- i np. USA z powodów stricte politycznych paliwa nie przerabiają (Francuzi i Rosjanie tak). Ale przy woli politycznej i zapewnieniu odpowiedniego nadzoru międzynarowego, możemy mieć paliwa na setki lat. 3. Nowe konstrukcje reaktorów (pebble bed, travelling wave) również częściowo rozwiązują ten problem.
Gość: krzy, 81.219.227.22*
2010/07/14 20:02:28
@perfectgreybody:
Cap & trade, w stosunku do pomysłu moratorium na węglówki (który ma swoich zwolenników, np. Hansena), No prosze, jestem w doborowym towarzystwie :-D ma kilka zalet: bezpośrednio kontrolujemy trajektorię emisji ustalając limity do przydziału; W metodach administracyjnych również. W końcu państwo wie, ile węgla która elektrownia kupiła, bo kasuje VAT. Wprowadzić limity, obowiązek raportowania do ONZ czy gdzieś, nawet można inspektorów na kontrolę przysłać. Wszystko wyjdzie taniej niż mechanizm handlu emisjami. pozwalamy mechanizmom wolnorynkowym zadecydować, czy bardziej opłaca się walczyć na aukcjach o offsety, czy pakować kasę w CCS, czy promować rozwiązania energooszczędne (np. CHP), czy też inwestować w energetykę odnawialną albo atomową. 1. Puszczone "na żywioł" mechanizmy wolnorynkowe będą dążyć do zwiększenia zysku, a nie do zmniejszenia emisji. Bardziej będzie opłacało się eksploatować węglówki i kupować emisje jako futures niż robić redukcje. 2. Gdybyśmy mieli do czynienia ze zwykłym podatkiem węglowym, to wtedy państwo mogłoby od razu wykorzystywać te pieniądze np. na budowę atomówek (czy tam odnawialnych). W systemie z handlem emisjami należy: 1. Kupować na bierząco emisje 2. Wziąć kredyt na budowę elektrowni. 3. Zbudować elektrownię (to trwa 10 lat) 4. Dopiero po 10 latach można sobie zrobić odpis od emisji 5. Spłacić kredyt z odsetkami Wychodzi drożej niż finansowanie budowy bezpośrednio z pieniędzy za CO2. ponieważ jako kraj uprzemysłowiony spalamy węgiel i ropę już od dłuższego czasu, i był to free-riding. Oficjalnie. Tak naprawdę mechanizm ten miał na celu przekupienie tamtych krajów, żeby przypadkiem nie zaczęły budować u siebie węglówek, bo emisje wystrzeliłyby w kosmos. No ale skoro interesuje nas globalny poziom emisji, to nie ma sprawy: my budujemy u siebie atomówki, oddajemy im za darmo zwolnione kwoty i niech sobie w ramach tego budują co chcą. Albo, jak już, to budujmy im za te pieniądze od razu atomówki. Najlepiej naszymi firmami. 2010/07/15 13:11:15
"W metodach administracyjnych również. W końcu państwo wie, ile węgla która elektrownia kupiła, bo kasuje VAT. Wprowadzić limity, obowiązek raportowania do ONZ czy gdzieś, nawet można inspektorów na kontrolę przysłać. Wszystko wyjdzie taniej niż mechanizm handlu emisjami."
