Blog > Komentarze do wpisu

Stopnie swobody

Na półkuli północnej zbliża się zima, okres w którym wiele osób z zaskoczeniem odkrywa, że na naszej planecie zdarzają się też ujemne temperatury, a z nieba spadać mogą kryształki zestalonej pary wodnej. Tradycyjnie należy się zatem spodziewać częstszych doniesień, że gdzieś jakieś przymrozki albo śnieg znów wykazały, że globalne ocieplenie to mit.

Rzadko mamy świadomość tego jak duża jest planeta na której żyjemy, i jak mało reprezentatywne jest to co widzimy za oknem, na ekranach telewizorów, albo filmikach na youtube. Ilość informacji, którą możemy przetworzyć każdego dnia, jest skończona, więc media (tradycyjne i internetowe) zapodają nam tylko "najciekawsze" z nich, i dlatego nigdy nie usłyszycie, że dzisiaj w Egipcie nie spadł śnieg, a że dobowe temperatury w Calgary mieściły się w normie. Do tego zwykle słabo sobie radzimy z wnioskowaniem statystycznym i interpretacją prawdopodobieństwa związanego ze zdarzeniami zarówno doświadczanymi osobiście, jak i tymi które znamy z drugiej i trzeciej ręki; bardziej też jesteśmy skłonni ufać temu, co widzieliśmy na własne oczy (albo, częściej, co wydaje nam się, że widzieliśmy) niż obiektywnym danym i statystykom. Zwłaszcza jeśli dotyczą tak ulotnych rzeczy, jak kilkustopniowe różnice w średniomiesięcznych temperaturach.

Dobrą ilustracją problemu niech będzie poniższy cytat z opublikowanego kilka lat temu w Polityce artykułu "Idzie zimno":

Temperatura globalna spadała w ciągu całego 2007 r. Chiny przeżyły najmroźniejszą zimę od 100 lat. W Bagdadzie śnieg pojawił się po raz pierwszy w historii. W Północnej Ameryce od 50 lat nie widziano tak wielkich opadów śnieżnych - rekordy zimna zanotowano w stanie Minnesota, w Teksasie, Arkansas, na Florydzie. W Australii ubiegły czerwiec był najzimniejszy w historii. W Buenos Aires śnieg pojawił się pierwszy raz od 89 lat, w Peru setki ludzi zmarło wskutek zimna a rząd ogłosił stan wyjątkowy na terytorium ponad połowy kraju. W Chile, gdzie zimno w 2007 r. było największe od pół wieku, straty w rolnictwie oceniono na 200 mln dolarów. Rekordy chłodu zanotowano na Nowej Zelandii. W Arabii Saudyjskiej po raz pierwszy od 30 lat temperatura spadła do -2°C w stolicy, w górach do -6°C a samochody grzęzły w śniegu. Na Syberii mróz sięgał ponad -60°C. W Afganistanie wskutek mroźnej i śnieżnej zimy zmarło ponad 1500 osób i zginęło 300 tys. sztuk bydła. W Tybecie niska temperatura zabiła pół miliona zwierząt domowych a 3 mln osób głoduje (Sunday Telegraph, 9 marca, 2008 i inne media). W Szwecji tegoroczna Wielkanoc była najmroźniejsza od 100 lat - w Laponii temperatura spadła do -41°C.

Nawet dzieląc wszystko co napisał Jaworowski przez pięć,1 to i tak w zetknięciu z taką wyliczanką może odnieść wrażenie, że faktycznie "idzie zimno", a globalne ocieplenie ustąpiło miejsca epoce lodowej... No chyba, że pamiętamy, że spośród 6 lat które minęły od czasu kiedy opublikowano ten tekst, co najmniej 4 mieszczą się w pierwszej dziesiątce najcieplejszych globalnie w historii pomiarów.

Uważniejszy czytelnik zwrócić może uwagę, że wymienione fenomeny pogodowe, mniej lub bardziej niezwykłe, miały miejsce w przeciągu kilkunastu miesięcy. Należałoby się zatem zastanowić, jak prawdopodobne jest, że w takim okresie czasu gdzieś wydarzy się cokolwiek z kategorii "po raz pierwszy od 30 lat", "po raz pierwszy od 50 lat", "po raz pierwszy od 100 lat". W końcu, prawdopodobieństwo trafienia "szóstki" w Dużym Lotku wynosi zaledwie 1 do 14 milionów, ale ze względu na dużą liczbę zakładów regularnie zdarza się, że ktoś wygrywa.

