Blog > Komentarze do wpisu

Galop Evansa

Nie odkryję Ameryki zauważając, że jedną z przyczyn popularności denializmu klimatycznego jest jego atrakcyjność intelektualna: mianowicie, oferuje on proste odpowiedzi na trudne pytania, przez co łatwiej jest trafić z odpowiednim przekazem do przeciętnego obywatela.

Przykładowo, wytłumaczenie, jak zbudowane są lądolody Grenlandii i Antarktydy, od czego zależy bilans ich masy, w jaki sposób ten bilans możemy mierzyć i co rzeczywiście zaobserwowaliśmy, to temat dłuższy wykład popularno-naukowy. Znacznie efektowniej jest wrzucić do szklanki kilku kostek lodu i zademonstrować w ten sposób, że wszelkie obawy o wzrost poziomu oceanów są bezpodstawne, a ponieważ zajmuje to tylko kilka minut na youtube, można tę metodę stosować masowo. Tę popularną technikę retoryczną nazywa się galopem Gisha, od nazwiska biochemika który miał w zwyczaju, w czasie popularnych debat na temat teorii ewolucji, zasypywać adwersarzy argumentami zbyt licznymi, by byli w stanie merytorycznie odnieść się do więcej niż kilku z nich. Ponieważ reszta pozostawała bez odpowiedzi, można było odnieść wrażenie, że to Gish "wygrał" debatę, a nie próbujący polemizować z nim punkt po punkcie ewolucjoniści.

Dla skuteczności galopu Gisha nie ma znaczenia, że argumenty są słabe albo sprzeczne ze sobą, nie ma także znaczenia, że były one wielokrotnie debunkowane. Podejrzewam że wielu denialistów zdaje sobie z tego sprawę, ale ignoruje to uważając, że wystarczy rzucić odpowiednio dużo "wątpliwości", by coś się w końcu przykleiło.

Poznajcie zatem Davida Evansa, przedstawianego jako "naukowiec, który niegdyś był zwolennikiem teorii, że to człowiek jest odpowiedzialny za globalne ocieplenie", ale potem przejrzał na oczy i postanowił podzielić się ze światem swoimi wątpliwościami. W zamieszczonym niedawno (choć Evans tak naprawdę powtarza to samo od kilku lat) i szeroko kopiowanym po internetach artykule Evans przekonuje, że teoria antropogenicznego globalnego ocieplenia została obalona jeszcze w latach dziewięćdziesiątych:

The whole idea that carbon dioxide is the main cause of the recent global warming is based on a guess that was proved false by empirical evidence during the 1990s.

Oczywiście, musi być jakaś przyczyna tego, że swoją walkę o prawdę Evans prowadzi na łamach Financial Post, a nie w recenzowanych czasopismach naukowych. Tak, zgadliście, chodzi o pieniądze, władzę nad światem i komunistyczną redystrybucję:

the gravy train was too big, with too many jobs, industries, trading profits, political careers, and the possibility of world government and total control riding on the outcome. So rather than admit they were wrong, the governments, and their tame climate scientists, now outrageously maintain the fiction that carbon dioxide is a dangerous pollutant.

Jak zatem wyglądają, zdaniem Evansa, dowody obalające antropogeniczne globalne ocieplenie? Podobnie jak wielu innych denialistów, przyczepił się do sprzężenia pary wodnej:

The planet reacts to that extra carbon dioxide, which changes everything. Most critically, the extra warmth causes more water to evaporate from the oceans. But does the water hang around and increase the height of moist air in the atmosphere, or does it simply create more clouds and rain? Back in 1980, when the carbon dioxide theory started, no one knew. The alarmists guessed that it would increase the height of moist air around the planet, which would warm the planet even further, because the moist air is also a greenhouse gas.

Zatrzymajmy się tutaj na moment. Evansowi wydaje się, że opisane mechanizmy działają na zasadzie wykluczających się alternatyw: albo para wodna "zostaje" w troposferze i robi za gaz cieplarniany, albo się kondensuje i zwiększa zachmurzenie, zaś alarmiści, jak to alarmiści, tę drugą możliwość woleli przemilczeć. W rzeczywistości wszystkie te procesy mogą zachodzić -- i zachodzą -- jednocześnie, a modele klimatu, za których znawcę przedstawia się Evans, oczywiście je uwzględniają. Evans nie zdaje sobie także sprawy, jak zobaczymy dokładniej za chwilę, że kondensująca się para wodna oddaje powietrzu ciepło, powodując jego ogrzanie... zatem jego "więcej deszczu" oznacza efektywny transfer ciepła z powierzchni do atmosfery.