No dobrze, ale czym się w praktyce różni handel pozwoleniami na kupno C od handlu pozwoleniami na emisję CO2? Dlaczego tylko to drugie rozwiązanie jest korupcjogenne i nieefektywne, a pierwsze nie? "1. Puszczone "na żywioł" mechanizmy wolnorynkowe będą dążyć do zwiększenia zysku, a nie do zmniejszenia emisji. Bardziej będzie opłacało się eksploatować węglówki i kupować emisje jako futures niż robić redukcje." Podstawową ideą cap & trade jest to, że nie można dokupić dowolnej ilości emisji, tylko że na rynku jest dostępne np. 100 MtCO2. Następnego roku 99 MtCO2. Następnego -- 98 MtCO2, itd. To jest ta część "cap". "Trade" natomiast wynika z tego, że firmy emitujące CO2 same decydują, ile chcą zapłacić za jakąś część limitu, oraz mogą sobie odsprzedawać kwoty których nie wykorzystały. "Oficjalnie. Tak naprawdę mechanizm ten miał na celu przekupienie tamtych krajów, żeby przypadkiem nie zaczęły budować u siebie węglówek, bo emisje wystrzeliłyby w kosmos." Tak naprawdę, kiedy idę do sklepu, to przekupuję ekspedientki by zdjęły z półek towary i pozwoliły mi z nimi wyjść bez wzywania policji ;) "No ale skoro interesuje nas globalny poziom emisji, to nie ma sprawy: my budujemy u siebie atomówki, oddajemy im za darmo zwolnione kwoty i niech sobie w ramach tego budują co chcą. Albo, jak już, to budujmy im za te pieniądze od razu atomówki. Najlepiej naszymi firmami. " Chyba każdy z tych scenariuszy jest możliwy również w systemie cap & trade... 2010/07/15 18:31:08
Nie jestem ekonomistą i z zainteresowaniem przyglądam się dyskusji. I mam pytanie: czy gdzieś można znaleźć w miarę przystępne porównanie różnych propozycji rozwiązania problemu, pokazujące blaski i cienie różnych rozwiązań?
Tak na marginesie: z punktu widzenia czysto fizycznego jedynym rozsądnym na dłuższa (wiele pokoleń) rozwiązaniem jest bezpośrednie wykorzystanie energii słonecznej i raczej postawienie na systemy lolakne ( z lokalną akumulacja energii w celu późniejszego wykorzystania) niz skoncentrowana produkcje i dystrybucję... Oczywiście, zdaję sobie sprawę że przy aktualnym stanie rozwoju technologii to jest SciFi, ale nie takie rewolucje technologiczne przeżyłem żeby nie wydawało się to niemożliwe.... Energia wiatrowa z punktu widzenia fizyka atmosfery sporo działającego w zagadnieniach warstwy granicznej wcale idealnym rozwiązaniem nie jest, trochę mnie niepokoi nadmierna ( w moim odczuciu) waga przykładana do tej technologii, co nie znaczy ze nie uważam że umiarkowana liczba wiatraków nie pomoże w złagodzeniu niektórych problemów...
Gość: poimy, 90.156.115.7*
2010/07/15 19:55:41
Wy tu gadu gadu, a jak za 10 lat okaże się, tak jak głoszą denialiści, że z jakichś losowych powodów temperatura wcale na wykresie nie wzrosła, to już wyjdziecie na kompletnych oszołomów. wyborcza.pl/1,75476,8139350,Globalne_ochlodzenie_.html
2010/07/15 20:16:46
whiteskies, ciężko jest znaleźć obiektywne porównanie, gdzie autorzy cichaczem nie promowaliby któregoś rozwiązania. Ponadto, przy omawianiu cap & trade zwykle mówi się o rzeczywistych wadach istniejących implementacji mechanizmu handlu emisjami (EU ETS i Kioto), a w przypadku innych rozwiązań można mówić co najwyżej o potencjalnych problemach, albo nie mówić o nich w ogóle.
Przystępne porównanie jest na stronie AAAS, z wyjaśnieniem znaczenia żargonu i podstawowych założeń obu systemów: www.aaas.org/spp/cstc/top%20issues/climatechangeFAQ.shtml Fajna dyskusja jest też na stronie BotAS: www.thebulletin.org/web-edition/roundtables/carbon-tax-vs-cap-and-trade Poza tym, wyszukiwarka wypluwa setki innych artykułów. Z książkowych pozycji być może będziesz mógł dostać Climate Change Policy: A Survey pod redakcją Schneidera, Rosencranza i Nilesa; bardziej szczegółowe i jednocześnie przystępne omówienie faktycznie wdrożonych mechanizmów (czyli głównie o C&T) widziałem w Climate change and carbon markets. @poimy Pociesza mnie to, że na jeszcze większych oszołomów wyjdą geolodzy, gdy okaże się że Ziemia ma 6000 lat. 2010/07/15 20:30:45
A tak swoją drogą nie wiem czy słyszeliście, ale jedynym Polakiem pracującym przy AR5 (jako autor, nie recenzent) będzie własnie ekonomista, prof. Żylicz z WNE UW.