Szansa zaobserwowania w danym miejscu rekordu (zarówno ciepła, jak i zimna) zależy od kilku czynników, przede wszystkim

  1. długości serii obserwacyjnej: im sięga dalej wstecz, tym większa szansa że dotychczasowyrekord jest daleko na brzegach rozkładu, a zatem mniej prawdopodobne jest jego pobicie. Przykładowo, wiele europejskich serii obserwacyjnych sięga przełomu XVIII i XIX wieku, co daje nam 200-250 rocznych i 2400-3000 miesięcznych średnich. Nawet uwzględniając grubą poprawkę na autokorelację, widać że przy takiej ilości obserwowanych zdarzeń wystąpienie w losowym miejscu serii zdarzenia z kategorii "1 na 500" albo "1 na 1000" jest bardzo prawdopodobne. Można się więc spodziewać, że wiele jednostkowych rekordów temperatur będzie można znaleźć w XVIII, XIX czy początku XX wieku, a nie w drugiej połowie XX i początku XXI wieku.
  2. stosunku sygnału do szumu, czyli lokalnego trendu zmian klimatu do lokalnej zmienności temperatur. Szybsze tempo zmian klimatu zwiększa prawdopodobieństwo pobicia rekordu, większa wariancja -- zmniejsza. Na naszej planecie, ze względu na zjawisko polarnego wzmocnienia, oba czynniki niwelują się wzajemnie: obszary na wysokich szerokościach geograficznych, które ocieplają się najszybciej, charakteryzują się też największą zmiennością temperatur. Dlatego, paradoksalnie, łatwiej o pobicie rekordów w wolniej ocieplających się tropikach.2

Dodatkowo, szansa na pobicie rekordu gdziekolwiek zależy też od tego, ile takich prób podejmujemy. W przypadku rekordów meteorologicznych nie wszystkie obserwacje są od siebie niezależne, przykładowo rekordowo ciepły lipiec w Warszawie zwykle oznacza też rekord w Krakowie, Olsztynie czy Wrocławiu. Okazuje się, że ze względu na te korelacje liczba przestrzennych stopni swobody pola temperatury jest stosunkowo niewielka i wynosi, w zależności od pory roku, około 100-200 dla całej planety. To właśnie dzięki temu możliwe jest szacowanie wartości takiego parametru jak "średnia globalna temperatura" przy pomocy względnie niewielkiej liczby pomiarów albo danych proxy.

Z drugiej strony, 100-200 (lat) to też typowa długość serii obserwacyjnej.3 Oznacza to, że wartość "1 na 100 lat" ma spore szanse stać się rekordową w całej serii, zatem niemal każdego miesiąca powinniśmy zarejestrować, na którymś kawałku planety, rekord temperatury.

Jeśli poluzujemy nasze wymagania, tak by nie dotyczyły najwyższej/najniższej wartości w historii obserwacji, ale górnego/dolnego N percentyla obserwacji (albo, alternatywnie, wartości występującej raz na 100/N lat), prawdopodobieństwo ich zaobserwowania staje się oczywiście znacznie wyższe. W dodatku, ponieważ wartość dolnego percentyla też rośnie wraz z ocieplającym się klimatem, "najzimniejszy luty od 30 lat" będzie oznaczał co innego w roku 1955 i 2015. Nawet w samej Polsce miesięcznych anomalii z kategorii "1 na 30 lat" można spodziewać się kilka na dekadę (przykładem może być ubiegłoroczny marzec).

Widzimy więc, że cytowana na początku wyliczanka wcale nie jest tak imponująca jak chciał przedstawić to Jaworowski, i nie powinno nas dziwić że zapowiadane przez niego zimno ciągle jeszcze nie nadeszło...

Ale zaraz, ktoś zakrzyknie, przecież wyznawcy globalnego ocieplenia ciągle mówią, że to czy inne wydarzenie pogodowe było spowodowane przez globcio, a tutaj piszesz że wszystko można wytłumaczyć jako zbieg okoliczności i konsekwencję prawa wielkich liczb!

Otóż, nie wszystko.