Evans nie wspomina też, że dzisiaj nie musimy "zgadywać", czy zawartość pary wodnej w górnej troposferze wzrasta -- bo potwierdzają to satelitarne sondaże atmosfery. Evans utrzymuje jednak, że obserwacje nie są zgodne z przewidywaniami modeli:

This is the core idea of every official climate model: For each bit of warming due to carbon dioxide, they claim it ends up causing three bits of warming due to the extra moist air. The climate models amplify the carbon dioxide warming by a factor of three — so two-thirds of their projected warming is due to extra moist air (and other factors); only one-third is due to extra carbon dioxide.
That’s the core of the issue. All the disagreements and misunderstandings spring from this. The alarmist case is based on this guess about moisture in the atmosphere, and there is simply no evidence for the amplification that is at the core of their alarmism.
Weather balloons had been measuring the atmosphere since the 1960s, many thousands of them every year. The climate models all predict that as the planet warms, a hot spot of moist air will develop over the tropics about 10 kilometres up, as the layer of moist air expands upwards into the cool dry air above. During the warming of the late 1970s, ’80s and ’90s, the weather balloons found no hot spot. None at all. Not even a small one. This evidence proves that the climate models are fundamentally flawed, that they greatly overestimate the temperature increases due to carbon dioxide.

Faktycznie, jest prawdą, że komputerowe modele klimatu przewidują dodatnie sprzężenie pary wodnej. Jest to przy tym emergentną cechą fizyki zaimplementowanej w modelach: wiemy, że para wodna jest gazem cieplarnianym (jak lubią powtarzać denialiści), wiemy także że cieplejsza atmosfera powinna być bardziej wilgotna.

Jest także prawdą, że komputerowe modele klimatu przewidują szybsze ocieplanie się górnej tropikalnej troposfery, choć pisanie o "plamie gorąca" jest trochę dziwne, skoro mówimy o lodowato zimnych okolicach tropopauzy. Evans utrzymuje, że prognoza ta została empirycznie obalona, co implikuje iż sprzężenie pary wodnej jest słabe albo nie występuje w ogóle, przez co modele zawyżają wzrost temperatury jaki może nas oczekiwać w XXI wieku.

Osoby, które czytają mojego bloga od samego początku, być może kojarzą że ten sam argument pojawił kiedyś na prezentacji prof. Bodka, fizyka z UJ, który wyciągnał go z raportu NIPCC -- zebranej pod egidą konserwatywnego think-tanku Heartland Institute grupy kilkunastu denialistów, m. in. Zbigniewa Jaworowskiego. W raporcie tym, który miał być "niezależną" odpowiedzią na czwarty raport IPCC, czytamy

Climate models all predict that, if G[reen]H[ouse] gases are driving climate change, there will be a unique fingerprint in the form of a warming trend increasing with altitude in the tropical troposphere, the region of the atmosphere up to about 15 kilometers (Figure 6A). Climate changes due to solar variability or other known natural factors will not yield this characteristic pattern; only sustained greenhouse warming will do so.

Raport NIPCC pokazywał w tym miejscu następującą grafikę:

Można zrozumieć, dlaczego Evansowi tak spodobał się ten argument -- przekaz jest jasny i prosty, wystarczy wrzucić ten obrazek na slajd i powiedzieć, że oto komputerowe modele klimatu znów się nie sprawdziły.

NIPCC, a za nim Evans, myli się jednak w kilku kluczowych miejscach. Po pierwsze, szybszy wzrost temperatury tropikalnej górnej troposfery nie jest unikalną cechą ocieplenia powodowanego akurat gazami cieplarnianymi, i należałoby się go spodziewać także, gdyby jego przyczyną były jakieś inne, naturalne czynniki, na przykład wzrost aktywności słonecznej. Klimatolodzy wiedzą o tym od dawna, czego dowodem mogą być chociażby te dwa wykresy w artykułu grupy Hansena z 1984 roku, "Climate sensitivity: Analysis of feedback mechanisms":

Po lewej stronie widać przestrzenny rozkład zmian temperatury atmosfery po zwiększeniu wartości irradiancji słonecznej o 2% -- co daje wartość wymuszenia radiacyjnego odpowiadającą mniej więcej podwojeniu zawartości CO2, którego skutki pokazano po prawej stronie. Relatywnie większe ogrzanie górnej troposfery nie jest zatem "odciskiem palca" umożliwiającym zidentyfikowanie przyczyny ocieplenia.