Gość: poimy, 90.156.115.7*
2010/07/15 20:40:10
No jak to? Zawsze myślałem że denialiści stoją na pozycjach "któż to wie co będzie za 10 lat", więc "nie róbmy nic", natomiast wy twierdzicie "będzie cieplej na pewno", więc "koniecznie redukować emisję trzeba".
2010/07/15 21:10:24
@poimy
A czytałeś artykuł do którego link podałeś? Tam jest wyraźnie napisane, że zmiany słoneczne są mniejsze niż zmiany związane z globalnym ociepleniem: prognozowany wzrost temperatur (od 1,1 do 6,4 st. C ponad średnią z początku wieku) byłby mniejszy o 0,3 st. C.. Coś mi się wydaje, że szybciej piszesz niż czytasz :-)
Gość: poimy, 90.156.115.7*
2010/07/15 21:13:27
Nigdzie konkretnie. Ja po prostu poczekam do 2020 :)
Gość: BarBar, dslb-088-074-184-219.pools.arcor-ip.net
2010/07/15 22:28:05
@whiteskies:
Znośną opcją jest też ewentualnie odpowiednia część raportu Sterna, konkretnie Part IV, rozdziały 14 i 15. 2010/07/16 01:13:14
www.polskieradio.pl/wiadomosci/iar/?id=176612
Owe anomalie to bardziej efekt globalnego ocieplenia, czy El Nino, czy może jakaś inna przyczyna? A może to nie są żadne anomalie? Oby do zimy, Panowie. Oby... Gdy w styczniu mieliśmy siarczyste mrozy w Australii były zabójcze upały. Pisał do mnie znajomy z Australii, że jest istny koszmar. Ja mu, że u nas też, bo zima ostra. On powiedział, że chętnie się ze mną zamieni. Ja mu, że też bym się chętnie zamienił. Ale teraz sobie myślę, że to on miał rację. 2010/07/16 10:32:50
Powstaje pytanie, co jest anomalią?
Aktualne wysokie temperatury nie są niezwykłe jeśli chodzi o wartości. Bardziej niezwykły jest czas ich trwania - we Wrocławiu na przykład dość rzadko zdarzały się ciągi dni upalnych 5 dni. W latach 1981-2010 były to o ile pamiętam lata 1994, 2006, 2008, 2010. 2010/07/16 10:35:05
"rzadko zdarzały się ciągi dni upalnych 5 dni. "
Miało być "dłuższe od". Zjadło znak większości.
Gość: Kastra, duu78.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/07/16 13:17:01
W 1992 r. takie temp. trwaly okolo 3 miesiace. Slawny pożar lasu w nadleśnictwie Rudy Raciborskie.
2010/07/16 13:28:55
@poimy
Problem w tym, że w roku 2020 gdy (podobnie jak w poprzednich 4 dekadach) okaże się że ostatnia dekada była znów cieplejsza od poprzedniej Ty, albo jakiś Twój następca młodszy o parę lat, stwierdzisz, że trzeba czekać do 2030 roku. A CO2, który już wtedy będzie w atmosferze pozostanie tam przez tysiące lat. Im później zaczniemy coś z tym robić tym będzie to droższe i bardziej bolesne. @robert_c Przyczyną dla której od grudnia zeszłego roku mówię, że 2010 będzie rekordowo ciepły (a znaleźć to można na tym właśnie blogu doskonaleszare.blox.pl/2009/11/Yet-Another-Nail-in-the-Coffin.html ) jest to, że od drugiej połowy 2009 roku mieliśmy El Nino. Każde El Nino powoduje że następny rok jest o prawie stopień cieplejszy niż sąsiednie. To El Nino jest słabsze niż ostatnie z 1997/8 roku ale od tego czasu przybyło dość CO2 w atmosferze aby zwiększyć temperaturę globalnie o prawie 0,2 C. Dlatego łącznie te dwa zjawiska dają nam obecne globalnie rekordowe temperatury. I to pomimo słabszej niż przeciętna aktywności słońca (ale ta zmienia temperaturę globalną Ziemi najwyżej o 0,1 C w swoim 11-letnim cyklu).