Ponieważ globalne ocieplenie sprawia, że rozkłady mierzonych lokalnie temperatur przesuwają się powoli w kierunku wyższych wartości, rekordy ciepła stają się bardziej prawdopodobne, a rekordy zimna mniej. Prostą tego demonstrację, opartą o analizę miesięcznych temperatur Cowtana i Waya,4 pokazuję poniżej.

U góry: globalne miesięczne anomalie temperatury, u dołu: procent powierzchni Ziemi, na której danego miesiąca wystąpiły rekordy ciepła (czerwony) i zimna (niebieski).

Analiza zaczyna się w roku 1850, zatem każdy miesiąc 1851 roku jest w każdym miejscu "rekordowy" (na plusie albo minusie). Później liczba rekordów szybko spada, bo prawdopodobieństwo przypadkowego ustanowienia nowego staje się niewielkie... a potem zaczyna się globalne ocieplenie.

Jak wyżej, ale rekordy podane dla całego globu oraz wyłącznie lądów.

Jak widać, liczba rekordów zimna (rozumianych jako najniższe temperatury zarejestrowane w danym oczku siatki, dla danego miesiąca od 1850 roku) w ostatnich dekadach systematycznie spada, choć wciąż się one zdarzają... na kilku promilach powierzchni planety. Nawet biorąc pod uwagę tylko obszary lądowe, wciąż mogą one obejmować obszary porównywalne z powierzchnią naszego kraju. Niedouczeni dziennikarze mogą zatem odetchnąć z ulgą -- jeszcze przez kilkanaście albo i więcej lat wciąż możliwe będzie wyśmiewanie globalnego ocieplenia, bo gdzieś akurat było bardzo zimno. W drugiej połowie XXI wieku może to być już nieco trudniejsze, no ale wtedy można używać zmienionej definicji "rekordowych mrozów".

Jak wyżej, ale oprócz rekordów absolutnych podane też powierzchnię globu/lądów na której wystąpiły najwyższe/najniższe temperatury od 50 i 30 lat.

Drugi, oczywisty wniosek: liczba absolutnych rekordów średniomiesięcznych temperatur wzrasta, i co miesiąc doświadcza ich około 2% powierzchni planety -- kilka-kilkanaście razy więcej niż w przypadku rekordów zimna, i kilka razy więcej niż zachodziłoby, przypadkowo, w świecie bez globalnego ocieplenia. Oznacza to, że zdecydowana większość rejestrowanych rekordów temperatury nie miałaby miejsca, gdyby nie globalne ocieplenie.

Od góry: sierpień 1992, 2003 i 2010 z zaznaczonymi obszarami, gdzie pobite zostały wówczas rekordy temperaturowe. O wyjątkowo ciepłym w Polsce lecie 1992 można poczytać na blogu Piotra Djaków.

Dobrą analogią może być tutaj palenie papierosów. Wiemy, że palenie tytoniu zwiększa ryzyko zachorowania na raka płuc o rząd wielkości, oraz że populacja obecnych i byłych palaczy jest wystarczająco duża, by zagwarantować nam to że większość zachorowań na raka płuc w całej populacji ma związek z paleniem. Nie znaczy to, że każdy palacz zachoruje na raka (ryzyko zachorowania w ciągu całego życia aktywnego palacza ocenia się na około 15%), nie znaczy też że nowotwory płuc nie występowałby, gdyby nikt nie palił tytoniu.

Kiedy mowa o atrybucji przyczyn konkretnego zdarzenia pogodowego w kontekście globalnego ocieplenia, chodzi właśnie o związane z tym zmiany prawdopodobieństwa (liczone w dodatku dla zjawisk zachodzących na powierzchni milionów kilometrów kwadratowych). Przykładowo, w opublikowanym niedawno artykule Lewis i Karoly'ego na temat australijskiej fali upałów 2012/2013, oszacowano że globalne ocieplenie zwiększyło szanse na wystąpienie tak ekstremalnych temperatur jakie zaobserwowano o dwa i pół raza. Bez globalnego ocieplenia takie zjawiska zdarzałyby się zatem znacznie rzadziej.


1) Np. najmroźniejszą zimą ostatnich 100 lat w Chinach była zima 1944/45, a w Australii najzimniejszym w historii pomiarów był czerwiec 1949, poprzednie opady śniegu w Bagdadzie zanotowano w 1909 roku (istnieją też źródła historyczne mówiące o opadach śniegu w średniowieczu).