Po drugie, wbrew temu co wydaje się Evansowi (i chyba doszedł do tego samodzielnie, bo pomysł ten w raporcie NIPCC nie występuje), przewidywane zmiany temperatury górnej troposfery niewiele mówią o sprzężeniu dodatnim pary wodnej -- i występowałyby nawet gdyby para wodna nie była gazem cieplarnianym! Strumień ciepła utajonego nie zależy od tego, czy para wodna pochłania promieniowanie długofalowe, czy nie; co więcej, ponieważ zmniejsza on wartość pionowego (wilgotnodiabatycznego) gradientu temperatury, zwiększające się wraz z ociepleniem parowanie stanowi ujemne klimatyczne sprzężenie zwrotne.

Po trzecie w końcu, Evans twierdzi, że pomiary temperatury troposfery dokonywane przez balonowe radiosondy nie potwierdziły istnienia tego zjawiska. Niestety, wynika to akurat z tego, że pomiarów temperatury troposfery w tropikach było niewiele, są one obciążone dużymi błędami systematycznymi wynikającymi ze zmian instrumentacji, a wyliczane trendy zmian silnie zależą do założeń dotyczących ich homogenizacji.

Podkreślę jeszcze raz: zmiana profilu temperatury atmosfery w tropikach nie jest czymś, co wymyślili "alarmiści" żeby podbić wartość czułości klimatu na wzrost stężenia CO2, tylko uniwersalną prognozą wynikającą z dość dobrze rozumianych podstaw meteorologii. Evans w pełnym dramatyzmu wywodzie przedstawia jednak ten problem jako ostateczny gwóźdź do trumny globalnego ocieplenia, gdyż

In science, empirical evidence always trumps theory, no matter how much you are in love with the theory. If theory and evidence disagree, real scientists scrap the theory. But official climate science ignored the crucial weather balloon evidence, and other subsequent evidence that backs it up, and instead clung to their carbon dioxide theory — that just happens to keep them in well-paying jobs with lavish research grants, and gives great political power to their government masters.

Naukowa praktyka jest bardziej skomplikowana niż wyobraża to sobie Evans. Czasami to obserwacje są błędne -- nie byłby to pierwszy to raz w historii meteorologii i klimatologii; czasami obserwacje są źle interpretowane, a czasami okazuje się, że po uwzględnieniu dodatkowych czynników, a bez zmiany podstaw teorii, udaje się osiągnąć wymaganą zgodność. Gdyby, jak chce Evans, błędna okazała się teoria (tj. nasze rozumienie procesów ustalających kształt gradientu wilgotnoadiabatycznego), byłoby to dziwne, tym bardziej że inne, cząstkowe obserwacje potwierdzają, że mechanizm ten działa tak jak powinien, np. w ostatnich dekadach obserowowany jest wzrost ilości opadów w tropikach. Naukowcy mają więc dobre powody, by podejrzewać że "kluczowe dowody" nie są tak solidne jak utrzymuje Evans.

Dodatkowe punkty ironii sytuacyjnej Evans zbiera za swój pomysł, że gdyby to teoria okazała się być błędna, to nagle przestałaby istnieć potrzeba zrozumienia, jak zachowuje się atmosfera w ocieplającym się świecie, i wszyscy pazerni klimatolodzy straciliby zajęcie.

No właśnie, jeśli już mowa o ironii. Evans, jak wielu denialistów przed nim, odnalazł spisek klimatologów w instrumentalnych pomiarach temperatury:

These people are not scientists. They overestimate the temperature increases due to carbon dioxide, selectively deny evidence, and now they conceal the truth.
One way they conceal is in the way they measure temperature.
The official thermometers are often located in the warm exhaust of air conditioning outlets, over hot tarmac at airports where they get blasts of hot air from jet engines, at waste-water plants where they get warmth from decomposing sewage, or in hot cities choked with cars and buildings. Global warming is measured in 10ths of a degree, so any extra heating nudge is important. In the United States, nearly 90% of official thermometers surveyed by volunteers violate official siting requirements that they not be too close to an artificial heating source.