Gość: krzy, 77-253-13-142.adsl.inetia.pl
2010/07/17 02:54:19
@perfectgreybody:
No dobrze, ale czym się w praktyce różni handel pozwoleniami na kupno C od handlu pozwoleniami na emisję CO2? Dlaczego tylko to drugie rozwiązanie jest korupcjogenne i nieefektywne, a pierwsze nie? Nie tak, chodzi po prostu o wyeliminowanie części "trade". Handel pozwoleniami na CO2 będzie się odbywał dokładnie na tych samych zasadach, jak obecnie handel na giełdach surowcowych. Jeśli kupuje Pan np. miedź na LME z dostawą za 3 miesiące, to nie kupuje jej Pan od kopalni, kupuje ją Pan od pośrednika. Co więcej, ten pośrednik jej nie ma. Ten pośrednik ma umowę z kopalnią na dostarczenie tej miedzi za 3 miesiące, z dostawą do Pana. Aczkolwiek w momencie zawierania z Panem tej transakcji, on w sumie nie musi mieć tej umowy. Może ją sobie kupić później -- typowo od innego pośrednika. W efekcie, Pana dostawa przechodzi przez kilka firm, a każda musi na tym zarobić. Oczywiście, w przypadku giełd surowcowych ma to jakieś uzasadnienie spowodowane tym, że pośrednicy zwiększają płynność rynku -- i nawet jeśli akurat są problemy z zaopatrzeniem, to i tak znajdzie Pan chętnego na zawarcie transakcji. W przypadku rynku CO2 jest to kompletnie bez sensu, bo po pierwsze -- fluktuacje produkcji CO2 są minimalne, po drugie -- fluktuacje produkcji kwot emisyjnych są zerowe, bo są one tylko instrumentem papierowym, o wielkości emisji ustalonej w kolejnych latach traktatami! Po co więc dawać zarabiać pośrednikom, skoro nie są potrzebni? Podstawową ideą cap & trade jest to, że nie można dokupić dowolnej ilości emisji, tylko że na rynku jest dostępne np. 100 MtCO2. Następnego roku 99 MtCO2. Następnego -- 98 MtCO2, itd. To jest ta część "cap". "Trade" natomiast wynika z tego, że firmy emitujące CO2 same decydują, ile chcą zapłacić za jakąś część limitu, oraz mogą sobie odsprzedawać kwoty których nie wykorzystały. A podstawową zasadą kontraktów futures jest to, że wybiegają one w przyszłość. Powiedzmy, że puści Pan rynek CO2 na normalnych zasadach rynku surowcego od 1.01.2011. W tym momencie, przewidujący gracz który akurat ma gotówkę (czyli bank inwestycyjny) od razu kupi sobie powiedzmy 10 Mt emisji na lata 2012, 2013, itd. Jak zleci się 10 banków inwestycyjnych, to od razu wykupią całą pulę. W tym momencie, elektrownia która będzie potrzebowała pod koniec 2011 kupić emisje na 2012, będzie je kupować od banku. A ponieważ bank musi zarobić, to elektrownia zapłaci drożej niż wynikałoby to ze zmniejszenia podaży kwot. A zmowa kilku banków inwestycyjnych jest w stanie dyktować ceny na rynku. W przypadku surowców jest to mniej groźne, bo ani przyszłej produkcji ani przyszłego zbytu nie można dokładnie przewidzieć: a to odkryte zostaną nowe złoża i ceny Cu spadną, a to gdzieś wybuchnie wojna i ceny wzrosną. Spekulant obstawiając jeden lub drugi kierunek ponosi jakieś ryzyko, bo zawsze jest możliwość, że rynek ruszy się w przeciwną stronę niż założył zawierając transakcję. Natomiast przyszłą produkcję CO2 można dokładnie wyliczyć, choćby ekstrapolując trend z kilku ostatnich lat. Ewentualnie śledząc na bieżąco inwestycje w energetyce. W efekcie, spekulanci będą w stanie zawsze zająć pozycje wygrywające, kosztem tych uczestników rynku, którzy muszą te kwoty kupić. I właśnie dlatego Cap&Trade to będzie maszynka do robienia pieniędzy dla banków inwestycyjnych kosztem odbiorców energii.