2) Por. Mahlstein I., et al. (2011), "Early onset of significant local warming in low latitude countries", Environmental Research Letters 6 (link) albo Hawkins, S. i R. Sutton (2012), "Time of emergence of climate signals", Geophysical Research Letters, vol 39/1 (link).

3) W większości przypadków jest znacznie krótsza, ale umówmy się że weźmiemy najdłuższą serię spośród wszystkich lokalnych obserwacji, albo że zrekonstruujemy ją z serii krótszych. W każdym razie, średnia długość serii obserwacji nie jest wielokrotnie większa od liczby stopni swobody, zatem rekordów z kategorii "1 na 1000" albo rzadszych nazbierało się do tej pory niewiele.

4) W analizie tej pole temperatury jest interpolowane krigingiem, przez co jest kompletne przestrzenne do 1850 roku wstecz. Pozwala mi to policzyć rekordy na poziomie każdego gridboxa (ważonego powierzchnią), bez męczenia się z wartościami pojedynczych stacji i modelowania struktury korelacji pomiędzy nimi. Oczywiście wczesne rekordy obciążone są dużymi niepewnościami, ale nie ma to większego znaczenia -- i tak interesuje nas koniec XX wieku i początek XXI.

sobota, 27 września 2014, perfectgreybody

Polecane wpisy

  • B9

    Na githubie piszę o górze lodowej B9 , która w przyszłym roku skończy 30 lat. Na zachętę video:

  • Kołakowska

    Mój komentarz do tekstu Kołakowskiej można przeczytać tutaj .

  • W sejmie o globalnym ociepleniu

    Dzisiejsza notka będzie po części eksperymentem, jako że z kilku powodów - przede wszystkim mojego lenistwa - jest hostowana gdzie indziej , i bardzo możliwe że

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/09/27 20:45:06
Ojej, wtedy (przy "Idzie zimno") byłem jeszcze sceptykiem/wątpiącym ;)
(i na pewno z brakami w podejściu krytycznym)
-
Gość: Chabibułło Abdusamatow, *.play-internet.pl
2014/09/27 22:08:23
Świat na skraju wielkiego ochłodzenia?
"Są pierwsze oznaki ochłodzenia
- W ostatnich latach widać już oznaki obniżenia temperatury. Pod koniec tego roku, najpóźniej na początku przyszłego, wejdziemy w okres "małej epoki lodowcowej", która potrwa do początku następnego stulecia - twierdzi Abdusamatow, który nie jest również entuzjastą debat dotyczących "globalnego ocieplenia". - Cały ten hałas, który zrobił się na świecie, został spowodowany przez zmiany temperatury rzędu 0,7 stopni w okresie ponad stu lat. Co roku na całym globie do walki z tym zjawiskiem asygnuje się 5 miliardów dolarów. Około 97 procent naukowców wyznaje tę teorię. Chcę jednak podkreślić, że przez ostatnie 17 lat, od 1997 roku, poziom dwutlenku węgla w atmosferze rośnie w takim samym tempie, jak wcześniej. Jednocześnie w ciągu ostatnich 17 lat globalna temperatura planety nie rosła. To jest fakt, od 1997 roku ocieplenie odstępuje. Tymczasem moc promieniowania słonecznego zmniejsza się od 1990 roku i wciąż szybko spada"
-
2014/09/27 22:44:08
"Jednocześnie w ciągu ostatnich 17 lat globalna temperatura planety nie rosła"

Oj rosła rosła. Jak inaczej wytłumaczyć to, że ostatnie 10 lat było istotnie statystycznie cieplejsze niż poprzednie?
anomaliaklimatyczna.com/wp-content/uploads/2014/09/GISS-decades.png

A w dodatku cytowane zdanie traci jeszcze bardziej sens jeśli przypomnimy sobie, że mówi ono nie o planecie, a o jej powierzchni. Bo w głębi oceanów ocieplenie było w tym czasie najszybsze odkąd je mierzymy. Biorąc pod uwagę pojemność cieplną atmosfery i oceanów dla bilansu energetycznego Ziemi ta pierwsza jest tylko drobną poprawką do tej drugiej.
-
2014/09/27 22:48:54
Przecież "rt" z wp.pl przekleja ten sam tekst co roku, tylko zmienia daty.