Evans odnosi się tutaj oczywiście do projektu surfacestations.org Anthony'ego Wattsa. Kiedy ostatni raz o nim pisałem, wspomniałem że artykuł opisujący jego rezultaty jest w recenzji. Można było się spodziewać, że kiedy w końcu został opublikowany w Journal of Geophysical Research-Atmospheres, spotka się z szerokim odzewem denialistów -- w końcu, podsumowuje trzy lata ich ciężkiej pracy, której celem było wykazanie, że zmiany temperatury obserwowane na terytorium USA są zawyżone.

Artykuł został wstydliwie przemilczany. Być może dlatego, że autorzy (z jednym wyjątkiem, o którym niżej) nie odkryli tego, czego spodziewali się odnaleźć -- i niechcący potwierdzili wyliczenia amerykańskich służb meteorologicznych.

Piszę "niechcący", bo tak naprawdę cała zasługa należy tutaj do klimatologa Johna Nielsena-Gammona, który dołączył do projektu kiedy zespół Antony'ego Wattsa (a nawet dwa niezależne zespoły) zakończył już własną analizę i kończył pisać artykuł. Jak wynika z wypowiedzi Wattsa z tego czasu, na tym etapie denialiści wciąż byli przekonani, że obserwowane ocieplenie jest w dużej mierze artefaktem pomiarowym. Kiedy jednak Nielsen-Gammon spróbował zreplikować ich wyniki, wyszło mu co innego:

I was invited to participate after the bulk of the analysis was completed. I decided to confirm the analysis by doing my own independent analysis. It showed some differences, and we concluded that the technique I was using was better, so after some more testing we went ahead and used it in the paper.

Jak pisałem ostatnio, ostateczną konkluzją projektu surfacestations.org było to, że choć trendy temperatury maksymalnej są przez pomiary meteorologiczne nieco zaniżane, a trendy temperatury minimalnej zawyżane w stacjach gorzej zlokalizowanych, oba efekty są podobnej wielkości, przez co trendy średniej temperatury dobowej są niemal identyczne dla stacji najlepiej i najgorzej zlokalizowanych.

Zmiany temperatury na terytorium USA, mierozne przez stacje sklasyfikowane przez projekt surfacestations.org. Od góry: dane "surowe", dane po uwzględnieniu zmian czasu pomiaru (TOB), dane homogenizowane.

Evans będzie musiał zatem do ogólnoświatowego spisku klimatologów dołączyć całkiem skorą grupę denialistów, którzy pomogli w wykazaniu, że "oficjalne termometry" mówią prawdę. Warto jednak zauważyć, że zanim to się stało, projekt surfacestations.org pełnił użyteczną rolę propagandową -- Watts mógł jeździć na denialistyczne imprezy i pokazywać zdjęcia klatek Stevensona stojących w pobliżu betonowych powierzchni i klimatyzatorów, a dla większości osób był to oczywisty i wystarczający dowód na to, że dokonywane w ten sposób pomiary temperatury są nierzetelne. Na nieszczęście dla Wattsa, okazało się że same obrazki nie wystarczą. Jak pisał, trochę złośliwie, Matthew Menne

[O]ur analysis and the earlier study by Peterson [2006] illustrate the need for data analysis in establishing the role of station exposure characteristics on temperature trends no matter how compelling the circumstantial evidence of bias may be. In other words, photos and site surveys do not preclude the need for data analysis, and concerns over exposure must be evaluated in light of other changes in observation practice such as new instrumentation.
środa, 08 czerwca 2011, perfectgreybody

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/06/08 13:33:37
W uzupełnieniu warto zajrzeć do:
www.desmogblog.com/who-is-rocket-scientist-david-evans
żeby dowiedzieć się nieco więcej o autorze notki debunkowanej przez percfectgreybody.
-
2011/06/08 13:49:12
Jego kompetencjami już się nie chciałem zajmować, dodam tylko że kiedy Evans deklaruje