Gość: krzy, 77-253-13-142.adsl.inetia.pl
2010/07/17 03:03:16
Addendum:
I właśnie dlatego Cap&Trade to będzie maszynka do robienia pieniędzy dla banków inwestycyjnych kosztem odbiorców energii. Oczywiście, jak spekulanci zaczną windować ceny uprawnień do emisji, to ceny prądu(*) automatycznie wzrosną. Wtedy rządy, chcąc uniknąć związanej z tym recesji i inflacji, będą próbowały "ustabilizować" rynek, przez "dodrukowanie" kwot emisyjnych, tak, aby ich cena spadła. Co zresztą już zaobserwowaliśmy, jak ostatnio Niemcy zaczęli się wycofywać z ograniczeń emisji. Gdyby mechanizmy kopenhaskie weszły w życie, to najpierw nastąpiłoby zaostrzenie obecnej recesji, a potem szybko zwołanoby konferencję międzyrządowa, na której podpisanoby aneks do traktatu zwiększający kwoty. (*) Oraz biletów lotniczych, cementu i paru innych rzeczy. 2010/07/17 15:13:36
@whiteskies
"z punktu widzenia czysto fizycznego jedynym rozsądnym na dłuższa (wiele pokoleń) rozwiązaniem jest bezpośrednie wykorzystanie energii słonecznej i raczej postawienie na systemy lolakne ( z lokalną akumulacja energii w celu późniejszego wykorzystania) niz skoncentrowana produkcje i dystrybucję..." Nacisk na "wiele pokolen" jest jak najbardziej pozadany. Cala reszta to jest science fiction. Wedlug analiz przeprowadzonych w Poludniowej Afryce kazdy zainstalowany MW ze zrodel ekologicznych wymaga wsparcia MW-em ze zrodel konwencjonalnych. Problemem nie jest dylemat, co chcemy lecz co mozemy. Pozdrawiam
Gość: poimy, 90.156.115.7*
2010/07/18 23:39:44
@arctic haze
To co2 i tak będzie w atmosferze. I nie jest problemem że jakiś mój zastępca stwierdzi że trzeba czekać do 2030, bo nas już wtedy będzie większość. I będzie konsensu naukowy co do faktu że zmiany klimatu nie zależą od ludzkiej emisji CO2. i dlatego sobie poczekam do 2020stego 2010/07/19 10:47:20
Przez 100 lat możemy dodać tyle CO2 do atmosfery, że tenże zanim go reakcje związane z wietrzeniem ska pochłoną na dziesiątki tysięcy lat zdąży nam roztopić lądolód Grenlandii i dużą część Antarktydy. A to oznacza podniesienie poziomu morza o kilkadziesiąt metrów. I nie wystarczy zaprzestać spalania paliw kopalnych. Trzeba będzie ten dwutlenek węgla usunąć z atmosfery. A to może być o wiele droższe niż wszystko co to proponują "ekolodzy" [1] na najbliższe dekady dla powstrzymania dalszego wzrostu koncentracji CO2. A co do przyszłej większości to zapytam większości kogo? Nieuków? Bo do czegoś co jest sprzeczne zarówno ze znanymi prawami przyrody jak i obserwacjami większości wykształconych ludzi nie uzyskasz. Aż pasuje tu cytat jaki widziałem w czyimś podpisie: ""Denying climate change is denying all science, observation and common sense as well". [1] W Polsce przyjęło nazywać takowych "ekologami" ale ekolodzy to tak naprawdę badacze ekosystemy, rodzaj biologów. Ale jeśli każdy kto przejmuje się losem planety za czasów życia swoich wnuków ma być ekologiem to niech tak będzie. Pod warunkiem, ze Ci którzy wolą zaprzeczać faktom i skazywać swoje wnuki na znacznie gorsze życie aby tylko benzyna nie podrożała o złotówkę będą się nazywać egoistami. 2010/07/19 11:12:14
2010/07/26 12:29:20
@poimy
"To co2 i tak będzie w atmosferze. I nie jest problemem że jakiś mój zastępca stwierdzi że trzeba czekać do 2030, bo nas już wtedy będzie większość. I będzie konsensu naukowy co do faktu że zmiany klimatu nie zależą od ludzkiej emisji CO2. i dlatego sobie poczekam do 2020stego" In denial we trust?:) |
perfectgreybody(małpa)gazeta.pl
|