"Styczeń i luty mają być bowiem ekstremalnie mroźne, zdecydowanie najgorsze w historii pomiarów. Temperatury mogą przekroczyć granice wyobraźni mieszkańców Europy, co w Polsce zapewne oznaczałoby regularne mrozy większe niż minus czterdzieści. Rosjanin prognozuje, że od tragicznej zimy zginie kilka milionów ludzi. Zamarznąć ma Bałtyk, Tamiza i Morze Czarne, co z punktu widzenia encyklopedycznej wiedzy klimatycznej trudno sobie unaocznić."

To była prognoza na poprzednią zimę.
-
Gość: Adi, *.p2.interarena.pl
2014/09/29 12:45:20
W ramach lokalnego globalnego ochłodzenia coraz lepiej udają się na północy Polski drzewa owocowe typu brzoskwinie, nektarynki. A winogrona pychota w tym roku. Plony w ostatnich latach są znakomite, kiedyś tych drzew i krzewów u nas nie było bo wymarzały. Patrzcie jak szybko uodparniają się na zimno ;-).

Z ogrodniczym pozdrowieniem dla wszystkich marznących bałwanów!
-
2014/09/29 15:03:03
A arktyczne te ryby, planktony i inne morskie tałatajstwo jakie są głupie. Wszystkie gatunki przesuwają się coraz bardziej na północ jakby nie wiedziały, że się oziębia.
www.twojapogoda.pl/wiadomosci/109430,trwa-wielki-eksodus-swiata-fauny-i-flory

Widać, że w przeciwieństwie do dużej części internautów mózgów to prawie nie ma.
-
Gość: iceman, *.internetia.net.pl
2014/09/29 18:39:21
w latach 20-tych ubieglego wieku wody wokol Arktyki sie ocieplaly, co mialo wplyw na pojawianie sie cieplolubnych gatunkow, na coraz to wiekszych szerokosciach geograficznych.
docs.lib.noaa.gov/rescue/mwr/050/mwr-050-11-0589a.pdf
-
2014/09/29 19:53:36
Czyli nie zaprzeczasz, że te gatunki prawidłowo reagują na zmiany temperatury. Inaczej mówiąc, ich migracje są dobitnym znakiem ocieplenia Arktyki.

A ociepleniu z początków XX wieku nikt nie zaprzecza. Patrz np.
onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1002/joc.1973/full

Oprócz globalnego ocieplenia mamy jeszcze naturalną zmienność wielodekadową związaną z cyrkulacją oceaniczną. Na Atlantyku ma ona cykl około 65 lat. Ocieplenie lat 1920-1940 odpowiadałoby zatem ociepleniu 1985-2005. Z tym, że to obecne zaczęło się wcześniej i jakoś nadal nie chce się skończyć. To dlatego, ze ma ono jeszcze drugi powód. Zgadnij jaki.
-
2014/09/30 08:56:42
Jeszcze w kwestii tego poprzedniego epizodu ocieplenia Arktyki, a dokładniej jej sektora atlantyckiego, polecam niesamowicie współczesny tekst Dunbar MJ. 1954. A note on climatic change in the sea. Arctic. 7: 2730, dostępny za darmo tu: arctic.synergiesprairies.ca/arctic/index.php/arctic/article/viewFile/3825/3799

Czyta się to jakby napisane było w ostatnich latach. I wnioski na przyszłość są nadal aktualne. Z tym, że jeśli się uważniej wczytać to widać, że to ocieplenie części Arktyki z lat 1920-1940 było geograficznie znacznie mniej rozprzestrzenione niż obecne (woda atlantycka była jedynym powodem, teraz mamy jeszcze znacznie większe niż wtedy ocieplenie całego świata). Co ciekawe Dunbar wspomina też poprzednie kilkuletnie ocieplenie w latach 1880-ch w okolicach Svalbardu i Grenlandii. A to jest jeden atlantycki cykl przed latami 1940-mi i dwa przed ostatnimi laty!
-
2014/09/30 09:02:48
Jeszcze tylko cytat z Dunbara o ociepleniu arktycznym z lat 1880-ch:

"The evidence for a short period of climatic amelioration in the decade of 1880 in west Greenland and in Svalbard is well known (2, 3, 5). Compared with the present effects there that warming was a mild affair. Although the Atlantic cod (Gadus callarias), which serves as a good indicator of warming marine conditions in the northern part of its range, did in fact appear in both Svalbard and west Greenland at that time, the invasions were insignificant compared with the present enormous populations there."