"I devoted six years to carbon accounting, building models for the Australian Greenhouse Office. I am the rocket scientist who wrote the carbon accounting model (FullCAM) that measures Australia's compliance with the Kyoto Protocol, in the land use change and forestry sector. FullCAM models carbon flows in plants, mulch, debris, soils and agricultural products, using inputs such as climate data, plant physiology and satellite data."

jako dowód tego, jak się świetnie zna na modelowaniu klimatu, to jest to zwykła dezinformacja. FullCAM składa się z kilku modułów, Evans pracował przy dwóch z nich, CAMFor i CAMAg, nie wiem w jakim zakresie, ale jest drugim autorem opisujących je artykułów. Z tego dokumentu wynika zresztą, że same modele stworzył kto inny, a na potrzeby FullCAMa przepisano je z Fortrana do Excela.
-
Gość: zbrozlo, *.jmdi.pl
2011/06/08 21:30:22
Przeczytałem, ale nie zrozumiałem...
Jaka jest puenta?
Bo zaczęło się od roli pary wodnej w kształtowaniu klimatu i tego w jakim stopniu powoduje ona ocieplenie jako gaz cieplarniany, a w jakim powoduje ochłodzenie po skropleniu się i wytworzeniu chmur.
Koniec jest o badaniach nad efektem miejskiej wyspy cieplnej...
-
2011/06/09 00:03:51
-
2011/06/09 08:48:43
Jaka jest puenta?

Że artykuł Evansa, jak większość tego typu denialistycznych wypocin, to niespójna zbieranina półprawd, nieprawd, oszczerstw i spiskowych urojeń?
-
2011/06/09 09:56:11
@zbrozio
A o parze wodnej i efekcie cieplarnianym możesz poczytać po polsku tu:
doskonaleszare.blox.pl/2010/12/FAQ-Gazy-cieplarniane.html
anomaliaklimatyczna.com/2010/10/17/co-by-sie-stalo-z-ziemia-gdyby-z-atmosfery-usunac-co2
Rola chmur, która jest bardziej skomplikowana niż pisze to Evans - ważne są wymuszenia ujemne jak wspomniany efekt albedo niskich chmur, ale i dodatnie, związane z chmurami cirrus i inne sprzężenia, powodowane z tym ze konwekcja w pasie zbieżności równikowej jest de facto źródłem energii dla całej globalnej cyrkulacji atmosfery, a zmienność temperatury (i wilgotności) z wysokością w troposferze ustala się w wyniku współdziałania efektów konwekcji chmurowej i transferu promieniowania (radiative-convective equlibrium). Trochę, przystępnie na te tematy tu:
earthobservatory.nasa.gov/Features/Clouds/clouds.php
-
Gość: zbrozlo, *.jmdi.pl
2011/06/09 23:35:24
Jeśli dobrze zrozumiałem sedno całego wpisu (pomijam dygresje), to Ewans twierdził, że cechą szczególną efektu cieplarnianego wywoływanego przez wzrost dwutlenku węgla powinien być wzrost temperatury górnych warstw troposfery. Ponieważ zaś nie było to obserwowane więc za wzrost temperatury na Ziemi nie jest odpowiedzialny efekt cieplarniany...

Doskonale szare zaś stwierdził że "NIPCC, a za nim Evans, myli się jednak w kilku kluczowych miejscach. Po pierwsze, szybszy wzrost temperatury tropikalnej górnej troposfery nie jest unikalną cechą ocieplenia powodowanego akurat gazami cieplarnianymi, i należałoby się go spodziewać także, gdyby jego przyczyną były jakieś inne, naturalne czynniki, na przykład wzrost aktywności słonecznej. Klimatolodzy wiedzą o tym od dawna, czego dowodem mogą być chociażby te dwa wykresy w artykułu grupy Hansena z 1984 roku, "Climate sensitivity: Analysis of feedback mechanisms":"

Czy zatem mam rozumieć, że rozkład temperatury w atmosferze wyglądał by tak samo niezależnie od czynnika wywołującego ocieplenie?

Interesuje mnie to także ze względu na to tutaj, konkretnie na stronie 12 (ludzki odcisk palca nr 7) (link jest wzięty z tego blogu)
ł ziemianarozdrozu.pl/dl/Guide_Skepticism_Polish.pdf
-
2011/06/10 10:17:57
"Czy zatem mam rozumieć, że rozkład temperatury w atmosferze wyglądał by tak samo niezależnie od czynnika wywołującego ocieplenie?"

Wyglądałby bardzo podobnie - to znaczy, też należałoby się spodziewać szybszego ocieplania górnej troposfery w tropikach. Widać to też na panelu a) poniższego obrazka, który pokazuje jaki był wkład wymuszenia solarnego w ocieplenie atmosfery:
www.ipcc.ch/publications_and_data/ar4/wg1/en/figure-9-1.html
Efekt jest słabszy, bo i wymuszenie jest słabe względem tego powodowanego wzrostem stężenia gazów cieplarnianych.

"Interesuje mnie to także ze względu na to tutaj, konkretnie na stronie 12 (ludzki odcisk palca nr 7) (link jest wzięty z tego blogu)"

Ten wykres pokazuje zmiany temperatury troposfery (zakładam, że chodzi o kanał TLT, czyli dolną troposferę), która rośnie, oraz stratosfery, która spada. W przypadku tego ostatniego, wpływ mają dwa antropogeniczne czynniki: wzrost stężenia gazów cieplarnianych, powodujących chłodzenie radiacyjne stratosfery, oraz spadek stężenia stratosferycznego ozonu spowodowanego emisją freonów (i innych niszczących-ozon-substancji, ODS), który to ozon absorbując promieniowanie słoneczne grzeje stratosferę.
-
2011/06/10 19:33:16
A tymczasem... Spencer kombinuje dalej. Obiecał dać kanał 04, ale nie wiele z tego wyszło - dane są, ale tylko do 2008 i z błędami. Kanał 05 wskazuje na dziwne, gwałtowne ocieplenie w ostatnich dniach: gfspl.rootnode.net/klimat/uah2.png Spencer niestety wyrzucił "max, min, ave" z danych. W ostatnim czasie dodał on też mapy odchyleń, przy czym widać iż jego TLT często nijak się ma do pomiarów naziemnych - w maju na naszym obszarze uzyskał zupełnie inny rozkład anomalii, niż wynika to z obserwacji naziemnych: nsstc.uah.edu/climate/2011/may/MAY-2011.png
-
Gość: zenek, *.szczecin.mm.pl
2011/06/11 00:14:15
-
2011/06/11 07:17:52
Teraz widzę, że już poprawił. Wcześniej kanał 05 poszedł na rekord - skoczył do 254 st K. Kanał 04 nadal skopany.

@zenek
Od kiedy rząd Australii jest moim kolegą?
-
2011/06/11 12:31:46
A tymczasem u Kargulów:
"Wicepremier Waldemar Pawlak zwrócił się w piątek do resortu spraw zagranicznych o rozpoczęcie procedury zaskarżenia do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości decyzji Komisji Europejskiej dot. limitów emisji CO2 - poinformował w piątek PAP resort gospodarki."

Wygląda na to, że twardo bronimy naszego prawa do spalania węgla. Jak niedawno przeczytałem na nowy interesującym blogu poświęconym konsekwencjom AGW Polska jest na 10 miejscu niechlubnej listy największych historycznych producentów CO2. Co gorsza jesteśmy również na 11 miejscu na liście producentów per capita.

Trudno się oszukiwać - mamy duży a nawet bardzo duży udział w tym pasztecie.
-
2011/06/11 17:37:40
@pohjois
A to nie jest przypadkiem tak, że nam się te limity cholernie opłacały, tylko klasycznie daliśmy dupy, tudzież nam tą dupę nieźle obrobiono? Było coś na rzeczy w tym względzie.
-
2011/06/12 11:28:35
A dlaczego mielibyśmy się wstydzić za australijskich geszefciarzy?
Przecież to jest pomysł, jak fabryki mają sobie radzić bez redukowania emisji CO2.
Nawet jeżeli istnieją powody, żeby ograniczyć populację wielbłądów z innych przyczyn (Australijczycy mają pewne doświadczenie w tego rodzaju akcjach, w zeszłym wieku wypowiedzieli wojnę królikom).
-
2011/06/27 10:18:43
Koleżanka-koniarz zwróciła uwagę na to, że "Gish gallop" powinno się tłumaczyć na cwał Gisha. Bo najszybsze tempo końskie w ang. (gallop) to po polsku cwał.
Creative Commons License