Czyli ocieplenia Arktyki są rzeczywiście cykliczne (przynajmniej od XIX wieku) ale każde jest większe od poprzedniego. Tego się nie da wytłumaczyć inaczej niż jako połączenie cyklu około 65-letniego i trendu rosnącego. Przyczyny trendu są dobrze znane. Ciekawsza naukowo jest ta zmienność wielodekadowa sektora atlantyckiego.
-
Gość: iceman, *.internetia.net.pl
2014/09/30 14:46:06
A jak wyjaśnić wyłanianie się ponadtysiącletnich drzew spod topniejących lodowców na północy Ameryki Pn? Czytałem gdzieś o tym w zeszłym roku.
-
2014/09/30 15:57:03
Może tu? Z tym, że nie rok, a dwa, nie w Północnej Ameryce, a na Grenlandii. W dodatku te "drzewa" to egzemplarze Salix arctica, gatunku występującego i dziś w Arktyce nawet bardziej na północ i drzewa takiego jakie znasz nie przypominające:
pl.wikipedia.org/wiki/Wierzba_arktyczna

Ten kto z tego zrobił sensację, zapewne w życiu nie był w Arktyce.

Dyskutowaliśmy o tym pod tym wpisem:
doskonaleszare.blox.pl/2012/03/Prof-Zelazniewicz-o-modelach-klimatu.html
-
Gość: iceman, *.internetia.net.pl
2014/09/30 16:55:57
Na 100% była to Kanada lub Alaska. Drzewa były bardzo dobrze zachowane, co świadczyło o nagłej zmianie klimatu.
-
2014/09/30 17:17:38
To słyszałeś pewnie o lodowcu Mendenhalla.
-
2014/09/30 17:48:44
Ja z kolei słyszałem, a nawet znalazłem gdzieś w internecie na 100% że to krasnoludki podrzuciły te 1000letnie drzewa ;).
Piszę, bo takie argumenty dobre są przy piwie a nie przy poważnej dyskusji. Albo nam się chce dyskutować i sprawdzamy czy dobrze pamiętamy, sprawdzamy czy źródło tego co zapamiętaliśmy było wiarygodne, albo rzucamy bezwartościowymi argumentami i trollujemy, bo mamy własne zdanie i ono, to zdanie, a nie stan faktyczny nas obchodzi.
By the way, są dowody że jednak lodowce w Arktyce cofają się na niespotykana skalę. Właśnie w szczątkach roślin pod cofającymi się lodami:
naukaoklimacie.pl/aktualnosci/kiedy-ostatnio-w-arktyce-bylo-tak-cieplo-jak-obecnie-20
naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-za-czasow-eryka-rudego-grenlandia-byla-zielona-37?t=2
(tam linki do oryginalnych badań)
-
2014/09/30 17:50:03
Ach, to:
www.livescience.com/39819-ancient-forest-thaws.html

Też nie wiem gdzie tu sensacja. Jeśli lodowiec najeżdża na las to oczywiście zamrozi szybko to czego nie skosi (a wiele języków lodowców górskich sięga do lasu). Te gatunki drzew rosną tam i dzisiaj. W dodatku zasięgu pojedynczego lodowca nie można stosować bezpośrednio jak termometru. Oprócz temperatury ma tu jeszcze znaczenie ilość opadów (ich zwiększenie może zrównoważyć lub nawet przeważyć równoczesny wzrost temperatury).

I jeszcze jedno. Jeśli jednak uznamy zasięg tego lodowca za wskaźnik temperatury to jak uzasadnić to, że na początku Ciepłego Średniowiecza on swoją długość zwiększał, zamiast zmniejszać? Może dlatego, że "ponad 1000 lat" nie musi oznaczać 1050 czy 1100 ale może np. 5000 lat i pochodzić z końca Optimum Klimatycznego Holocenu, gdy Arktyka latem miała więcej energii słonecznej ze względu na zmiany orbity ziemskiej.
-
2014/09/30 21:36:57
Nie znalazłem żadnego datowania tych drzew ale w tym tekście nieco bardziej poważnym niż inne
frontierscientists.com/2013/09/forest-revealed-under-glacial-ice/
twierdzą że mają one ponad 2000 lat. Może zatem okaże się że to rzeczywiście jest 5000 lat.

Można się też tam dowiedzieć, ze jest obecnie jeden lodowiec na Alasce, który staje się coraz dłuższy (Taku Glacier). To też nie sensacja: robi to 15% lodowców górskich świata. Główną przyczyną jest właśnie to, że opady też w dzisiejszym świecie rosną wraz z temperaturą. Gdzieniegdzie to przeważa. Co ciekawe ten lodowiec też pochłania obecnie drzewa. Kiedyś kiedy będzie jeszcze cieplej te drzewa pojawią się znowu pod słońcem. I co z tego będzie wynikać? Wg. "logiki" stosowanej przez część mediów do lodowca Mendenhall powinno to oznaczać, że teraz jest cieplej niż będzie wtedy gdy drzewa się ukażą. Jest to tak oczywista bzdura, że chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego.
-
Gość: Adi, *.p2.interarena.pl
2014/10/01 11:45:54
Kolejny przykład zmiany narracji mediów "głównego nurtu". Denializm coraz bardziej w odwrocie.

pogoda.wp.pl/gid,16920431,kat,1035571,title,Fakty-i-mity-o-globalnym-ociepleniu,galeria.html
-
2014/10/01 13:11:01
To autorstwa tego samego mądrali, który przez ostatnich kilka lat wypromował w polskich mediach Abdusamatowa jako wybitnego rosyjskiego klimatologa.

Ludzie klikają, wp zarabia.
-
Gość: sargon, *.icpnet.pl
2014/10/01 20:14:09
Artykuł jest nudny - za to lektura komentarzy to świetna rozrywka :D
-
2014/10/02 09:57:09
@Off topic
W komentarzach do najnowszego wpisu na RealClimate jest odsyłacz do artykułu Krugmana w NYT, w którym autor twierdzi, że koszty zapobiegania globalnemu ociepleniu mogą być znikome. Na dowód Krugman cytuje dwa opracowania,
w tym jedno z MFW.
a drugie z bliżej mi nieznanego The New Climate Economy..
Wnioski są takie, że wprowadzenie podatku węglowego jest generalnie wprost korzystne dla gospodarki, przez zmniejszenie strat związanych z zanieczyszczeniem powietrza.
Na 20 krajów z największą emisją, tylko w jednym kraju podatek węglowy byłby niekorzystny dla gospodarki (w Brazylii), dla pozostałych Optymalna wartość podatku (czyli najwyższa możliwa nie obciążająca PKB dodatkowymi kosztami) jest różna dla różnych krajów - od ujemnych w Brazylii do 291 USD za tonę w Arabii Saudyjskiej, 170 USD za tonę w Iranie i niemal 100 USD za tonę w Polsce.
Bardzo smutno w tym kontekście wyglądają ostatnie deklaracje polityków o bezpieczeństwie energetycznym opartym o węglu.

-
Gość: camm, *.uznam.net.pl
2014/10/04 13:22:54
Coś to straszne ocieplenie skacze, robi uniki, ukrywa się. Teraz już przeskoczyło z powierzchni ziemi, gdzie jest niemierzalne, do głębin oceanicznych, gdzie "wzrasta". Przewiduję, że jak pojawią się mozliwości pomiarów i niepodważalne dane, iż ocieplenia i tam nie da się stwierdzić, ocieplenie ucieknie dalej. Do jądra Ziemi? Magma okaże się gorętsza?
-
Gość: arctic_amplification, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2014/10/04 13:45:27
A Tobie się wydaje, że pomiarów w oceanach to się nie prowadzi? www.argo.ucsd.edu/
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2014/10/04 20:28:04
@cammo w oceanie
GO nie skacze, zawsze pierwsze i największe było w oceanie. I nauka wie o tym od dawna, pół wieku albo i więcej. A że nie czytałeś o tym.. no cóż. Prasa pisze o czym pisze.
-
2014/10/04 21:33:12
Jeśli pomierzyć strumienie promieniowania słonecznego dochodzącego do Ziemi i to co nasza planeta wypromieniowuje to da się stwierdzić ich różnicę. Ziemia wypromieniowuje prawie 1 W/m2 mniej niż dostaje. Elementarna znajomość fizyki na poziomie chyba nawet gimnazjum powinna wystarczyć aby zrozumieć, że to musi oznaczać globalne ocieplenie planety. To, ze ponad 90% tego nadmiaru energii trafia do oceanu wynika jedynie z jego olbrzymiej pojemności cieplnej (znowu fizyka się kłania).

Camm, Twoje żale do praw fizyki niestety ich nie zmienią. Globalne ocieplenie istnieje. Zresztą twierdzić, ze go nie ma (nawet tego tylko na powierzchni) pod dwóch kolejnych rekordowo ciepłych globalnie miesiącach to dość marna prowokacja.
-
Gość: Adi, *.tvkslupsk.pl
2014/10/06 08:40:13
A ja z innej beczki. Gołym okiem widać, że nad Polską zmieniła się w ostatnich kilku latach cyrkulacja mas powietrza. Dawniej przeważające były wiatry z kierunków zachodnich i północnych (z tego co pamiętam ze szkoły stanowiły ok. 70 % wiatrów). Teraz od kilku lat coraz częstsze są wiatry południowe i wschodnie. Nie mam danych badawczych ale wschodnie i południowe zwłaszczw tym roku już przeważają, niosąc suchsze powietrze kontynentalne. Są jakieś dane potwierdzające i wyjaśnienie tego zjawiska?
-
2014/10/06 09:06:12
Indeks wiatrów zachodnich w naszym rejonie świata to właśnie sławetny NAO. W ostatnich latach rzeczywiście jego wartość malała (szczególnie zimą gdzie to ma naprawdę znaczenie):
www.cpc.ncep.noaa.gov/products/precip/CWlink/pna/season.JFM.nao.gif
Maksymalne wartości, w sensie średniej kilku lat (czarna linia na wykresie), NAO miało koło roku 1995 i od tego czasu idzie w dół (zima 2010 miała rekordowo ujemne wartości NAO). Myślę, że zaobserwowałeś właśnie tą zmianę.
-
2014/10/06 10:42:11
A mnie ciągle inwigiluje ten dociekliwy robiący widły z igły denialista. Chyba już nigdy nie da mi spokoju.
arcticicesea.blogspot.com/2014/10/morsy-na-wygnaniu.html
-
2014/10/06 11:26:09
Napisz mu aby sobie poczytał trochę o trybie życia morsów. Już chociażby na angielskojęzycznej Wikipedii (z tym, że nasi denialiści zwykle nie znają angielskiego):
en.wikipedia.org/wiki/Walrus
A dostępny za darmo naukowy artykuł o tych zwierzętach, długości książki (!) (z mapami gdzie historycznie spotykano morsy w każdym miesiącu) jest tu:
www.fwspubs.org/doi/pdf/10.3996/nafa.74.0001

O tej porze roku one zawsze "mieszkają" na lodzie lub na brzegu, ze względu na świeżo urodzone pokolenie, z tym że na brzegach ewidentnie przeniosły się ostatnio bardziej na północ, na północne brzegi Alaski. Ocieplenie tego rejonu jest oczywistym "podejrzanym", ale nie wiem czy chodzi jedynie o odległość lodu od brzegu (to jest problem także dla niedźwiedzi polarnych) czy również brak plaż w rejonie z którego mają najbliżej do lodu (stąd ten tłok).

Mam wrażenie, że dziennikarze trochę uprościli problem (jak zwykle) ale to mimo wszystko jest ewidentny efekt zmian klimatu w Arktyce.
-
Gość: zenek, *.multi.internet.cyfrowypolsat.pl
2014/10/07 09:36:57
-
2014/10/07 16:10:33
Z czego wynika...?

Pytam bo ja Modtranem się posługiwałem już ponad 20 lat temu (miał wtedy piekielnie skomplikowany system plików wejściowych). Wiem zatem, że to ani nowość, ani sensacja. Nawiasem mówiąc aby liczyć efekt cieplarniany bezpośrednio z równania przenoszenia światła (stąd "trans" w nazwie programu) trzeba modelu o lepszej rozdzielności spektralnej. "Mod" w nazwie programu oznacza właśnie średnią rozdzielczość a to za mało. Powinni się to robić modelami "line-by-line" (linia po linii).
Creative Commons License